Trener Ruchu ostro o sędziach: Nie wiem nad czym debatowali w tej Turcji
02.03.2013
Zielińskiego szczególnie zirytowała sytuacja, w której Mariusz Rybicki, zawodnik Widzewa Łódź symulował faul, a sędzia przypisał go Marcinowi Baszczyńskiemu i ukarał go żółtą kartką. - To była kartka za nic. Nie wiem, nad czym sędziowie debatowali w tej Turcji (mieli tam zgrupowanie - przyp. MT), ale to, co się dzieje na wiosnę w ekstraklasie jest naprawdę dziwne. Za chwilę będziemy kończyć mecze w siedmiu, do tego to wszystko zmierza - denerwował się trener Ruchu.
Zieliński mówił też jednak o swoich zawodnikach. - Chcieliśmy za wszelką cenę wygrać, bo po Lubinie tlił się promyk nadziei, ale należało to podtrzymać. Przed nami jeszcze dużo pracy, lecz na razie nie myślimy jeszcze o tym, co będzie za tydzień, tylko się cieszymy. Dawno nie mieliśmy okazji świętować w szatni - podkreślił szkoleniowiec, którego drużyna ostatni mecz wygrała końcem listopada w Gliwicach.
- Nie uważam, że to zwycięstwo przyszło nam łatwo, bo było kilka dość ciężkich sytuacji. Przy stanie 0-0 Michal Pesković wyciągnął dwie stuprocentowe okazje. Później graliśmy w przewadze i było nam łatwiej, zdobyliśmy dwa gole, ale i tak w głupi sposób nadziewaliśmy się na kontry. To nie był łatwy i przyjemny mecz, kosztował nas sporo zdrowia i nerwów - zaznaczył trener "Niebieskich".
Zieliński zaapelował też, by nie krytykować za dzisiejszy występ linii obrony Ruchu. - Zagraliśmy na zero z tyłu, więc dajmy im trochę spokoju. Zauważamy błędy, ale trzeba się cieszyć, że nie straciliśmy bramki.
Szkoleniowiec "Niebieskich" o mało nie wbiegł dziś na boisko po sytuacji, w której Filip Starzyński spudłował z pięciu metrów po podaniu Macieja Jankowskiego. - Wydawało mi się, że podszedł do tej sytuacji zbyt lekceważąco, a ja też emocjonalnie przeżywam mecze, bo gram z drużyną. Na jego usprawiedliwienie trzeba powiedzieć, że to boisko - choć ładne - było bardzo specyficzne, gdyż trawa się odrywała i tworzyły się dziury. "Figo" zagrał bardzo dobrze, ale gdyby wykorzystał którąś z bramkowych okazji, byłoby jeszcze lepiej - zakończył Jacek Zieliński.
Zieliński mówił też jednak o swoich zawodnikach. - Chcieliśmy za wszelką cenę wygrać, bo po Lubinie tlił się promyk nadziei, ale należało to podtrzymać. Przed nami jeszcze dużo pracy, lecz na razie nie myślimy jeszcze o tym, co będzie za tydzień, tylko się cieszymy. Dawno nie mieliśmy okazji świętować w szatni - podkreślił szkoleniowiec, którego drużyna ostatni mecz wygrała końcem listopada w Gliwicach.
- Nie uważam, że to zwycięstwo przyszło nam łatwo, bo było kilka dość ciężkich sytuacji. Przy stanie 0-0 Michal Pesković wyciągnął dwie stuprocentowe okazje. Później graliśmy w przewadze i było nam łatwiej, zdobyliśmy dwa gole, ale i tak w głupi sposób nadziewaliśmy się na kontry. To nie był łatwy i przyjemny mecz, kosztował nas sporo zdrowia i nerwów - zaznaczył trener "Niebieskich".
Zieliński zaapelował też, by nie krytykować za dzisiejszy występ linii obrony Ruchu. - Zagraliśmy na zero z tyłu, więc dajmy im trochę spokoju. Zauważamy błędy, ale trzeba się cieszyć, że nie straciliśmy bramki.
Szkoleniowiec "Niebieskich" o mało nie wbiegł dziś na boisko po sytuacji, w której Filip Starzyński spudłował z pięciu metrów po podaniu Macieja Jankowskiego. - Wydawało mi się, że podszedł do tej sytuacji zbyt lekceważąco, a ja też emocjonalnie przeżywam mecze, bo gram z drużyną. Na jego usprawiedliwienie trzeba powiedzieć, że to boisko - choć ładne - było bardzo specyficzne, gdyż trawa się odrywała i tworzyły się dziury. "Figo" zagrał bardzo dobrze, ale gdyby wykorzystał którąś z bramkowych okazji, byłoby jeszcze lepiej - zakończył Jacek Zieliński.
Polecane
Ekstraklasa