Trzy lata temu Piast grał ze Śląskiem o utrzymanie. Dziś rywalizują o puchary..
Do meczu 28. kolejki Piast podchodził z 26 punktami na koncie. Śląsk miał o dwa "oczka więcej". - Kojarzę to spotkanie. Były wtedy realne szanse na utrzymanie. Piast wygrywał, ale ostatecznie zremisował. Remis w meczu ze Śląskiem nic nie dał, bo później przegraliśmy dwa mecze i spadliśmy. To znaczy... drużyna przegrała, bo ja przecież byłem w Zabrzu - wspomina Jakub Szmatuła.
Obecnie trzeci bramkarz Piasta jest jednym z nielicznych zawodników, który pamiętają sezon 2009-2010 i wciąż znajdują się w kadrze gliwickiego zespołu. - Rozpocząłem tamten sezon jako podstawowy bramkarz, ale po kilku kolejkach przyplątał się do mnie uraz. Nie pamiętam już co to była za kontuzja, ale sprawiła, że straciłem parę tygodni, a później byłem tylko zmiennikiem Rafała Kwapisza - wspomina Szmatuła.
- Pamiętam też jesienny mecz ze Śląskiem we Wrocławiu. Oglądałem go z ławki rezerwowych. To było jeszcze na Oporowskiej, jeszcze starym stadionie wrocławian. Przegraliśmy 1-2. Śląsk wtedy był jednak zupełnie inną drużyną. Sporo się od tego czasu zmieniło. Wrocławianie grali wówczas zupełnie inną piłkę niż teraz - mówi Szmatuła.
Trudno się z bramkarzem Piasta nie zgodzić, bowiem Śląsk jest przecież aktualnym Mistrzem Polski. Ale i gliwicka drużyna znacząco się różni od zespołu, który ostatecznie nie zdołał się utrzymać w ekstraklasie. Jak wspominał ostatnio na naszych łamach Sławomir Szary - jednym z powodów spadku Piasta w omawianym sezonie był fakt, że gliwiczanie "grali bez bramkarza".
- Obiły mi się o uszy te słowa, że w Gliwicach żałują wypożyczenia mnie, bo mają problemy z bramkarzami... To było tak, że po przyjściu do Piasta Maćka Nalepy ówczesny sztab szkoleniowy zadecydował, żebym poszedł gdzieś na wypożyczenie, aby pograć. Trafiłem do Zabrza, ale tam również byłem głównie rezerwowym. Poznałem natomiast inny klub, szatnię i miałem możliwość pracowania pod okiem trenera Adama Nawałki. To świetny fachowiec. Dobrze wspominam również współpracę z trenerem Tkoczem. Tam udało się awansować do ekstraklasy i myślę, że miałem jakiś swój wkład w ten sukces - opowiada Szmatuła.
- Natomiast Piast spadł... Nie wiadomo jakby to było, gdybym został. Na pewno starałbym się pomóc drużynie w tamtym momencie. Sztab szkoleniowy podjął jednak taką decyzję, a nie inną. A ona odbiła się czkawką. Niemiło wspominam tę sytuację - zawiesza głos bramkarz. Po chwili kontynuuje: - Do dziś nie wiem dlaczego nie dostałem szansy na grę i poszedłem na wypożyczenie. Dochodziły mnie słuchy, że to wcale nie musiała być decyzja trenerów, ale nacisków ówczesnego prezesa klubu - zdradza.
Bramkarz podkreśla jednak, że to już przeszłość i należy skoncentrować się nad teraźniejszością, która jest dla Piasta o wiele ciekawsza. - Liga zweryfikowała naszą siłę. Solidnie podchodziliśmy do treningów i spotkań, a to przyniosło efekty. Mamy też solidną i szeroką kadrę i myślę, że to są atuty, które zaprowadziły nas w to miejsce, w którym jesteśmy teraz. Dlatego Piast walczy o europejskie puchary. W końcu apetyt rośnie w miarę jedzenia. Skoro jest szansa grę na europejskich boiskach... to czemu z niej nie skorzystać? - uśmiecha się rosły zawodnik.
- Spotkanie ze Śląskiem zapowiada się bardzo ciekawie. Nie jest jednak przesądzone, że jeśli - na przykład - Piast wygra, to status quo zostanie zachowany. Do końca pozostaną cztery kolejki i dużo się jeszcze może zmienić... Czeka nas jeszcze kilka ciężkich meczów. Kto wie czy nie trudniejszych niż ten ze Śląskiem. Weźmy na przykład starcie z Podbeskidziem, które będzie walczyło o życie. Oni muszą wygrywać. Śląsk tylko może - kończy Jakub Szmatuła.
Piast Gliwice - Śląsk Wrocław
Niedziela, 14:30
Sędziuje Marcin Borski (Warszawa)