Wisła - Ruch 2-0. "Niebiescy" nie zagrali jak Levadia

01.08.2009
Wisła w kilka chwil rozstrzygnęła ten mecz. - Zaczęliśmy dobrze, ale straciliśmy koncentrację w 20 minucie. Rywal był lepszy o te dwie bramki - przyznał Andrzej Niedzielan, który debiutował w Ruchu.
Ruch nie wyszedł nastawiony tak ofensywnie, jak Levadia Tallin, która zremisowała niedawno w Sosnowcu z mistrzem Polski. - Odkrywanie się przy stanie 0-0 nie byłoby dobrym pomysłem - przekonywał Rafał Grodzicki. Obrońca chorzowian nie miał sobie nic do zarzucenia przez 20 minut. Po mocnym dośrodkowaniu z rzutu wolnego przegrał jednak pojedynek główkowy z Głowackim i Pilarz wyciągał piłkę z siatki. Jeszcze nie zdążył się otrząsnąć, a po koronkowej akcji podwyższył Łobodziński.

Chorzowianie mieli poważne problemy z wymianą kilku podań. Brakowało odważnych, którzy wzięliby ciężar gry na własne barki. Zupełnie niewidoczny był Balaż, a Pulkowski i Baran notowali odbiory, ale z podaniami do przodu było dużo gorzej. - Nie potrafiliśmy utrzymać się przy piłce, a bieganie za nią kosztowało nas sporo sił - przyznał Krzysztof Nykiel, chyba najlepszy w zespole z Cichej.

- "Wiślacy" walczyli o każdą piłkę jak o życie - wskazał Grodzicki. Z wysokim pressingiem Ruch nie radził sobie przez całą pierwszą odsłonę. - Proszę nie pytać, dlaczego dopiero w drugiej połowie zagraliśmy odważniej. Nie umiem udzielić odpowiedzi - dodał środkowy obrońca.

Wystarczyło niewiele, aby na początku drugiej połowy Ruch posłał piłkę do bramki Pawełka. Bramkarz Wisły starał się szybko wykopać piłkę, a ta trafiła w Artura Sobiecha. Młody napastnik nie namyślając się, posłał ją... między nogami inicjatora całego zamieszania wprost do bramki. Sędzia Hubert Siejewicz wskazał na środek. Pawełkowi skórę uratował dopiero arbiter boczny, który w naradzie z głównym zasygnalizował przewinienie młodego napastnika gości.

- Atakował mnie nieprawidłowo. Nie mam sobie nic do zarzucenia - skwitował gracz Wisły. Innego zdania był Sobiech. - Zostałem trafiony piłką. Moim zdaniem bramka powinna zostać uznana. Zresztą sędzia główny w pierwszej chwili był podobnego zdania - wskazał rezerwowy chorzowian. To na pewno była dobra zmiana, choć nie wiele w ostatecznym rozrachunku dała. - Jedziemy dalej - podsumował trener Waldemar Fornalik.

Pod szatniami

Rafał Grodzicki (obrońca Ruchu): Czuliśmy, że możemy wygrać. Dobrze zaczęliśmy, ale szybko stracone dwie bramki przesądziły o losach spotkania.

Patryk Małecki (pomocnik Wisły): Podobną bramkę do tej Głowackiego strzeliliśmy po rzucie wolnym ostatnio Lechowi. Ćwiczymy takie stałe fragmenty gry, dlatego cieszy, że w lidze się to sprawdza. Ważne, że wygraliśmy, bo byliśmy ostatnimi dniami mocno podłamani.

Krzysztof Nykiel (obrońca Ruchu): Wisła była już po trzech meczach o stawkę, my dopiero w ten rytm wchodzimy. Wiem jednak, że to... głupie tłumaczenie. Byliśmy słabsi, szczególnie w I połowie.

Konferencja prasowa

Waldemar Fornalik (trener Ruchu): Wygrała lepsza drużyna i nie ma tu dwóch zdań. Dla nas była to inauguracja rundy, Wisła miała już za sobą trzy mecze o jakąś stawkę. To też miało znaczenie. Po dwóch golach straconych w tak krótkim czasie trudno się podnieść w meczu z Wisłą. Niemniej druga połowa była w naszym wykonaniu lepsza.

Maciej Skorża
(trener Wisły): Pod nasze dyktando przebiegała pierwsza połowa, przeważaliśmy, stwarzaliśmy zagrożenie pod bramką. Zdobyliśmy gole, jeden ze stałego fragmentu po asyście Patryka Małeckiego, drugi to efekt zespołowej akcji, asysty Pawła Brożka. W drugiej połowie obie drużyny gasły z upływem czasu. Niestety, było to widoczne, odbiło się to na dynamice i szybkości gry.
autor: Krzysztof Kubicki

Przeczytaj również