Trener kadry U-20 zwraca uwagę na problemy polskiej piłki po historycznym sukcesie

17.03.2014
Pod wodzą trenera Miłosza Stępińskiego reprezentacja Polski U-20 osiągnęła historyczny sukces wygrywając z Włochami na wyjeździe. Selekcjoner po tym osiągnięciu zaznacza, że dystans między polskim, a światowym futbolem wcale nie maleje, a wręcz wzrasta.

Pierwszy raz w historii młodzieżowych reprezentacji Polska wygrała z reprezentacją Włoch na terenie rywali. To ogromny sukces patrząc chociażby na światowy ranking.

- To było spotkanie, które przebiegało w dużej części tak, jak się tego spodziewałem. Chociaż może nie do końca, bo nie przewidziałem, że w pierwszym kwadransie podarujemy Włochom w pełni zasłużone dwa rzuty karne, które fantastycznie obroni nasz bramkarz. Często jednak tak się dzieje, że w słabszym zespole najlepszym zawodnikiem na boisku jest bramkarz, który ma „dzień konia”, dlatego nie zdecydowałem się na zmianę Michała Szromnika, który
w poprzednich meczach z Włochami puścił dziewięć bramek.

Jaki był plan na to spotkanie?

- Żelazna dyscyplina w obronie, nastawienie na kontry i stałe fragmenty gry. Różnica
w poziomie obu reprezentacji jest ogromna. Jest takie powiedzenie, że aby pokonać dwustukilogramowego byka trzeba mieć pomysł jak to zrobić i się nie bać. Wiedzieliśmy
w teorii jak pokonać Włochów, zaś zawodnicy uwierzyli, że są w stanie tego dokonać. Mieliśmy co prawda jedynie dwie jednostki treningowe, ponieważ było to bardzo krótkie zgrupowanie. Z tego miejsca dziękuję Zniczowi Pruszków, który rozegrał z nami sparing. Mogliśmy dzięki temu przećwiczyć sobie pewne warianty gry. Nie ma co ukrywać, że rozpoczęliśmy ten mecz słabo. Wspomniane dwa rzuty karne, jednak po świetnych obronach Szromnika drużyna nagle uwierzyła, że nic złego w tym spotkaniu nie może im się przydarzyć. To nie był piękny mecz. To było spotkanie Dawida z Goliatem. My byliśmy tym Dawidem. Wybiegaliśmy to zwycięstwo. Sam trener Włochów powiedział, że dawno nie grał przeciwko tak zorganizowanej drużynie w defensywie. Nie będę ukrywał, że bazowaliśmy na kontrataku i stałym fragmencie gry. Polska reprezentacja nie jest w stanie zagrać wyrównanego, otwartego meczu z rywalem, który jest w czołówce światowego rankingu. Gdy tak graliśmy to przegraliśmy 1-6 i 0-3. Dlatego zdecydowałem się zmienić koncepcję gry. Zawodnicy zrobili resztę.

Zdecydował się Pan na eksperymentalne ustawienie taktyczne drużyny.

- Nie ukrywam, że byliśmy pierwszą reprezentacją Polski w historii, która zagrała w systemie 1-5-4-1, czyli ultradefensywnie. Jednak to nie było ślepe murowanie bramki. Atakowaliśmy w systemie 3-4-3 zaś w defensywie przechodziliśmy do wcześniejszego ustawienia. Działania w ofensywie miały wykorzystać słabsze strony Włochów, zaś w defensywie musieliśmy neutralizować największe atuty rywali. Długimi fragmentami meczu nam się to udawało. Co prawda przegrywaliśmy wiele pojedynków jeden na jeden - według statystyk Corriere Della Sera na dziewięć pojedynków osiem wygrywali Włosi zaś my jeden. Statystycznie zawodnik atakujący posiada 60-70 procentową skuteczność takich ataków, więc ta statystyka powinna kształtować się na poziomie 3-1. Widać, jak ogromne dysproporcje techniczne dzielą zawodników z obu krajów. Jestem pełen podziwu dla tych zawodników, ponieważ zmiany
w koncepcji gry, które wprowadziłem nie były trenowane zbyt intensywnie, gdyż zwyczajnie nie było na to czasu. W teorii przedstawiłem założenia, chłopcy potrafili je zrealizować. Dlaczego? Bo wymagaliśmy od nich wybiegania i walki. To polski piłkarz jest w stanie wykonać. Problemy zaczynają się na poziomie technicznym, gry kombinacyjnej. To niestety są zaszłości lat, które budują coraz większy dystans między naszym futbolem a europejską czołówką.

Widzi Pan wśród kadry zawodników reprezentacji U-20 potencjalnych piłkarzy występujących w pierwszej reprezentacji za kilka lat?

- Jeśli chodzi o młodych zawodników, życie nauczyło mnie jednej rzeczy. Tym się różnią od starszych, że potrafią zagrać słabiej, na tym samym poziomie lub lepiej. Starsi zaś potrafią zagrać na tym samym poziomie lub słabiej. Spójrzmy chociażby na Arkadiusza Milika, który jest z rocznika 94, a zagrał w meczu z Portugalią, kiedy graliśmy rocznikiem 90-91. W tym spotkaniu zagrał bardzo słabo. Kompletnie odstawał. Wszyscy mówili, że się nie nadaje. Ja
z kolei podkreślałem, że jest o cztery lata młodszy od zawodników występujących
w reprezentacji w tamtym czasie. Chodzi mi o to, że żadnego z zawodników nie można skreślać na tym etapie. Widzimy, gdzie jest teraz Arkadiusz Milik. Zawodnicy, którzy obecnie tworzą kadrę U-20 odstają od najlepszych zawodników z krajów czołówki europejskiej. Oni mają tego świadomość. Nie brakuje im zapału. Są ułożeni. Wiele zależy od następnych miesięcy, jak potoczą się ich losy w klubach. Najbardziej jednak boli fakt, że polscy piłkarze odstają coraz bardziej pod względem technicznym. Tutaj jest przepaść. Przez cztery lata mojej pracy z reprezentacją obserwuję coraz większy problem z techniką użytkową. Bardzo mnie martwi, że ktoś na pewnym etapie tego zaniedbał, bo to rzutuje na tak drastyczne dysproporcje między polskim futbolem, a światową czołówką. Nie może tak być w 38 milionowym kraju. Zaczyna dochodzić też do tego, że siłowo zaczynamy przegrywać,
a to było zawsze mocną stroną naszej piłki nożnej.


Turniej Czterech Narodów dla polskiej reprezentacji już się zakończył. Wie Pan jaka będzie teraz Pana przyszłość z reprezentacją?

- Nie mam pojęcia. Jestem dumny z pracy z reprezentacją i chciałbym ją kontynuować. Podchodzę do tej sprawy zadaniowo. Jeśli otrzymam od władz PZPN kolejne zlecenie to się go podejmę. Czy będzie to funkcja asystenta, czy tak jak w tym wypadku pierwszego selekcjonera nie ma dla mnie znaczenia. Chcę po prostu dobrze zrobić to, czego się ode mnie oczekuje.

Skąd pomysł, żeby Pana asystentem na mecz przeciwko Włochom został Karol Bortnik, członek sztabu szkoleniowego Widzewa Łódź?

- To był mój świadomy wybór. Współpracowałem z trenerem Bortnikiem. Znam jego warsztat. Za czasów trenera Mroczkowskiego w Widzewie miałem możliwość przyjrzeć się pracy jaką w Łodzi wykonują bracia Bortnik i do tej pory jestem pod wrażeniem ich umiejętności. Oprócz wiedzy Karol Bortnik jest lojalny i w pełni oddany w wykonywanie swoich obowiązków. Jako asystent sprawdził się w 100 procentach. Szybko zyskał zaufanie zawodników. Przyczynił się do tego sukcesu. Kandydatura trenera Bortnika została już zatwierdzona we władzach PZPN i jeśli tylko sprawy potoczą się tak, że będę pierwszym selekcjonerem, w którejś kadrze młodzieżowej to z całą stanowczością chciałbym, aby moim asystentem był trener Bortnik.


Lista zawodników powołanych na wspomniany mecz:
1. Michał Szromnik (Arka Gdynia) 2. Mateusz Długołęcki (Dolcan Ząbki) 3. Łukasz Zwoliński (Górnik Łęczna) 4. Szymon Drewniak (Górnik Zabrze) 5. Seweryn Michalski (Jagiellonia Białystok) 6. Radosław Murawski (Piast Gliwice) 7. Jakub Bąk (Pogoń Szczecin) 8. Dominik Kun (Pogoń Szczecin) 9. Andrzej Sobieszczyk (Puszcza Niepołomice) 10. Kamil Włodyka (Ruch Chorzów) 11. Konrad Stępień (Siarka Tarnobrzeg) 12. Martin Kobylański (Werder Brema) 13. Patryk Mikita (Widzew Łódź) 14. Krystian Nowak (Widzew Łódź) 15. Mariusz Rybicki (Widzew Łódź) 16. Patryk Fryc (Wisła Kraków) 17. Michał Nalepa (Wisła Kraków) 18. Fabian Hiszpański (Wisła Płock)

Rozmawiał
Mariusz Woźniak

autor: DawJen

Przeczytaj również