Wiedział, że nie nadaje się na trenera, więc... otworzył restaurację

31.12.2013
- Wiedziałem, że nie nadaję się na trenera, menedżera, kierownika drużyny. W głowie zaczęła się kołatać myśl o otworzeniu własnego interesu. Zamarzyłem o restauracji - mówi Mirosław Widuch.
Były piłkarz GKS-u Katowice i Piasta Gliwice, po zakończeniu kariery odnalazł się w branży gastronomicznej. - Od początku wiedziałem, że po zakończeniu gry nie będę nigdy więcej związany z zawodową piłką. Nie nadaję się do tego - mówi człowiek, który rozegrał ponad 300 meczów w ekstraklasie, a Bogusław Kaczmarek mówił o nim, że jest jak gaz - bezwonny, bezbarwny, niewidoczny, a jednak trujący...

Skąd się jednak wziął pomysł na siebie po ostatnim wyjściu z szatni? - Miałem chyba 33 lata, gdy zacząłem zdawać sobie sprawę, że kiedyś, gdy zakończę karierę, będę sobie musiał radzić w nowych realiach. Zamarzyłem o własnej restauracji. Kupiłem ziemię i dom w Gostyniu. To małe miasteczko na granicy Kobióra i Tychów. To rodzinne strony mojej mamy. Trochę ryzykowałem, bo trzeba było zainwestować w biznes całe oszczędności. Budowa "Starej Chaty" trwała cztery lata, ale największym wyzwaniem było urządzenie wnętrza, co sam zrobiłem. A wtedy nie było jeszcze Gesslerowej i sam jeździłem od knajpy do knajpy, obserwując - tłumaczy.

Interes Widuchowi wypalił. - Nie spodziewałem się, że w tak małej mieścinie będzie mi szło tak dobrze. Byłem zaskoczony, bo kto wie, gdzie leży Gostyń? Piłkarze zresztą też mnie odwiedzają. Piast Gliwice organizował u mnie imprezy, przyjeżdżają też zawodnicy GieKSy czy Czarnych Piasek, klubu, w którym kończyłem karierę - mówi były piłkarz. Jego 16-letni syn Patryk zadebiutował natomiast jesienią w III lidze w Polonii Łaziska Górne. - Może kiedyś też zagra w ekstraklasie? - zastanawia się ojciec.
źródło: Sport

Przeczytaj również