Włókniarz - Lotos 53-37. Zwyciężyli mimo braku lidera i... powietrza
31.05.2009
Mocno osłabieni przystąpili do pojedynku z Lotosem żużlowcy z Częstochowy. Za kontuzjowanego asa Włókniarza - Nickiego Pedersena - do składu desygnowano weterana, Sławomira Drabika.
Walkę na torze - przy bardzo niekorzystnych warunkach atmosferycznych - lepiej rozpoczęli gospodarze. Woffinden i Miturski z kompletem punktów przejechali linię mety ku uciesze swoich fanów. Odpowiedź gości była jednak błyskawiczna. W kolejnych biegach miejscowi odskoczyli rywalom. Główna w tym zasługa Taia Woffindena. Anglik wykorzystał nieuwagę gdańszczan i wyrastał na pierwszoplanową postać meczu. - Metamorfoza to efekt nowych silników, dlatego jazda wygląda dziś lepiej niż zwykle - stwierdził skromny 18-latek.
Aż do ósmego wyścigu trwała bezdyskusyjna dominacja Włókniarza. Po komplet "oczek" sięgali kolejno Richardson, Hancock i Gapiński. Hegemonię miejscowych na chwilę przerwał Duńczyk Bjerre. - Już od pierwszego biegu coś niedobrego zaczęło się z nami dziać. Nie ma co zwalać winy na tor, bo od rywala byliśmy wyraźnie słabsi - stwierdził Adam Skórnicki, "jeździec" Lotosu.
Po jedenastym starciu mieliśmy niecodzienny "wypadek". Okazało się, że nie tylko z gości zeszło powietrze, ale także z... bandy okalającej tor. Potrzebna była kilkunastominutowa przerwa, która nie pozwoliła przyjezdnym na złapanie oddechu i odrobienie strat. Za to Drabik mógł przyjmować gratulacje od kolegów. 43-latek udowodnił, że ani myśli o zakończeniu kariery i godnie zastąpił najlepszego żużlowca Włókniarza.
Wynik zmniejszył co prawda Zetterstroem, ale i tak dwa punkty zostały w Częstochowie, a gospodarze mogli się cieszyć z wysokiego zwycięstwa. - Jeździło nam się dziś bardzo dobrze. Mimo braku naszego lidera i nie najlepszej pogody jesteśmy zadowoleni ze swojej postawy - podsumował spotkanie Michał Szczepaniak, zawodnik z Częstochowy.
Dodajmy, że był to... jedyny mecz rozegrany w ramach siódmej serii Speedway Ekstraligi. Reszta spotkań została przełożona z powodu złej pogody.
Walkę na torze - przy bardzo niekorzystnych warunkach atmosferycznych - lepiej rozpoczęli gospodarze. Woffinden i Miturski z kompletem punktów przejechali linię mety ku uciesze swoich fanów. Odpowiedź gości była jednak błyskawiczna. W kolejnych biegach miejscowi odskoczyli rywalom. Główna w tym zasługa Taia Woffindena. Anglik wykorzystał nieuwagę gdańszczan i wyrastał na pierwszoplanową postać meczu. - Metamorfoza to efekt nowych silników, dlatego jazda wygląda dziś lepiej niż zwykle - stwierdził skromny 18-latek.
Aż do ósmego wyścigu trwała bezdyskusyjna dominacja Włókniarza. Po komplet "oczek" sięgali kolejno Richardson, Hancock i Gapiński. Hegemonię miejscowych na chwilę przerwał Duńczyk Bjerre. - Już od pierwszego biegu coś niedobrego zaczęło się z nami dziać. Nie ma co zwalać winy na tor, bo od rywala byliśmy wyraźnie słabsi - stwierdził Adam Skórnicki, "jeździec" Lotosu.
Po jedenastym starciu mieliśmy niecodzienny "wypadek". Okazało się, że nie tylko z gości zeszło powietrze, ale także z... bandy okalającej tor. Potrzebna była kilkunastominutowa przerwa, która nie pozwoliła przyjezdnym na złapanie oddechu i odrobienie strat. Za to Drabik mógł przyjmować gratulacje od kolegów. 43-latek udowodnił, że ani myśli o zakończeniu kariery i godnie zastąpił najlepszego żużlowca Włókniarza.
Wynik zmniejszył co prawda Zetterstroem, ale i tak dwa punkty zostały w Częstochowie, a gospodarze mogli się cieszyć z wysokiego zwycięstwa. - Jeździło nam się dziś bardzo dobrze. Mimo braku naszego lidera i nie najlepszej pogody jesteśmy zadowoleni ze swojej postawy - podsumował spotkanie Michał Szczepaniak, zawodnik z Częstochowy.
Dodajmy, że był to... jedyny mecz rozegrany w ramach siódmej serii Speedway Ekstraligi. Reszta spotkań została przełożona z powodu złej pogody.
Polecane
Sporty inne