Trener Mirosław Smyła: Chcieliśmy nastrzelać bramek ile się da

02.08.2014
Zagłębie Sosnowiec efektownie powitało nowy sezon. Podopieczni trenera Mirosława Smyły rozbili Stal Mielec, strzelając cztery bramki w 22 minuty. Goście zdołali odpowiedzieć tylko jednym trafieniem.
Łukasz Laskowski/Pressfocus
W obozie sosnowiczan była lekka niepewność przed pierwszym spotkaniem nowego sezonu. - Dużo debiutów, bardzo późno zeszliśmy z obciążeń i nie wiedzieliśmy, czy zespół będzie w 100 procentach przygotowany pod względem motorycznym, jednak było to celowe, gdyż przygotowywaliśmy się na całą rundę, a nie tylko na początek sezonu. Dodatkowo gry kontrolne wyglądały źle i bardzo źle, dlatego ta niepewność mogła być, w szczególności u kibiców - przyznał trener Mirosław Smyła.

Mecz się jednak świetnie ułożył dla Zagłębia, które strzeliło cztery bramki w 22 minuty. - Trzeba powiedzieć, że mecz ułożył nam się świetnie. Po samobójczym trafieniu, a tu trzeba przyznać, że paskudne dośrodkowanie Sebastiana Dudka, ani bramkarz, ani obrońca nie wiedzieli co z nim zrobić, poszliśmy za ciosem i chcieliśmy nastrzelać bramek ile się da - powiedział szkoleniowiec ekipy ze Stadionu Ludowego.

- Uważam, że kluczową sytuacją był ten pierwszy nieszczęśliwy gol, po którym trochę zespół rozkleił się. Powiem szczerze trzeba oddać cesarzowi to, co cesarskie, gdyż zespół z Sosnowca od razu złapał nas za gardło, poszli za ciosem. Zagłębie zainwestowało wszystko w pierwszą połowę, a to kosztowało ich dużo zdrowia. Każdy zespół powinien tak grać, wtedy mecze wyglądają tak, jak na mistrzostwach, gdy o wyniku decyduje ta przysłowiowa "wątroba" - ocenił trener Stali, Rafał Wójcik.
źródło: zaglebie.eu / SportSlaski.pl

Przeczytaj również