"We Wrocławiu nie zagraliśmy ani lepiej ani gorzej niż wcześniej"
13.11.2012
Trener Piasta Gliwice odnosi się tym razem do dobrej - jego zdaniem - pracy sędziego Huberta Siejewicza. Choć wrocławianie mają pretensje np. o nieuznanego samobója Pawła Oleksego. - Przepisy jasno precyzują, jak powinien się zachować arbiter w takiej sytuacji. Uwagę Pawła absorbował Sebastian Mila, znajdujący się na pozycji spalonej. Gol padł więc w nieprawidłowych okolicznościach - twierdzi Brosz.
A brak czerwonej kartki dla Artisa Lażdinsa? - Artis był spóźniony, to nie podlega dyskusji. Ale inaczej musimy potraktować zawodnika, który fauluje z premedytacją - temu jak najbardziej należy się czerwona kartka - a inaczej tego, który robi to w ferworze walki. A tak było w tym przypadku - uważa. Na drugą połowę Łotysz już jednak nie wyszedł. - Nie ukrywam, że mieliśmy w pamięci przypadki Mateusza Matrasa, Alvaro Jurado i Fernanda Cuerdy. Gra w dziesięciu byłaby dużym problemem. Ale były też sprawy taktyczne. Potrzeba nam było wysokiego zawodnika do środka i Matras pasował idealnie - tłumaczy.
Tym razem tylko na ostatni kwadrans na boisko wszedł Adrian Klepczyński, dotychczasowy pewniak do miejsca w składzie. - Mimo że sobotni mecz rozpoczynał na ławce, tym podstawowym ogniwem nadal jest. Dlaczego więc nie grał? Zdrowy Cuerda i sprowadzony w trakcie sezonu El Mehdy Sidqy sprawiają, że wachlarz możliwości jest większy. Zresztą nie chodzi tylko o defensywę. W każdej formacji mamy w kim wybierać, co potwierdził mecz we Wrocławiu. Każdy z rezerwowych dał bardzo dobrą zmianę. Oni wnieśli jakość i m.in. dlatego Śląsk nie zdołał wyrównać, a nam udało się go jeszcze dobić - kończy Marcin Brosz.
A brak czerwonej kartki dla Artisa Lażdinsa? - Artis był spóźniony, to nie podlega dyskusji. Ale inaczej musimy potraktować zawodnika, który fauluje z premedytacją - temu jak najbardziej należy się czerwona kartka - a inaczej tego, który robi to w ferworze walki. A tak było w tym przypadku - uważa. Na drugą połowę Łotysz już jednak nie wyszedł. - Nie ukrywam, że mieliśmy w pamięci przypadki Mateusza Matrasa, Alvaro Jurado i Fernanda Cuerdy. Gra w dziesięciu byłaby dużym problemem. Ale były też sprawy taktyczne. Potrzeba nam było wysokiego zawodnika do środka i Matras pasował idealnie - tłumaczy.
Tym razem tylko na ostatni kwadrans na boisko wszedł Adrian Klepczyński, dotychczasowy pewniak do miejsca w składzie. - Mimo że sobotni mecz rozpoczynał na ławce, tym podstawowym ogniwem nadal jest. Dlaczego więc nie grał? Zdrowy Cuerda i sprowadzony w trakcie sezonu El Mehdy Sidqy sprawiają, że wachlarz możliwości jest większy. Zresztą nie chodzi tylko o defensywę. W każdej formacji mamy w kim wybierać, co potwierdził mecz we Wrocławiu. Każdy z rezerwowych dał bardzo dobrą zmianę. Oni wnieśli jakość i m.in. dlatego Śląsk nie zdołał wyrównać, a nam udało się go jeszcze dobić - kończy Marcin Brosz.
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
05.08.2022
05.08.2022
Bez gola, bez błysku, bez punktów