Widzew - Ruch 2-0. Wstyd, hańba i kompromitacja...

25.08.2012
Facet pracujący w obsłudze tunezyjskiego hotelu, gość z drugiej ligi maltańskiej plus zgraja nastolatków - ci ludzie pokonali dziś wicemistrza Polski z Chorzowa. Dwóch zawodników Ruchu pokazało skrajną głupotę.
Wydarzenie
Cztery? Pięć? Bodaj tyle stuprocentowych sytuacji miał w pierwszej połowie Ruch. Partaczył na potęgę Arkadiusz Piech. Pudłowali Filip Starzyński i Łukasz Janoszka. Efekt? Widzew wyprowadził karykaturalny atak. Nic by z niego pewnie nie wyszło, gdyby... Michal Pesković nie wyszedł z bramki i z braku pomysłu, co zrobić, sfaulował Łukasza Brozia. Widzew wykorzystał rzut karny, a Ruchowi gra przestała się kleić.

Bohater
Princewill Okachi. Facet, który przyszedł do Widzewa z drugiej ligi maltańskiej, nakrył czapką wszystkich defensywnych zawodników Ruchu, którzy od lat zarabiają dziesiątki tysięcy złotych miesięcznie... Okachi zanotował dziś niesamowitą liczbę odbiorów.

Antybohaterzy
Żeljko Djokić i Maciej Sadlok. Całkowicie rozstali się z rozumem. Djokić na środku boiska, przy linii bocznej zaatakował rywala wysoko podniesioną nogą. Nie wiadomo, co chciał zrobić. Chyba wyrządzić przeciwnikowi krzywdę? Szymon Marciniak nie miał wątpliwości. Od razu sięgnął po czerwoną kartkę. W końcówce meczu sędzia wyciągnął ją ponownie, bo tym razem skrajną głupotę pokazał Maciej Sadlok, który wślizgiem powalił rozpędzonego rywala, choć nie miał szans, by dotknąć piłki.

Co ciekawego

- Do Łodzi nie wybrali się kibice Ruchu. Nie, to nie koniec przyjaźni. Po prostu chorzowianie w taki sposób solidaryzowali się z ultrasami Widzewa, którzy są w konflikcie z władzami swojego klubu i na mecze nie chodzą.

- Szansę gry od pierwszej minuty dostał Filip Starzyński. "Figo" nie rozczarował. Był aktywny i zanotował znacznie mniej strat niż starsi koledzy z pomocy...

- Łukasz Janoszka przyzwyczaił w ostatnim czasie, że nie zasługuje na miejsce w podstawowym składzie. Jeśli ktoś miał dziś wątpliwości, został ich pozbawiony. Ale nie pamiętamy, kiedy Marcin Malinowski zagrał ostatnio tak beznadziejnie? Dziś nic mu nie wychodziło.

- Na kwadrans przed końcem zawodów nerwy puściły... Tomaszowi Fornalikowi. Nie żartujemy! Okazało się, że to możliwe. Wściekły szkoleniowiec Ruchu cisnął bidonem o murawę. Dostał za to "OPR" od arbitra.

- Od liderów należy wymagać znacznie więcej. Dziś zawiódł w ogromnej mierze Arkadiusz Piech. Gdyby nie jego "pudła", Ruch miałby ułożony mecz w 8. minucie, a potem dorzucałby kolejne gole.

- Przy drugiej bramce Widzewa jej strzelec był na pozycji spalonej w momencie podania.
źródło: SportSlaski.pl

Przeczytaj również