Trenerowi Polonii Bytom... łamał się głos i brakowało słów

07.04.2013
Polonia Bytom nie oddała bez walki derbowej potyczki z GKS-em Tychy. Nie uchroniło to jednak niebiesko-czerwonych od wysokiej porażki, co mocno dotknęło trenera Jacka Trzeciaka.
Ambitna postawa i mnóstwo zdrowia zostawione na boisko nie wystarczyło, by Polonia Bytom zdobyła choć punkt w derbach Śląska z GKS-em Tychy. Zamykająca tabelę I ligi drużyna z Olimpijskiej słabo weszła zwłaszcza w drugą połowę, w trakcie pierwszego kwadransa gry po przerwie tracąc dwie bramki. - Po takim meczu naprawdę ciężko cokolwiek powiedzieć. Brak mi słów. Mogę tylko pogratulować GKS-owi Tychy pewnego i zasłużonego zwycięstwa - przekonywał Jacek Trzeciak, trener bytomian.

- Byliśmy w tym meczu nastawieni na grę z kontrataku. Nasza taktyka w pierwszej połowie się opłaciła, bo graliśmy konsekwentnie, szybkie ataki wyprowadzając albo spod własnego pola karnego, albo przejmując piłkę w środku pola. Po przerwie wyglądaliśmy w tym aspekcie co najmniej źle. Gra w naszym wykonaniu nie była realizacją tego, co sobie w szatni zaplanowaliśmy. Zanim się po przerwie obudziliśmy przegrywaliśmy już 0-2 - dodał opiekun Polonii.

Bytomskiej drużynie w zdobyciu bramki kontaktowej nie pomogła nawet inicjatywa, jaką przy dwubramkowym prowadzeniu oddali jej piłkarze z Tychów. - To musi być dla nas powód do głębszej refleksji. Ja sam nie mam pojęcia dlaczego jest tak, że choć mieliśmy do 30. metra dużo miejsca do rozgrywania piłki... my pchaliśmy się środkiem, choć przez cały tydzień rozpisywaliśmy schematy gry skrzydłami. Takie chaotyczne ataki z naszej strony były wodą na młyn dla GKS-u - przyznawał łamiącym się głosem trener Polonii.

Trzeciaka bolała nie tylko porażka w derbach, ale nade wszystko jej rozmiary (0-3). - Przy wyniku bezbramkowym nasza gra była przyzwoita. Ani jedna, ani druga drużyna nie stwarzała sobie klarownych sytuacji, ale widać było w naszych poczynaniach konsekwencję. Pierwsza połowa dała nam podstawy, by po przerwie podejść na rywala trochę agresywniej, zagrać trochę odważniej. Stracona bramka ze stałego fragmentu gry podcięła nam jednak zupełnie skrzydła. Po straconej bramce zupełnie zeszło z nas powietrze, a ja już nic nie mogłem zrobić - bezradnie rozkładał ręce szkoleniowiec outsidera.
autor: Marcin Ziach

Przeczytaj również