Waldemar Fornalik: Dużo uwagi poświęciliśmy stałym fragmentom gry
10.08.2011
To dla was drugi nietypowy tydzień. Tym razem skrócony. Czy to wam komplikuje życie?
Waldemar Fornalik: - Myślę, że nie skomplikuje. To taki rytm, jak w momencie, kiedy mecze odbywają się rytmem sobota-środa. Cztery dni to wystarczający czas, by drużyna się zregenerowała i była w piątek w normalnej dyspozycji.
Pytanie, czy do pełni sił zdążą wrócić Paweł Lisowski i Maciej Jankowski, skoro dzisiaj mają zagrać w meczu reprezentacji U-21?
- Rozmawiałem wczoraj z trenerem Majewski, który prowadzi "młodzieżówkę". On wie, o co chodzi, jak mamy ułożony kalendarz. Jest rozsądnym szkoleniowcem. Lisowskiego i Jankowskiego przewiduje do gry przez 45 minut. To ukłon w naszą stronę. Dba o interesy i zdrowie zawodników. Niemniej będę brał pod uwagę fakt, że obaj piłkarze mogą dziś wystąpić i nie wiadomo, jak ich to obciąży. Porozmawiam z nimi. Inna sprawa, że po to się ma kadrę składający z dwudziestu kilku zawodników, by mieć w takich momentach mieć zmienników.
Orest Lenczyk uwielbia zmieniać skład, więc rozpracowanie tego zespołu jest zapewne mocno utrudnione...
- Nie jestem w stanie przewidzieć, w jakim składzie wystąpi Śląsk w Chorzowie. Podejrzewam jednak, że choć to będzie dla wrocławian próba generalna przed meczem w eliminacjach Ligi Europejskiej, to trener nie będzie się obawiać o zmęczenie.

Siłą Śląska są stałe fragmenty gry, o czym zresztą Ruch niedawno się przekonał. Tymczasem Wam ich egzekwowanie w Kielcach nie wychodziło. Dlaczego?
- Bardzo dużo uwagi poświęciliśmy tym elementom gry. Bywają jednak sytuacje, kiedy bronimy się przed stałymi fragmentami gry i są to sytuacje nie do wybronienia, bo decydują niuanse i trudno nawet znaleźć winnego. Na przykład bramka, jaką w Chorzowie strzelił pod koniec ubiegłego sezonu Rok Elsner. Piłka się od kogoś odbiła, a zawodnik Śląska wykonał efektowną przewrotkę. Liczę, że limit złych rzeczy przy stałych fragmentach gry wyczerpaliśmy. A co do momentów, kiedy to my atakujemy... Gola po stałym fragmencie gry strzeliliśmy w meczu z Bełchatowem, a w Kielcach Gabor Straka bardzo dobrze wykonywał te elementy, tylko... trafiał w pierwszego zawodnika, który stał na drodze piłki.
Sporo nerwowości wzbudzało w meczu z Koroną podawanie piłki przez obrońców do bramkarza. Po jednym z takich zagrań sędzia podyktował rzut karny dla Korony...
- W tak deszczowych warunkach podawanie do bramkarza, w światło bramki, jest wykluczone. Owszem, należy się utrzymywać przy piłce, ale z dala od własnej bramki. Mam pretensje, że piłka nie została w pewnym momencie wybita do przodu, skoro w mniej groźnych chwilach tak właśnie zrobiono. Matko nie powinien jej przyjmować.
Kto wykona następny rzut karny?
- Zawsze jest dwóch wyznaczonych do tego zawodników. Czasami na odprawie nie napiszę, że jest nim Wojtek Grzyb, ale to żadna tajemnica. Po pierwszym meczu tym drugim zawodnikiem został Paweł Abbott, choć pierwotnie był nim Marek Zieńczuk. Wojtek z Pawłem w Kielcach rozmawiali przed wyegzekwowaniem tego rzutu karnego. To oni podjęli decyzję, kto będzie strzelał. Nie chciałem w nią ingerować. Dodam, że gdyby Paweł nie strzelił, to nie miałbym pretensji.
Notował Krzysztof Kubicki
Waldemar Fornalik: - Myślę, że nie skomplikuje. To taki rytm, jak w momencie, kiedy mecze odbywają się rytmem sobota-środa. Cztery dni to wystarczający czas, by drużyna się zregenerowała i była w piątek w normalnej dyspozycji.
Pytanie, czy do pełni sił zdążą wrócić Paweł Lisowski i Maciej Jankowski, skoro dzisiaj mają zagrać w meczu reprezentacji U-21?
- Rozmawiałem wczoraj z trenerem Majewski, który prowadzi "młodzieżówkę". On wie, o co chodzi, jak mamy ułożony kalendarz. Jest rozsądnym szkoleniowcem. Lisowskiego i Jankowskiego przewiduje do gry przez 45 minut. To ukłon w naszą stronę. Dba o interesy i zdrowie zawodników. Niemniej będę brał pod uwagę fakt, że obaj piłkarze mogą dziś wystąpić i nie wiadomo, jak ich to obciąży. Porozmawiam z nimi. Inna sprawa, że po to się ma kadrę składający z dwudziestu kilku zawodników, by mieć w takich momentach mieć zmienników.
Orest Lenczyk uwielbia zmieniać skład, więc rozpracowanie tego zespołu jest zapewne mocno utrudnione...
- Nie jestem w stanie przewidzieć, w jakim składzie wystąpi Śląsk w Chorzowie. Podejrzewam jednak, że choć to będzie dla wrocławian próba generalna przed meczem w eliminacjach Ligi Europejskiej, to trener nie będzie się obawiać o zmęczenie.
Siłą Śląska są stałe fragmenty gry, o czym zresztą Ruch niedawno się przekonał. Tymczasem Wam ich egzekwowanie w Kielcach nie wychodziło. Dlaczego?
- Bardzo dużo uwagi poświęciliśmy tym elementom gry. Bywają jednak sytuacje, kiedy bronimy się przed stałymi fragmentami gry i są to sytuacje nie do wybronienia, bo decydują niuanse i trudno nawet znaleźć winnego. Na przykład bramka, jaką w Chorzowie strzelił pod koniec ubiegłego sezonu Rok Elsner. Piłka się od kogoś odbiła, a zawodnik Śląska wykonał efektowną przewrotkę. Liczę, że limit złych rzeczy przy stałych fragmentach gry wyczerpaliśmy. A co do momentów, kiedy to my atakujemy... Gola po stałym fragmencie gry strzeliliśmy w meczu z Bełchatowem, a w Kielcach Gabor Straka bardzo dobrze wykonywał te elementy, tylko... trafiał w pierwszego zawodnika, który stał na drodze piłki.
Sporo nerwowości wzbudzało w meczu z Koroną podawanie piłki przez obrońców do bramkarza. Po jednym z takich zagrań sędzia podyktował rzut karny dla Korony...
- W tak deszczowych warunkach podawanie do bramkarza, w światło bramki, jest wykluczone. Owszem, należy się utrzymywać przy piłce, ale z dala od własnej bramki. Mam pretensje, że piłka nie została w pewnym momencie wybita do przodu, skoro w mniej groźnych chwilach tak właśnie zrobiono. Matko nie powinien jej przyjmować.
Kto wykona następny rzut karny?
- Zawsze jest dwóch wyznaczonych do tego zawodników. Czasami na odprawie nie napiszę, że jest nim Wojtek Grzyb, ale to żadna tajemnica. Po pierwszym meczu tym drugim zawodnikiem został Paweł Abbott, choć pierwotnie był nim Marek Zieńczuk. Wojtek z Pawłem w Kielcach rozmawiali przed wyegzekwowaniem tego rzutu karnego. To oni podjęli decyzję, kto będzie strzelał. Nie chciałem w nią ingerować. Dodam, że gdyby Paweł nie strzelił, to nie miałbym pretensji.
Notował Krzysztof Kubicki
Polecane
Ekstraklasa