"Trzeba wyraźnie pokazać linię oddzielającą klub od jego kibiców"

07.02.2011
Półtora roku spędził Zbigniew Koźmiński na stanowisku wiceprezesa Piasta Gliwice. Co uznaje za swój sukces? - Nikomu nie udało się sprzedać obrońcy za milion euro z zespołu, który spadł - mówi.
Zbigniew Koźmiński trafił do Piasta latem 2009 roku. Z funkcją wiceprezesa Piasta pożegnał się pod koniec stycznia tego roku. Od początku nie mógł liczyć na przychylność kibiców. - Jestem uodporniony na tego typu sytuacje. W Wiśle Kraków i Górniku Zabrze też przechodziłem najróżniejsze momenty z fanami. Trzeba wyraźnie pokazać linię oddzielającą klub od jego sympatyków - przyznaje.

Które działania uznaje za sukces? - Te po degradacji. Byliśmy obciążeni kontraktami zawodniczymi na poziomie ekstraklasowym. Chęć do renegocjacji umów była niewielka. Udało nam się jednak poukładać to wszystko w miarę bezboleśnie. W ostatecznym rozrachunku wielu zawodników posłuchało naszych argumentów - przypomina Koźmiński.

- Powodem do zadowolenia jest też historyczny transfer Kamila Glika. Nikomu innemu nie udało się sprzedać obrońcy za milion euro z zespołu, który spadł z ligi. Dzięki uzyskanym z tej transakcji pieniądzom, Piast walczy dzisiaj o powrót do krajowej elity - uważa działacz.

Były też sprawy, które nie potoczyły się po myśli Koźmińskiego. - Nie udało się uregulować współpracy na linii właściciel klubu - zarząd. Relacje z radą nadzorczą były bardzo męczące. Bez przerwy dochodziło do pyskówek. Wszystko przez to, że nie godziłem się ze stylem działania, który opierał się na braku pomysłu - wspomina były już wiceprezes I-ligowca.
źródło: SportSlaski.pl / SPORT

Przeczytaj również