Transferowe klapy - 10 największych

05.01.2016
Parę dni temu wystartowało pierwsze okienko transferowe 2016 roku. Na tą chwilę niewiele się dzieje, na pewno jednak czeka nas jeszcze w tej kwestii wiele emocji. Kto sprowadzi piłkarzy, którzy będą w stanie pozytywnie wpłynąć na postawę całych drużyn? A kto pomyli się w mniejszym lub większym stopniu i ściągnie do siebie zawodników raczej... bezużytecznych?
Rafał Rusek/pressfocus.pl
Naturalnie w tej chwili powyższego nie wiemy, postanowiliśmy jednak przyjrzeć się jak to było podczas dwóch poprzednich okienek – zimą 2015 oraz latem ubiegłego roku. Przed Wami lista dziesięciu najbardziej nietrafionych zakupów śląskich drużyn z Ekstraklasy oraz 1 ligi.
„Dycha” składająca się z tych najlepszych pojawi się u nas już wkrótce. Aha i jeszcze jedno – przyjęta przez nas kolejność jest zupełnie przypadkowa.

Sebastian Przyrowski – sprowadzony latem golkiper zagrał w Zabrzu sześć spotkań, wpuścił w nich aż piętnaście (!) goli i zanotował naprawdę fatalne statystyki, wkrótce oddając miejsce między słupkami swoim zmiennikom. Przypominamy, że to podwójnie nieudany transfer – zimą 2015 "wzmocnił" przecież Tychy i z nimi spadł z 1 ligi.

Muhamed Omić – trzy czerwone kartki na samym początku wiosny w Tychach. Po każdej wynik spotkania dla jego zespołu się ostatecznie posypał. Te pierwsze mecze mogły być kluczowym momentem dla, zakończonej niepowodzeniem, walki o utrzymanie. Symbol całego nietrafionego zaciągu w GKS-ie, będącego de facto totalną klapą.

Tomasz Hajto  nieco nietypowo, bo to przecież transfer... trenerski. Ale jednak wciąż jeden z najgłośniejszych w regionie. Pohukiwania, typowy dla Hajty styl, czasem arogancja, szukanie winnych wokół siebie na siłę i równocześnie spadek ze wzmocnioną drużyną oraz kompletny brak poprawy gry zespołu w stosunku do osiągnięć poprzednika.

Sebastian Musiolik – młodzieżowy reprezentant kraju ściągany był do Piasta w momencie gdy nie było nawet mowy o sprowadzeniu Martina Neszpora (przynajmniej oficjalnie). Radoslav Latal postawił na gracza z Rybnika, ale tylko na samym początku rozgrywek. Później potężny napastnik zniknął z meczowej osiemnastki lidera i występował głównie w trzecioligowych rezerwach.

Tomasz Podgórski – gdy Piast przewietrzył latem gruntownie szatnię swojego zespołu „Podgór” stał się jedną z ofiar polityki transferowej gliwiczan. Z wychowankiem klubu nie podpisano umowy, następnie były problemy ze znalezieniem nowej drużyny, w efekcie piłkarz wszedł w sezon praktycznie bez przygotowania. I było to wyraźnie widać podczas całego minionego półrocza. Znając jednak warsztat trenera Fornalika nie skreślalibyśmy go. "King" niejednokrotnie pokazywał już, że potrzebuje około pół roku na odbudowanie "zakurzonych" zawodników.

Maciej Korzym – pojawienie się byłego gracza Podbeskidzia w Górniku było rzecz jasna efektem ubocznym „zamiatania” szatni, jakie urządził w Zabrzu trener Ojrzyński. Nowy szkoleniowiec chciał mieć wreszcie w kadrze napastnika z krwi i kości, postawił jednak na Korzyma chyba jedynie z sentymentu. Dwie bramki w jedenastu występach to wynik dużo poniżej oczekiwań.

Mateusz Cichocki – najsłabszy punkt defensywy Ruchu. Samobój z Piastem, fatalny mecz i sprokurowany karny z Jagiellonią, koszmarny występ przeciwko Legii, a to przecież jeszcze nie wszystkie grzeszki sprowadzonego z Ząbek zawodnika. W kontekście przypiętej „metki” jednego z najzdolniejszych środkowych obrońców w Polsce na pewno zawiódł.

Robert Mazań – Słowak był ściągany do Bielska jako wielki talent, podstawowy zawodnik zespołów z Trenczyna oraz Senicy. W Podbeskidziu nie sprawdził się jednak kompletnie, grając głównie w III lidze i po kilku miesiącach wrócił za naszą południową granicę.

Rafał Leszczyński – gdy pojawiła się informacja, że golkiper z Ząbek trafi na Okrzei, większość kibiców pomyślała – nareszcie Piast ma naprawdę dobrego podstawowego bramkarza. Co stało się później? Jakub Szmatuła eksplodował formą i 23-latkowi nie było nawet dane zadebiutować w Ekstraklasie. Nieregularne miejsce na ławce rezerwowych lidera nie jest imponującym osiągnięciem.

Dobrivoj Rusov – powtórzmy zdanie zamieszczone powyżej: Nieregularne miejsce na ławce rezerwowych lidera nie jest imponującym osiągnięciem. Słowacki bramkarz, podobnie jak Leszczyński, przegrywa póki co rywalizację z doświadczonym Szmatułą. Nie na to liczył przychodząc blisko rok temu do Gliwic.
źródło: SportSlaski.pl
autor: własne

Przeczytaj również