Trwają przepychanki przy Bukowej. "Zarzuty Centrozapu to pomówienia!"
Podczas meczu z Ruchem Radzionków kibice GieKSy zaprezentowali transparenty oraz koszulki, które zdaniem Centrozapu, godziły w interes firmy. Teraz kierownictwo spółki domaga się ukarania, za niedopełnienie obowiązków służbowych kierownika ds. bezpieczeństwa, Witolda Fryca. - Te zarzuty to bzdura. Podczas wykonywania swoich czynności byłem z człowiekiem z Centrozapu. A teraz Centrozap mnie pomawia, że było inaczej. Zastanawiam się czy nie skierować sprawy do sądu.
- Właśnie ja domagałem się kontroli jednego z punktów, gdzie fani prowadzą sprzedaż pamiątek i to ochrona nie pozwoliła mi tego zrobić. Przed każdym meczem policja sprawdza cały obiekt szczególnie pod względem materiałów pirotechnicznych. Skontrowaliśmy wszystko, nawet jeden z magazynów kibiców. Niestety, do drugiego nie mamy dostępu, gdyż jest on wynajmowany przez stowarzyszenie kibiców bezpośrednio od MOSIR-u i nie mamy do niego kluczy. Gdy fani otworzyli ten punkt, aby prowadzić sprzedaż, ponownie tam się zjawiłem i wtedy ochrona odmówiła mi dostępu do niego.
Witold Fryc przed zarzutami Centrozapu tłumaczy się specyficznym klimatem współpracy z, firmą ochroniarską. Kierownik ds. bezpieczeństwa uważa, że firma wynajęta do zapewnienia bezpieczeństwa na stadionie nie podlega jego władzy...
- Tak o powinno wyglądać, ale przy Bukowej jest inaczej, trzeba być wewnątrz klubu, aby to wszystko zrozumieć. W skrócie to wygląda tak, że nie miałem wpływu na ochronę, wnioskowałem o zmianę firmy, bo ta była nieskuteczna, ale wiadomo - w klubie nie ma pieniędzy - wzrusza ramionami Fryc.