Weteran daje punkty. "Opowiadali mi jakieś pierdoły do ucha"

27.08.2018
- Bramkarz rywala i jeden z obrońców opowiadali mi do ucha jakieś pierdoły, pewnie chcieli mnie zdekoncentrować przed wykonaniem jedenastki. Ale ja skupiałem się tylko na tym, by dobrze uderzyć - mówił po starciu z Olimpią Elbląg Wojciech Kędziora. Weteran wszedł na boisko z ławki, wywalczył rzut karny który sam zamienił na gola, a mimo to w szatni nadział się na marsową minę trenera Dariusza Fornalaka.
Marcin Bulanda/PressFocus
- Takich karnych w 90 minucie się nie gwiżdże - denerwował się trener Olimpii Elbląg, Adam Boros. Pretensje powinien kierować jednak do swojego obrońcy, który w doliczonym czasie ewidentnie ściągał do ziemi doświadczonego napastnika, a ten po chwili ze spokojem pokonał Dawida Kapłona.

37-latek zdecydował w ten sposób o cennej wygranej Ruchu z Olimpią, ale poza golem z wywalczonej przez siebie "jedenastki" do meczowego protokołu wpisał się jeszcze dwukrotnie z powodu obejrzanych żółtych kartek. Obie nie miały nic wspólnego z boiskową walką i właśnie o to na swojego napastnika złościł się Fornalak. - Zostawię to bez komentarza. "Kędi" widział moją minę gdy wchodził do szatni i pewnie wie już wszystko na ten temat - skomentował całą sytuację szkoleniowiec "Niebieskich".

Doświadczony napastnik osłabił zespół, który w samej końcówce wygranej musiał bronić w dziesięciu. To dlatego tuż po końcowym gwizdku niedzielnego spotkania Kędziora mocno bił się w pierś. - Mam do siebie pretensje przede wszystkim o pierwszą żółtą kartkę. Rywal potraktował mnie bez szacunku, niepotrzebnie do niego doskoczyłem. Drugą dostałem po strzelonym golu, a w takiej sytuacji zawsze są ogromne emocje i wielka radość której dałem upust. Pewnie gdyby sytuacja się powtórzyła, to znowu ściągnąłbym koszulkę - uśmiechał się mimo wszystko były napastnik m.in. Zagłębia Lubin, Piasta Gliwice i GKS-u Katowice. 

Kędziora pojawił się na boisku w 63. minucie gry, zastępując na placu gry Artura Balickiego. Doświadczony napastnik pomógł rozruszać ataki chorzowian, które do tej pory kompletnie się nie kleiły. - Trudny był ten mecz, nie za bardzo układała nam się gra w ofensywie. Nie zlekceważyliśmy rywala, wiedzieliśmy że będzie ciężko i... nie ma co płakać nad stylem. Z boku widziałem, że ciężko nam to idzie, ale takie spotkania trzeba po prostu przepchać. Najważniejsze były dzisiaj punkty, a nam udało się sięgnąć po komplet. Teraz będzie czas na przeanalizowanie tego, co było w starciu z Olimpią złe - mówi Kędziora.

Snajper zdobył w niedzielę swoją drugą bramkę dla Ruchu. To solidny dorobek, bo po przeprowadzce na Cichą na boisku spędził tylko 174 minuty. Zagrał co prawda we wszystkich spotkaniach, ale aż 4-krotnie zaczynał je na ławce rezerwowych. - Nie pogodziłem się i nigdy nie pogodzę się z rolą rezerwowego. Każdy zawodnik z tej kadry chce wychodzić na boisko w wyjściowym składzie i tylko z takim nastawieniem możemy podnosić poziom zespołu - deklaruje urodzony w Gliwicach napastnik.
autor: Łukasz Michalski

Przeczytaj również