Wodecki się odegrał
04.05.2009
Marcin Wodecki w ekstraklasie zadebiutował 8 marca 2008 roku w spotkaniu przeciwko Jagiellonii Białystok. Jako gracz Górnika Zabrze - gdzie trenerem był wtedy Ryszard Wieczorek, jego obecny szkoleniowiec w Odrze - wszedł na murawę na ostatnie 17 minut meczu. W samej końcówce, "Pszczółka" stanął przed ogromną szansą na zdobycie gola. Po błędzie poza polem karnym bramkarza "Jagi", Jacka Banaszyńskiego, Wodecki miał przed sobą pustą bramkę. Golkiper Jagiellonii powstrzymał jednak napastnika łapiąc go rękami, za co zobaczył czerwoną kartkę, a młody napastnik musiał zapomnieć o wymarzonym debiucie. - Chciałem o tej sytuacji jak najszybciej zapomnieć, ale nie dało jej się wymazać z pamięci - przyznaje Marcin Wodecki.
Po ostatniej kolejce będzie mu już zdecydowanie łatwiej, bo wreszcie trafił do bramki w spotkaniu ligowym i to w dodatku w konfrontacji z białostoczanami. - Można powiedzieć, że się na nich odegrałem - mówi z uśmiechem. - Ich bramkarz "ukradł" mi wtedy gola, na którego musiałem czekać aż do minionej soboty. Gram teraz dla Odry, ale historia zatoczyła koło - cieszy się ofensywny gracz wodzisławian.
Jego trafienie zapewniło drużynie znad czeskiej granicy bardzo cenne trzy punkty w walce o utrzymanie. - Bramka na 1-1 bardzo popsuła nam nastrój. Tym bardziej, że była to już 85 minuta meczu. Byliśmy lekko załamani. Na szczęście udało się przeprowadzić jeszcze jedną kluczową akcję. Wbiegłem w pole karne, dostałem piłkę i nie mogłem spudłować. Radość była niesamowita - opowiada 21-letni zawodnik.
Pierwszego gola dla ekipy Wieczorka zdobył inny były gracz Górnika Zabrze, Tomasz Moskal. - Po meczu w szatni było z tego powodu bardzo wesoło. Wszyscy śmiali się i żartowali, że zabrzanie strzelają gole dla Odry. Oby podobne nastroje panowały po konfrontacji z Cracovią - kończy Wodecki.
Po ostatniej kolejce będzie mu już zdecydowanie łatwiej, bo wreszcie trafił do bramki w spotkaniu ligowym i to w dodatku w konfrontacji z białostoczanami. - Można powiedzieć, że się na nich odegrałem - mówi z uśmiechem. - Ich bramkarz "ukradł" mi wtedy gola, na którego musiałem czekać aż do minionej soboty. Gram teraz dla Odry, ale historia zatoczyła koło - cieszy się ofensywny gracz wodzisławian.
Jego trafienie zapewniło drużynie znad czeskiej granicy bardzo cenne trzy punkty w walce o utrzymanie. - Bramka na 1-1 bardzo popsuła nam nastrój. Tym bardziej, że była to już 85 minuta meczu. Byliśmy lekko załamani. Na szczęście udało się przeprowadzić jeszcze jedną kluczową akcję. Wbiegłem w pole karne, dostałem piłkę i nie mogłem spudłować. Radość była niesamowita - opowiada 21-letni zawodnik.
Pierwszego gola dla ekipy Wieczorka zdobył inny były gracz Górnika Zabrze, Tomasz Moskal. - Po meczu w szatni było z tego powodu bardzo wesoło. Wszyscy śmiali się i żartowali, że zabrzanie strzelają gole dla Odry. Oby podobne nastroje panowały po konfrontacji z Cracovią - kończy Wodecki.
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
07.08.2022
07.08.2022
Główka Paluszka metodą na wicemistrzów
05.08.2022
05.08.2022
Bez gola, bez błysku, bez punktów