Wicekról spotkał się z królem... i zaliczył bramkę w debiucie

03.08.2009
Roman Maciejak na boiskach ekstraklasy rozegrał dopiero jedną połowę meczu, ale nie przeszkodziło mu to, żeby szybko zapisać się w pamięci sympatyków gliwickiego Piasta.
W meczach sparingowych zdobył dla swojego nowego zespołu dwie bramki. W momencie, gdy w dogodnej sytuacji znalazł się w spotkaniu z Lechem Poznań, również nie zmarnował okazji. Roman Maciejak stał się zarazem pierwszym piłkarzem, którego imię i nazwisko skandowali kibice Piasta Gliwice w tym sezonie. - Jestem bardzo zadowolony z premierowego trafienia. Odczuwałem duży stres, ale udało mi się pokonać bramkarza rywali - cieszył się tuż po meczu Maciejak. - Mogę mieć jednak do siebie pretensje o kilka straconych podań. Będę się starał niwelować to na treningach - przyznał samokrytycznie.

Na co szczególnie zwrócił uwagę debiutant, który w najwyższej klasie rozgrywkowej zaliczył dopiero 45 minut w karierze? - Różnica między II ligą a ekstraklasą to duża przepaść. Tutaj nie ma czasu na przyjęcie piłki. Trzeba szybciej reagować, żeby nie doprowadzić do straty, która może zakończyć się groźną kontrą - zauważył 21-letni snajper.

Przeczytaj relację z meczu Piast - Lech 1-3  >

Z dyspozycji zawodnika zadowolony był szkoleniowiec "Piastunek", którego wyraźnie ucieszył gol nowicjusza. - Dla tego młodego chłopaka była to bardzo ważna bramka - podkreślił Dariusz Fornalak, trener Piasta. - Może ona pomóc nie tylko samemu piłkarzowi, ale również całemu zespołowi. Oby tylko w dalszym ciągu tak dobrze się rozwijał.

Wicekról strzelców II ligi w konfrontacji z ekipą z Wielkopolski miał okazję zmierzyć się z Tomaszem Mikołajczakiem, z którym jeszcze w ubiegłym sezonie wspólnie rządził i dzielił w ataku Nielby Wągrowiec. Wspomniany duet zdobył aż 32 gole. - To było bardzo miłe spotkanie. Z Tomkiem rozmawiałem zarówno przed, jak i po meczu - dodał Maciejak. A sympatycy gliwiczan już zastanawiają się, czy jego współpraca z Jakubem Smektałą może okazać się równie owocna jak z Mikołajczakiem.
autor: Krzysztof Dębowski

Przeczytaj również