Viva Badia! Hiszpańska fiesta Piasta we Wrocławiu!
10.03.2017
Śląsk od początku "usiadł" na drużynie przyjezdnych, to Piast jako pierwszy wyprowadził naprawdę solidny, a przy tym celny cios. W 8. minucie piłkę na połowie rywala wywalczył Patrik Mraz, futbolówka trafiła pod nogi Gerarda Badii a ten podciągnął pod pole karne gospodarzy i płaskim strzałem zaskoczył Lubosa Kamenara.
I tak wyglądała niemal cała pierwsza faza spotkania. Śląsk ślęczał pod polem karnym gliwiczan, ale ci jako zespół bronili się znakomicie. Za to kiedy już ruszali z kontratakiem, zawsze pachniało golem numer dwa. Choćby w 15. minucie, kiedy pojedynek główkowy wygrał Michal Papadopulos, lewą stroną pognał Sasa Zivec a całość kończył silnym strzałem Stojan Vranjes. Bośniak próbował zaskoczyć bramkarza Śląska także na 10 minut przed końcem pierwszej odsłony, ale poradził sobie z tym Kamenar.
Wrocławianie najgroźniejsi byli w 17. minucie - w polu karnym przy piłce utrzymał się Joan Roman, a potem zagrał przed bramkę Jakuba Szmatuły gdzie najprzytomniejszy okazał się Bartosz Szeliga. Nieprzyjemna dla Jakuba Szmatuły była też sytuacja z 31. minuty, po której z wolnego nieźle mierzył Kamil Dankowski.
Drugą część kapitalnie rozpoczęli gliwiczanie, którzy po dwóch minutach prowadzili już różnicą dwóch goli. Z wolnego dogrywał Gerard Badia, a z najbliższej odległości piłkę pod poprzeczkę wpakował Uros Korun. Po kilku minutach precyzyjnym strzałem z rzutu wolnego Jakuba Szmatułę zaskoczył Aleksandar Kovacević. Nie minęła minuta a po raz drugi w tym meczu Kamenara po znakomitym zagraniu od Ziveca pokonał Badia. Koniec? Wcale nie! Upłynęło kilkadziesiąt sekund i płynna akcja gospodarzy, wykończona celnym strzałem przez Roberta Picha. 3 gole w 138 seknud. Uff! - Za długo się całowali! - krzyczał rozemocjonowany Andrzej Strejlau.
Gliwiczanom, którzy tej wiosny tylko dwa razy pokonywali przeciwników we Wrocławiu strzelanie wyraźnie się spodobało. Sasa Zivec pomylił się o centymetry, a w 71. minucie Gerard Badia znakomitym strzałem pod poprzeczkę podwyższył prowadzenie, kompletując jednocześnie hat-trick.
Dwa gole zaliczki wystarczyły gliwiczanom na ostatni kwadrans, który już tradycyjnie w ich wykonaniu skończył się stratą gola. Gdy Robert Pich pokonał Jakuba Szmatułę fani z Gliwic mogli zadrżeć, bo gospodarze mieli jeszcze kilka minut na doprowadzenie do wyrównania. Tym razem - na szczęście dla Piasta - czarny scenariusz nie został zrealizowany. Już po końcowym gwizdku nerwy puściły jednym i drugim - boiskowa bijatyka poskutkowała czerwonymi kartkami dla Łukasza Madeja i Heberta.
Piast Gliwice pod wodzą trenera Dariusza Wdowczyka przerywa niechlubną serię sześciu porażek z rzędu i pierwszy raz od ponad 5 miesięcy wraca do domu z kompletem punktów!
I tak wyglądała niemal cała pierwsza faza spotkania. Śląsk ślęczał pod polem karnym gliwiczan, ale ci jako zespół bronili się znakomicie. Za to kiedy już ruszali z kontratakiem, zawsze pachniało golem numer dwa. Choćby w 15. minucie, kiedy pojedynek główkowy wygrał Michal Papadopulos, lewą stroną pognał Sasa Zivec a całość kończył silnym strzałem Stojan Vranjes. Bośniak próbował zaskoczyć bramkarza Śląska także na 10 minut przed końcem pierwszej odsłony, ale poradził sobie z tym Kamenar.
Wrocławianie najgroźniejsi byli w 17. minucie - w polu karnym przy piłce utrzymał się Joan Roman, a potem zagrał przed bramkę Jakuba Szmatuły gdzie najprzytomniejszy okazał się Bartosz Szeliga. Nieprzyjemna dla Jakuba Szmatuły była też sytuacja z 31. minuty, po której z wolnego nieźle mierzył Kamil Dankowski.
Drugą część kapitalnie rozpoczęli gliwiczanie, którzy po dwóch minutach prowadzili już różnicą dwóch goli. Z wolnego dogrywał Gerard Badia, a z najbliższej odległości piłkę pod poprzeczkę wpakował Uros Korun. Po kilku minutach precyzyjnym strzałem z rzutu wolnego Jakuba Szmatułę zaskoczył Aleksandar Kovacević. Nie minęła minuta a po raz drugi w tym meczu Kamenara po znakomitym zagraniu od Ziveca pokonał Badia. Koniec? Wcale nie! Upłynęło kilkadziesiąt sekund i płynna akcja gospodarzy, wykończona celnym strzałem przez Roberta Picha. 3 gole w 138 seknud. Uff! - Za długo się całowali! - krzyczał rozemocjonowany Andrzej Strejlau.
Gliwiczanom, którzy tej wiosny tylko dwa razy pokonywali przeciwników we Wrocławiu strzelanie wyraźnie się spodobało. Sasa Zivec pomylił się o centymetry, a w 71. minucie Gerard Badia znakomitym strzałem pod poprzeczkę podwyższył prowadzenie, kompletując jednocześnie hat-trick.
Dwa gole zaliczki wystarczyły gliwiczanom na ostatni kwadrans, który już tradycyjnie w ich wykonaniu skończył się stratą gola. Gdy Robert Pich pokonał Jakuba Szmatułę fani z Gliwic mogli zadrżeć, bo gospodarze mieli jeszcze kilka minut na doprowadzenie do wyrównania. Tym razem - na szczęście dla Piasta - czarny scenariusz nie został zrealizowany. Już po końcowym gwizdku nerwy puściły jednym i drugim - boiskowa bijatyka poskutkowała czerwonymi kartkami dla Łukasza Madeja i Heberta.
Piast Gliwice pod wodzą trenera Dariusza Wdowczyka przerywa niechlubną serię sześciu porażek z rzędu i pierwszy raz od ponad 5 miesięcy wraca do domu z kompletem punktów!
Śląsk Wrocław - Piast Gliwice 3:4 (0:1)
0:1 - Badia 7'
0:2 - Korun 47'
1:2 - Kovacević 56'
1:3 - Badia 56'
2:3 - Pich 58'
2:4 - Badia 71'
3:4 - Pich 86'
Śląsk: Kamenár – Dankowski, Celeban, Pawelec, Lewandowski – Kovačević (76' Stjepanović), Madej – Román, Morioka, Pich – Zwoliński (72' Biliński). Trener: Jan Urban.
Piast: Szmatuła – Szeliga, Korun, Pietrowski, Hebert, Mráz (41' Mójta) – S. Vranješ, Bukata (66' Masłowski), Badía, Živec (65' Jankowski) – Papadopulos. Trener: Dariusz Wdowczyk.
Sędzia: Szymon Marciniak (Płock)
Żółte kartki: Pawelec, Morioka (Śląsk), Badia, Pietrowski (Piast)
Czerwone kartki: Madej (Śląsk), Hebert (Piast)
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
05.08.2022
05.08.2022
Bez gola, bez błysku, bez punktów