To nie mogło się udać. Ruch naprawdę potrzebuje czasu
22.09.2016
Ruch przegrał grę o ćwierćfinał w słabym stylu. Przyglądając się wyjściowej jedenastce na to spotkanie trudno się jednak dziwić. Pod nieobecność Rafała Grodzickiego i Łukasza Surmy średnia wieku całego zespołu który wyszedł na mecz z Lechem wynosiła raptem nieco ponad 24 lata. A przecież najbardziej doświadczony Marcin Kowalczyk zagrał jako podstawowy zawodnik dopiero 3 raz w sezonie, zaś Łukasz Hanzel na co dzień nie jest pierwszym wyborem trenera Fornalika. Po drugiej stronie różnice zrobiła tymczasem druga linia - Maciej Makuszewski, Łukasz Trałka, Radosław Majewski, Darko Jevtić i Szymon Pawłowski wiedzieli jak opanować sobie sytuację na boisku. Z trybun słychać było irytację, ale - na zdrowy rozum - sama, nawet utalentowana młodzież nie miała w tym starciu dużych szans.
- Przy swoich problemach - a mam na myśli kontuzje Michała Koja i Łukasza Surmy - postawiliśmy na zawodników którzy dołączyli do nas w trakcie okresu przygotowawczego. W takim ustawieniu jeszcze nie graliśmy, ale po to są ci zawodnicy w pierwszej drużynie, żeby pokazać na co ich stać właśnie w takim spotkaniu. Wielu zawodników nie pokazało się z dobrej strony, ale też niektóre pozytywy widzę. Nie będę wymieniał personalnie, bo to nasze wewnętrzne analizy - oceniał po meczu były selekcjoner reprezentacji Polski.
Wydaje się, że w zespole z Cichej tkwi potencjał. Na papierze transferowe okienko nie wyglądało w Chorzowie najgorzej. Ruch wbrew pozorom był tego lata w dość komfortowej sytuacji - przy Cichej już na finiszu poprzednich rozgrywek wiedzieli że odejdzie Matus Putnocky, oczywisty wydawał się transfer Mariusza Stępińskiego, pożegnania z Markiem Zieńczukiem i Markiem Szyndrowskim też zostały wcześniej zaplanowane. Największy problem polega na tym, że choć te ubytki zostały uzupełnione, kluczowe pozycje obsadzano w Chorzowie na "ostatni dzwonek". Gdyby zapytać kogo na już potrzebują 14-krotni mistrzowie Polski, odpowiedzi już w czerwcu byłyby jednoznaczne - bramkarz, obrońca i napastnik. Tymczasem trener Fornalik został zmuszony do przebudowy drużyny dopiero w trakcie rozgrywek. Marcina Kowalczyka do niedziałającej defensywy dokooptowano w sierpniu. Jarosław Niezgoda i Eduards Visnakovs trenują z drużyną raptem kilkanaście dni i tak naprawdę jedynie debiutujący na poziomie ekstraklasy Jakub Arak mógł być przygotowywany do przejęcia roli odchodzącego "Stępla". Eksperymenty w bramce zamknięto w tym tygodniu, kontraktując doświadczonego Libora Hrdlickę. Zespół w trakcie przygotowań do ligowej inauguracji opierał się więc głównie na młodzieży wspartej Łukaszem Surmą i Rafałem Grodzickim.
- Dochodzą nowi ludzie, tracimy zawodników którzy decydowali o obliczu drużyny i nie da się z dnia na dzień stworzyć drużyny działającej na zasadach automatyzmu. Pracujemy nad tym - podkreśla szkoleniowiec "niebieskich" i, już na chłodno, trudno nie przyznać mu racji
- Przy swoich problemach - a mam na myśli kontuzje Michała Koja i Łukasza Surmy - postawiliśmy na zawodników którzy dołączyli do nas w trakcie okresu przygotowawczego. W takim ustawieniu jeszcze nie graliśmy, ale po to są ci zawodnicy w pierwszej drużynie, żeby pokazać na co ich stać właśnie w takim spotkaniu. Wielu zawodników nie pokazało się z dobrej strony, ale też niektóre pozytywy widzę. Nie będę wymieniał personalnie, bo to nasze wewnętrzne analizy - oceniał po meczu były selekcjoner reprezentacji Polski.
Wydaje się, że w zespole z Cichej tkwi potencjał. Na papierze transferowe okienko nie wyglądało w Chorzowie najgorzej. Ruch wbrew pozorom był tego lata w dość komfortowej sytuacji - przy Cichej już na finiszu poprzednich rozgrywek wiedzieli że odejdzie Matus Putnocky, oczywisty wydawał się transfer Mariusza Stępińskiego, pożegnania z Markiem Zieńczukiem i Markiem Szyndrowskim też zostały wcześniej zaplanowane. Największy problem polega na tym, że choć te ubytki zostały uzupełnione, kluczowe pozycje obsadzano w Chorzowie na "ostatni dzwonek". Gdyby zapytać kogo na już potrzebują 14-krotni mistrzowie Polski, odpowiedzi już w czerwcu byłyby jednoznaczne - bramkarz, obrońca i napastnik. Tymczasem trener Fornalik został zmuszony do przebudowy drużyny dopiero w trakcie rozgrywek. Marcina Kowalczyka do niedziałającej defensywy dokooptowano w sierpniu. Jarosław Niezgoda i Eduards Visnakovs trenują z drużyną raptem kilkanaście dni i tak naprawdę jedynie debiutujący na poziomie ekstraklasy Jakub Arak mógł być przygotowywany do przejęcia roli odchodzącego "Stępla". Eksperymenty w bramce zamknięto w tym tygodniu, kontraktując doświadczonego Libora Hrdlickę. Zespół w trakcie przygotowań do ligowej inauguracji opierał się więc głównie na młodzieży wspartej Łukaszem Surmą i Rafałem Grodzickim.
- Dochodzą nowi ludzie, tracimy zawodników którzy decydowali o obliczu drużyny i nie da się z dnia na dzień stworzyć drużyny działającej na zasadach automatyzmu. Pracujemy nad tym - podkreśla szkoleniowiec "niebieskich" i, już na chłodno, trudno nie przyznać mu racji
Polecane
Ekstraklasa