W Częstochowie na dziadostwo miejsca nie będzie

20.11.2014
- Wchodzę do szatni, jak do drugiego domu. Nie może być w niej żadnego dziadostwa i nic mnie nie obchodzi, że ktoś myśli inaczej - mówi Dawid Jankowski, który przejął Raków Częstochowa po Jerzym Brzęczku.
Łukasz Sobala/Pressfocus
Po tym, jak z Rakowem Częstochowa pożegnał się Jerzy Brzęczek, nowym trenerem został 36-letni Dawid Jankowski. Wejście do drużyny miał udane - pod jego wodzą zespół wygrał dwa spotkania, na wyjeździe z Nadwiślanem Góra i u siebie z Siarką Tarnobrzeg. W tym drugim pojedynku zadebiutowało dwóch zawodników, Kamil Wojtyra i Tomasz Żurawski.

- Chciałbym, aby na boisku było kilku doświadczonych zawodników i grupa utalentowanych chłopaków, przede wszystkim wychowanych u nas. Zresztą w Rakowie zawsze sprawdzał się taki schemat - mówi trener, który co prawda na razie jest tymczasowym, ale nie przeszkadza mu to we wprowadzaniu własnych reguł.

Zrezygnował bowiem z prowadzenia zajęć dla dużej grupy. Zostawił 24 zawodników, a resztę odesłał do drugiego zespołu. - Nie oznacza to, że ci, którzy tam wylądowali są przeze mnie skreśleni. Każdy ma bowiem szansę powrotu do meczowego składu. Musi jednak udowodnić swoją przydatność. Bez tego ani rusz - podkreśla Jankowski.

Dla Jankowskiego bardzo ważna jest atmosfera w zespole. Drużyna była na krótkim zgrupowaniu w Poraju, a przed meczem z Siarką wszyscy udali się do kina. Trener ceni sobie jednak przede wszystkim dyscyplinę. - Dodam do tego jeszcze ład i porządek. Dla mnie to fundamenty. Zawsze i wszędzie wyznaję te zasady. Wchodzę do szatni, jak do drugiego domu. Nie może być w niej żadnego dziadostwa i nic mnie nie obchodzi, że ktoś myśli inaczej. Jeśli tak jest, to w swoim domu pozwala sobie na inne standardy. U mnie musi wszystko grać - komentuje szkoleniowiec.

Jankowski przez prawie całą piłkarską karierę związany był z Rakowem. Z przerwami na krótkie występy w innych lokalnych drużynach, cały czas był i jest wierny drużynie z Limanowskiego.
źródło: SPORT

Przeczytaj również