"Wizyta przy Cichej zawsze przyprawia o szybsze bicie serca"
15.09.2012
- Można powiedzieć, że jestem wychowankiem Ruchu, bo do tego klubu trafiłem mając 14 lat. W Chorzowie się wyszkoliłem, w Chorzowie tak naprawdę zostałem piłkarzem. Najwięcej zawdzięczam trenerom Jerzemu Wyrobkowi i Dariuszowi Fornalakowi, którzy dokooptowali mnie do pierwszej drużyny po spadku Ruchu z ekstraklasy. To dzięki nim mogłem się ogrywać z seniorami na zapleczu ekstraklasy, czynić systematyczne postępy - przyznaje "Fosa", który z Cichej odszedł, by grać regularnie.
- Może bym już dawno zadebiutował w ekstraklasie w Ruchu, a może już by nie było zawodnika Tomasza Foszmańczyka? Tego się już nigdy nie dowiemy. Ja dokonywałem innych wyborów. Przechodziłem do klubów, gdzie wiedziałem, że będę grał, będę miał miejsce w składzie. Dlatego rozgrywałem po 30 meczów w sezonie, rozwijałem się. Myślę, że były to rozsądne decyzje. Niczego nie żałuję - podkreśla.
Dziś spotka wielu swoich znajomych. Nie tylko na trybunach. Nadal w Ruchu grają Marcin Malinowski, Marek Szyndrowski czy Łukasz Janoszka, z którymi kiedyś grał w Chorzowie w czasach największej biedy.
- Zawsze wizyta na tym stadionie przyprawia mnie o żywsze bicie serca. Teraz jest podobnie, bo w końcu w Chorzowie zaczęła się moja przygoda z piłką, na tym stadionie debiutowałem w pierwszym zespole „Niebieskich”. Będzie to trochę sentymentalna podróż, ale na boisku na pewno nie będzie sentymentów - dodaje Foszmańczyk.
Cały materiał w dzisiejszym biuletynie Ruchu - Niebieska Erka.
- Może bym już dawno zadebiutował w ekstraklasie w Ruchu, a może już by nie było zawodnika Tomasza Foszmańczyka? Tego się już nigdy nie dowiemy. Ja dokonywałem innych wyborów. Przechodziłem do klubów, gdzie wiedziałem, że będę grał, będę miał miejsce w składzie. Dlatego rozgrywałem po 30 meczów w sezonie, rozwijałem się. Myślę, że były to rozsądne decyzje. Niczego nie żałuję - podkreśla.
Dziś spotka wielu swoich znajomych. Nie tylko na trybunach. Nadal w Ruchu grają Marcin Malinowski, Marek Szyndrowski czy Łukasz Janoszka, z którymi kiedyś grał w Chorzowie w czasach największej biedy.
- Zawsze wizyta na tym stadionie przyprawia mnie o żywsze bicie serca. Teraz jest podobnie, bo w końcu w Chorzowie zaczęła się moja przygoda z piłką, na tym stadionie debiutowałem w pierwszym zespole „Niebieskich”. Będzie to trochę sentymentalna podróż, ale na boisku na pewno nie będzie sentymentów - dodaje Foszmańczyk.
Cały materiał w dzisiejszym biuletynie Ruchu - Niebieska Erka.
Polecane
Ekstraklasa