Trener Rakowa przerywa milczenie. Kibice straszą zawodników!
21.05.2009
Źle się dzieje w Częstochowie. Na początku tygodnia zarząd Rakowa przyjął uchwałę, w której w całości złożył dymisję. Jako argument podał słabe wyniki zespołu na wiosnę. Tymczasem klub spod Jasnej Góry... w dalszym ciągu ma szansę na awans do I ligi! - Jeszcze kilka miesięcy temu byliśmy "czerwoną latarnią". Teraz liczymy się w walce o miejsce gwarantujące baraż. Niektórzy nie chcą chyba zauważyć wkładu wniesionego do drużyny w ostatnim czasie - mówi Leszek Ojrzyński, szkoleniowiec częstochowian.
Trener Rakowa obawia się o wewnętrzną sytuację w zespole, jak również o… zdrowie zawodników. - Kibice straszą moich piłkarzy. Może dojść do sytuacji, że nie będę miał kogo wystawić w składzie! Moi podopieczni to młodzi chłopcy i nie mogę dopuścić do sytuacji, że jeszcze przed meczem z powodu presji będą mieli nogi jak z waty. Czy to jest wspólny cel Rakowa? - pyta retorycznie.
- Klub przejąłem w podobnym momencie jak Henryk Kasperczak Górnik, a Adam Nawałka GKS Katowice. Te zespoły walczą o utrzymanie. My zdołaliśmy się podnieść! Takich przykładów jest bardzo mało. Nikt tego nie docenia i stawia nas pod pręgierzem. Zamiast pomagać, wciąż rzuca się nam kłody pod nogi. Niektórym ludziom przydałby się kubeł zimnej wody na opamiętanie - dodaje trener. - Proponuję tym, którzy wycierają sobie nami gębę, żeby przeanalizowali wyniki uzyskane w rundzie rewanżowej. Nikt na to jednak nie patrzy. To jakieś nieporozumienie - grzmi Ojrzyński.
- Najbliższe dni pokażą, kto będzie rządził w klubie. Liczę, że następne wyniki nie spowodują kolejnego najścia zawodników, które miało już miejsce. Nie mam w składzie "kozaków" robiących swoje, a jedynie chłopców uczących się życia i gry w piłkę. Ja natomiast nie jestem człowiekiem, który milczy, a gdy na niego plują, to mówi, że deszcz pada. Nie wszystkim to pasuje. Niektórym wydaje się, że na częstochowski klub składają się wyłącznie kibice i zarząd. Uważam, że wszyscy powinniśmy się zjednoczyć. Dla dobra Rakowa - kończy Leszek Ojrzyński.
Trener Rakowa obawia się o wewnętrzną sytuację w zespole, jak również o… zdrowie zawodników. - Kibice straszą moich piłkarzy. Może dojść do sytuacji, że nie będę miał kogo wystawić w składzie! Moi podopieczni to młodzi chłopcy i nie mogę dopuścić do sytuacji, że jeszcze przed meczem z powodu presji będą mieli nogi jak z waty. Czy to jest wspólny cel Rakowa? - pyta retorycznie.
- Klub przejąłem w podobnym momencie jak Henryk Kasperczak Górnik, a Adam Nawałka GKS Katowice. Te zespoły walczą o utrzymanie. My zdołaliśmy się podnieść! Takich przykładów jest bardzo mało. Nikt tego nie docenia i stawia nas pod pręgierzem. Zamiast pomagać, wciąż rzuca się nam kłody pod nogi. Niektórym ludziom przydałby się kubeł zimnej wody na opamiętanie - dodaje trener. - Proponuję tym, którzy wycierają sobie nami gębę, żeby przeanalizowali wyniki uzyskane w rundzie rewanżowej. Nikt na to jednak nie patrzy. To jakieś nieporozumienie - grzmi Ojrzyński.
- Najbliższe dni pokażą, kto będzie rządził w klubie. Liczę, że następne wyniki nie spowodują kolejnego najścia zawodników, które miało już miejsce. Nie mam w składzie "kozaków" robiących swoje, a jedynie chłopców uczących się życia i gry w piłkę. Ja natomiast nie jestem człowiekiem, który milczy, a gdy na niego plują, to mówi, że deszcz pada. Nie wszystkim to pasuje. Niektórym wydaje się, że na częstochowski klub składają się wyłącznie kibice i zarząd. Uważam, że wszyscy powinniśmy się zjednoczyć. Dla dobra Rakowa - kończy Leszek Ojrzyński.
Polecane
II liga