W Gliwicach czarują rzeczywistość? "To lansowanie się w mediach"

01.03.2013
Piast Gliwice jest jedynym klubem w ekstraklasie, który w zimowym okienku transferowym nie rozstał się z choćby jednym zawodnikiem z pierwszej drużyny. To dobrze? Zdaniem niektórych, niekoniecznie.
Jeszcze kilka lat temu Piast zarabiał całkiem niezłe pieniądze na sprzedaży swoich najlepszych zawodników. - To były czasy, kiedy głównie dzięki Wacławowi Cholewie i Januszowi Bodziochoowi udawało się nam znajdywać i ściągać nieznanych jeszcze zawodników, a potem - za sprawą pracujących w klubie trenerów - promować ich i czerpać zyski z transferów - wspomina Józef Drabicki, były prezes Piasta.

Gliwiczanie sprzedawali swoich zawodników nie tylko do innych klubów polskich, ale też i za granicę. - Tak było z Kamilem Wilczkiem, Wojciechem Kędziorą, Adamem Banasiem, Grzegrzem Kasprzikiem i Kamilem Glikiem. Od dwóch lat klub na transferach zawodników nie zarabia. W przypadku Piasta to bardzo ważne, bo wręcz na brak takich zysków nie może sobie pozwolić - uważa Drabicki.

- Sposób, w jaki ten brak zysków z transferów przedstawiają osoby z klubu, stanowi najlepszy przykład na to, że zaczyna tam dominować PR. Za jego pomocą chce się przykrywać różne niedoróbki, a głównym celem takiego działania jest lansowanie się w mediach. Nazwałbym to czarowaniem rzeczywistości. Takie praktyki to nic dobrego - podkreśla działacz.
źródło: SPORT

Przeczytaj również