"W ostatnim meczu z Widzewem byliśmy lepsi, a przegraliśmy"
Parę tygodni temu przeszedł pan zabieg pan zabieg rekonstrukcji więzadła... zatem - jak zdrowie?
- Jest nieźle, dziękuję. Jakoś daję radę. Na razie rehabilituje się i pracuję w domu. Jestem jednak pod stałą opieką lekarza prowadzącego oraz rehabilitanta
Prognozy są optymistyczne?
- Tak, sygnały są takie, że wszystko układa się dobrze. Bardzo się z tego cieszymy.
Z tego co czytałem - wróci pan na rundę jesienną przyszłego sezonu.
- Dokładnie, takie były prognozy. Myślę, że trochę może się jeszcze zmienić w trakcie trwania rehabilitacji. Póki co - wszystko przebiega zgodnie z planem. Wyrokować, czy wrócę już za trzy, a może cztery-pięć-sześć miesięcy... nie można. Jestem spokojny i liczę tylko na to, że moja przerwa nie potrwa dłużej niż pół roku.
Powiedział pan o dużo szybszym terminie powrotu. Rozumiem więc, że jest choć cień szansy, że zdąży pan nawet na inaugurację rundy jesiennej?
- Może na inaugurację nie, bo przyszły sezon zacznie się dosyć szybko... ale na pierwsze mecze być może będę już gotowy.
Ale z tego co słyszę po pana głosie - psychicznie chyba nieźle radzi sobie pan z tą kontuzją.
- Pierwsze tygodnie i miesiące kontuzji są kluczowe. Ale tak, radzę sobie. Trzeba być silnym (śmiech)!
Zmieńmy nieco temat. Przed Piastem rewanżowe spotkanie z Widzewem Łódź. W pierwszym meczu, przy Okrzei, przegraliście 1-2. To było bardzo dziwne spotkanie, prawda?
- To prawda, spotkanie było bardzo dziwne. Mieliśmy mnóstwo sytuacji do strzelenia gola, ale ciągle nam brakowało szczęścia. Dodatkowo w drugiej połowie musieliśmy gonić wynik. W końcu udało nam się "wcisnąć" Widzewowi gola, ale krótko się z niego cieszyliśmy, bo zdarzył się ten nieszczęsny karny, z którego straciliśmy bramkę. To spotkanie pamiętam głównie z okazji bramkowych, po których piłka po prostu nie chciała wpaść do siatki rywali.
I co najdziwniejsze - pańska bramka padła bodaj po najmniej klarownej okazji strzeleckiej.
- Tak, bramka padła po trudnej sytuacji. Ogromne zamieszanie w polu karnym, ostry kąt... ale udało mi się oddać celny strzał i piłka przeleciała pomiędzy nogami bramkarza. Niestety, gol nie dał nam punktów, czego później bardzo żałowałem.
Z kolei Widzew nie miał wielu sytuacji.
- Ich gra polegała głównie na długich piłkach granych na szybkich napastników. W końcu w pierwszej połowie, po naszym błędzie, zdobyli bramkę. Na początku drugiej połowy starali się kontrolować przebieg spotkania, narzucić swój styl gry, ale my dochodziliśmy do swoich sytuacji. Szkoda, że strzeliliśmy tylko jednego gola, bo on nie wystarczył nawet na zdobycie punktu... Trenerzy na analizie pomeczowej mówili, że szkoda przegranej w meczu, w którym przeważaliśmy.
Bramkę, która przypieczętowała zwycięstwo Widzewa straciliście po indywidualnej akcji Mariusza Rybickiego, który wymusił rzut karny. To była kolejna sytuacja z gatunku tych "dziwnych". Napastnik rywali wszedł w pole karne na trzech-czterech obrońców. Nie było mowy o tym, aby przeszedł ich dryblingiem. Messim przecież nie jest. Faul na nim był ogromnym błędem. Inna sprawa, że Rybicki szukał kontaktu z obrońcami Piasta...
- To była ciężka sytuacja. Jego rajd powinien być przerwany nawet zanim wszedł w pole karne, a on rozpędził się na kilku metrach... Powinniśmy byli go wypchnąć z pola karnego, gdzieś do boku. Ułamek sekundy, zawahania, błąd i stanęliśmy przed nieciekawą sytuacją, w konsekwencji której przegraliśmy mecz. Mam nadzieję, że w piątek szczęście będzie po naszej stronie.
Ostatnią bardzo wyraźną sytuacją, która przychodzi mi do głowy z tego meczu jest starcie Thomasa Phibela z Damianem Zbozieniem, w którym obrońca Widzewa bardzo agresywnie wszedł w pana kolegę... Pamięta pan emocje związane z tym wydarzeniem?
- Pamiętam, to była trudna sytuacja i ciężka do oceny. Zagranie Phibela było bardzo agresywne. Obrońca Widzewa wszedł w Damiana z dużym impetem. Nieprzyjemnie to wyglądało. Pewnie jego zagranie nie było zamierzone... ale samo wejście było bardzo widoczne. Damian przecież był całkiem bokiem do obrońcy i nie kontrolował tego, co działo się za nim. Phibel powinien był być zachować większy umiar w ataku na piłkę, natomiast wszedł w Damiana z potężnym rozpędem. Szczęście w nieszczęściu, że większych konsekwencji dla Damiana to nie miało. Owszem, musiał zejść z boiska, pauzować przez trzy spotkania i później grać w tym kasku ochronnym, ale mam na myśli to, że ta sytuacja mogła się skończyć dużo gorzej.
Przypominam jednak, że to była 22. minuta spotkania. Phibel mógł za to wylecieć z boiska, a sędzia nie pokazał mu nawet żółtej kartki.
- Gdyby Phibel otrzymał czerwoną kartkę - mogło to wpłynąć na wynik spotkania. Za to my musieliśmy dokonywać roszad w obronie, która przecież jest żelazną linią, nie lubiącą zmian. Nie ukrywam, że nieco utrudniało nam to zadanie. Tak jednak już bywa w sporcie.
Te wszystkie sytuacje, które sobie przypomnieliśmy tylko potwierdzają początkową tezę postawioną przeze mnie. Mecz z Widzewem naprawdę był dziwny i wyglądał tak, jakby szczęście w nim zupełnie odwróciło się od Piasta.
- Dlatego mam nadzieję, że w Łodzi chłopaki ograją Widzew. Może chłopaki mają gdzieś w głowach, że powinniśmy byli wygrać ten mecz i będą chcieli się zrewanżować. Myślę jednak, że większą motywacją będzie dla nich chęć zrehabilitowania się za nieudane spotkanie przeciwko Lechowi Poznań.
Rozmawiał Maciej Smolewski
Widzew Łódź - Piast Gliwice
piątek, 18:00
Sędzia: Marcin Borski (Warszawa)