Waldemar Fornalik: Legia jest faworytem i będzie pod większą presją!
05.04.2012
Czy ten mecz ma faworyta? Maciej Skorża twierdzi, że jest nim Ruch...
- A dlaczego my? Ja uważam, że faworytem jest jednak Legia. Ta drużyna będzie zarazem pod większą presją. Nie mówię, że my presji nie odczuwamy, bo sami ją w pozytywny sposób wytworzyliśmy, ale to Legia była przed sezonem wskazywana za głównego kandydata do tytułu. Potem na arenie międzynarodowej pokazała, że naprawdę potrafi grać w piłkę.
Może być i tak, że Ruch lub Legia zostaną po sezonie z niczym...
- Nie chcę wywoływać demonów, ale tak istotnie może być. Jeśli nie uda nam się niczego ugrać, to będziemy rozczarowani. Brak mistrzostwa Polski czy Pucharu Polski zostałby w stolicy potraktowany tym bardziej jako duża porażka.
Czy to mecz o tytuł?
- Nie. Drużyna, która wygra w sobotę, nie może czuć się mistrzem Polski. Pamiętajmy, że konkurencja nie śpi. Na nasze potknięcia czekają Polonia Warszawa, Korona Kielce, za wcześnie skreślono Śląsk Wrocław. Losy tytułu mistrzowskiego rozstrzygną się w sześciu ostatnich kolejkach.
Wy graliście w Pucharze Polski we wtorek, Legia w środę. Czy to robi różnicę?
- Nie sądzę, że ten jeden dzień cokolwiek zmienia. Przypomina mi się, że Legia grała ze Śląskiem Wrocław w sobotę o 13:30 i prezentowała się naprawdę dobrze pod względem fizycznym, choć w czwartek późnym wieczorem występowała w Lizbonie. Tu sytuacja będzie podobna.
Odbiera pan telefony z głosami wsparcia od osób, które mówią, że w tym sezonie kibicują Ruchowi w walce o tytuł?
- I to od ludzi z różnych branż. Nawet od osób z Warszawy, które kibicują Legii! Oni też życzą nam jak najlepiej. Wskazują, że w sobotę dojdzie do starcia Dawida z Goliatem. Życzą, byśmy sprawili niespodziankę. Dowodów sympatii jest naprawdę dużo. To bardzo miłe.
Pan zdobył z Ruchem mistrzostwo w 1989 roku. Dostrzega pan elementy łączące tamten zespół z obecnym?
- My mieliśmy wtedy coś na sumieniu, bo tamta grupa ludzi nie powinna była wcześniej spaść z ligi. Wiedzieliśmy, że coś spieprzyliśmy i trzeba to naprawić. Siłą była wspaniała atmosfera. Teraz widzę, że jest podobnie. Dodam, że utkwił mi w pamięci ówczesny mecz z Legią przy Łazienkowskiej. Zremisowaliśmy 0-0, co sprawiło, ze utrzymaliśmy przewagę nad Legią. To był ważny mecz w drodze po tytuł.
Wysłuchał Krzysztof Kubicki
- A dlaczego my? Ja uważam, że faworytem jest jednak Legia. Ta drużyna będzie zarazem pod większą presją. Nie mówię, że my presji nie odczuwamy, bo sami ją w pozytywny sposób wytworzyliśmy, ale to Legia była przed sezonem wskazywana za głównego kandydata do tytułu. Potem na arenie międzynarodowej pokazała, że naprawdę potrafi grać w piłkę.
Może być i tak, że Ruch lub Legia zostaną po sezonie z niczym...
- Nie chcę wywoływać demonów, ale tak istotnie może być. Jeśli nie uda nam się niczego ugrać, to będziemy rozczarowani. Brak mistrzostwa Polski czy Pucharu Polski zostałby w stolicy potraktowany tym bardziej jako duża porażka.
Czy to mecz o tytuł?
- Nie. Drużyna, która wygra w sobotę, nie może czuć się mistrzem Polski. Pamiętajmy, że konkurencja nie śpi. Na nasze potknięcia czekają Polonia Warszawa, Korona Kielce, za wcześnie skreślono Śląsk Wrocław. Losy tytułu mistrzowskiego rozstrzygną się w sześciu ostatnich kolejkach.
Wy graliście w Pucharze Polski we wtorek, Legia w środę. Czy to robi różnicę?
- Nie sądzę, że ten jeden dzień cokolwiek zmienia. Przypomina mi się, że Legia grała ze Śląskiem Wrocław w sobotę o 13:30 i prezentowała się naprawdę dobrze pod względem fizycznym, choć w czwartek późnym wieczorem występowała w Lizbonie. Tu sytuacja będzie podobna.
Odbiera pan telefony z głosami wsparcia od osób, które mówią, że w tym sezonie kibicują Ruchowi w walce o tytuł?
- I to od ludzi z różnych branż. Nawet od osób z Warszawy, które kibicują Legii! Oni też życzą nam jak najlepiej. Wskazują, że w sobotę dojdzie do starcia Dawida z Goliatem. Życzą, byśmy sprawili niespodziankę. Dowodów sympatii jest naprawdę dużo. To bardzo miłe.
Pan zdobył z Ruchem mistrzostwo w 1989 roku. Dostrzega pan elementy łączące tamten zespół z obecnym?
- My mieliśmy wtedy coś na sumieniu, bo tamta grupa ludzi nie powinna była wcześniej spaść z ligi. Wiedzieliśmy, że coś spieprzyliśmy i trzeba to naprawić. Siłą była wspaniała atmosfera. Teraz widzę, że jest podobnie. Dodam, że utkwił mi w pamięci ówczesny mecz z Legią przy Łazienkowskiej. Zremisowaliśmy 0-0, co sprawiło, ze utrzymaliśmy przewagę nad Legią. To był ważny mecz w drodze po tytuł.
Wysłuchał Krzysztof Kubicki
Polecane
Ekstraklasa