Trener Ruchu o wrażeniach z mundialu: Piłka odbija się nienaturalnie!
18.06.2010
Na miejscu był nim mundial się rozpoczął. Cały jeden dzień mógł zatem poświęcić na oglądanie miejsc wartych zobaczenia. Przylądek Dobrej Nadziei, winnice, góry... - Potem już był czas na mecze i tylko mecze - opowiada Fornalik i zachwala stadiony oraz organizację. - Obiekty były piękne i duże. Problemy z komunikacją? Po jednym z meczów dotarłem do hotelu w pół godziny, więc to całkiem dobry czas. Jedynie w Johannesburgu było specyficznie, bo do stadionu prowadziły szerokie, lecz tylko dwie drogi. Dlatego zasiedliśmy na trybunach, kiedy już odgrywano hymny - wspomina i opowiada o zakwaterowaniu na farmie, na której żyły zebry, żyrafy i inne miejscowe zwierzęta.
Fornalik został wysłany do RPA przez PZPN razem z Michałem Probierzem z Jagiellonii i Jackiem Zielińskim z Lecha. Było to wyróżnienie za wyniki w minionym sezonie. - Poruszaliśmy się po RPA sami i nic się nam nie stało. Kontrole na stadionach był podobne do tych z lotnisk. Przechodziło się bramki, uprzednio wyjmując wszystkie rzeczy do plastikowych pojemników. Dopiero następnie odbierało się bilet. Wszystko jednak przebiegało bardzo sprawnie. Czułem się bezpiecznie. Ba! Na stadionie normalnie można było kupić piwo i nic się złego nie działo. Przeszkadzały tylko... wuwuzele. Kibice Urugwaju próbowali je przekrzyczeć, ale szybko się poddali - relacjonuje Fornalik.
Każdy z trzech szkoleniowców ma przygotować specjalny raport z mundialu. - Prześlemy je do Wydziału Dyscypliny i odpowiemy na wszelkie zapytania. Nowinki? Jedyną takową było ustawienie Urugwaju, który postawił na trzech obrońców i dwóch defensywnych skrzydłowych, którzy w każdej chwili powiększali liczbę obrońców do pięciu - wyjaśnia trener "Niebieskich" i wskazuje również na piłkę, która wywołuje spore kontrowersje. - Nienaturalnie się odbija. Widać to szczególnie przy długich przerzutach, kiedy robi kozioł na murawie. Niemal każdy zawodnik, do którego adresowano podanie, nie potrafił nad nią zapanować.
Waldemar Fornalik jako pamiątki przywiózł do Polski koszulki zrobione specjalnie na okazję mundialu, a także zdjęcie z królem polskich kibiców. Andrzej "Bobo" Bobowski w swoim tradycyjnym ubraniu musiał zaliczyć kolejny mundial. Mecz Holandia-Dania był jego 105. na mistrzostwach świata!
Jedynym mankamentem wyprawy do RPA były... przeloty. - Spędziliśmy w samym tylko powietrzu kilkanaście godzin. Dlatego chcę odpocząć od samolotów i liczę na wylosowanie w kwalifikacjach Ligi Europejskiej rywala z kraju, który jest stosunkowo blisko - tłumaczy Fornalik. Chorzowianom marzy się drużyna z San Marino. Wszystko będzie jasne już w poniedziałek. Do Nyonu wybiera się dyrektor Ruchu - Mirosław Mosór.
Fornalik został wysłany do RPA przez PZPN razem z Michałem Probierzem z Jagiellonii i Jackiem Zielińskim z Lecha. Było to wyróżnienie za wyniki w minionym sezonie. - Poruszaliśmy się po RPA sami i nic się nam nie stało. Kontrole na stadionach był podobne do tych z lotnisk. Przechodziło się bramki, uprzednio wyjmując wszystkie rzeczy do plastikowych pojemników. Dopiero następnie odbierało się bilet. Wszystko jednak przebiegało bardzo sprawnie. Czułem się bezpiecznie. Ba! Na stadionie normalnie można było kupić piwo i nic się złego nie działo. Przeszkadzały tylko... wuwuzele. Kibice Urugwaju próbowali je przekrzyczeć, ale szybko się poddali - relacjonuje Fornalik.
Każdy z trzech szkoleniowców ma przygotować specjalny raport z mundialu. - Prześlemy je do Wydziału Dyscypliny i odpowiemy na wszelkie zapytania. Nowinki? Jedyną takową było ustawienie Urugwaju, który postawił na trzech obrońców i dwóch defensywnych skrzydłowych, którzy w każdej chwili powiększali liczbę obrońców do pięciu - wyjaśnia trener "Niebieskich" i wskazuje również na piłkę, która wywołuje spore kontrowersje. - Nienaturalnie się odbija. Widać to szczególnie przy długich przerzutach, kiedy robi kozioł na murawie. Niemal każdy zawodnik, do którego adresowano podanie, nie potrafił nad nią zapanować.
Waldemar Fornalik jako pamiątki przywiózł do Polski koszulki zrobione specjalnie na okazję mundialu, a także zdjęcie z królem polskich kibiców. Andrzej "Bobo" Bobowski w swoim tradycyjnym ubraniu musiał zaliczyć kolejny mundial. Mecz Holandia-Dania był jego 105. na mistrzostwach świata!
Jedynym mankamentem wyprawy do RPA były... przeloty. - Spędziliśmy w samym tylko powietrzu kilkanaście godzin. Dlatego chcę odpocząć od samolotów i liczę na wylosowanie w kwalifikacjach Ligi Europejskiej rywala z kraju, który jest stosunkowo blisko - tłumaczy Fornalik. Chorzowianom marzy się drużyna z San Marino. Wszystko będzie jasne już w poniedziałek. Do Nyonu wybiera się dyrektor Ruchu - Mirosław Mosór.
Polecane
Ekstraklasa