"To, czy kibice będą przychodzić, zależy tylko od nas" - mówią w Piaście

05.11.2011
10- tysięczny nowoczesny stadion wypełniony po brzegi, tłumy głośno skandujące "Piast Gliwice", ogólna euforia i niezapomniane chwile - to prawdopodobny obraz dzisiejszego epokowego wydarzenia przy Okrzei!
Będzie to trzeci powrót gliwiczan na Okrzei, odkąd rozpoczęli swoją "tułaczkę" po Wodzisławiu Śląskim. Pierwszy mecz w Gliwicach, po serii meczów w Wodzisławiu, przypadł na 3 kwietnia 2009 roku przeciwko Górnikowi Zabrze. Wtedy po trafieniu Mariusza Muszalika "Piastunki" ograły rywala zza miedzy 1-0. Kolejny powrót, również 3 kwietnia, dotyczył starcia ligowego z Koroną Kielce. "Niebiesko-czerwoni" niesieni przez doping swoich fanów, pokonali rywala 1-0, a zwycięskiego gola strzelił Kamil Wilczek. Spotkanie to doskonale pamięta rządzący wówczas w środkowej strefie boiska Mariusz Zganiacz.

- Tych powrotów do Gliwic się nie zapomina. Kiedy znów słychać głośny doping kibiców, można grać w najlepsze. Wtedy Korona nie miała żadnych argumentów, mogliśmy ten mecz wygrać dużo wyżej. Po minimalnym zwycięstwie byliśmy zadowoleni, ale nie do końca. Wiedzieliśmy, że frajda z wyniku mogła być jeszcze większa - wspomina Zganiacz.

Dziś przyjdzie pora na trzeci, prawdopodobnie najważniejszy powrót, bo już na stałe. Nowoczesna arena piłkarska zapełni się do ostatniego miejsca, a 10- tysięczna rzesza fanów żywiołowo będzie wspierać piłkarzy gliwickiego Piasta w drodze na szczyt. Czy to zdeprymuje i przestraszy graczy z Płocka? - Wątpię, żeby się przestraszyli czegokolwiek. To nie jest tak, że nagle zderzą się z zupełnie inną rzeczywistością. W końcu na kilku obiektach tylu fanów można już dostrzec - mówi "Zgani". Na to wtóruje mu Jakub Szmatuła. - Będąc na boisku nie myśli się ile faktycznie osób jest na trybunach. Dopiero głośny doping uświadamia człowieka co się wokół niego dzieje. To może być broń na Wisłę.

Zapełniony stadion może stać się regułą, ale nie musi. Zawodnicy Piasta dobrze zdają sobie sprawę z tego, że to od nich w dużej mierze zależy frekwencja na najbliższych meczach. - Wszystko zależy od nas i naszej gry. Jak zagramy ambitnie, z pazurem, kibice to powinni docenić. Na pewno nie będziemy kalkulować przeciwko Wiśle, a po prostu wygramy. Nie będzie dylematu między wyborem: dużo goli, a finezyjna gra - zaznacza rozgrywający.

- Z reguły dobra gra to dobry wynik. Jeśli zagramy tak, jak w zwycięskich meczach, oglądający nas kibice powinni być zadowoleni. Na pewno nie jesteśmy stremowani, w końcu zagramy przed własną publiką. Jestem przekonany, że Piast może dzisiaj zaprezentować fajny futbol na wysokim poziomie - dodaje Szmatuła.

Kadrowo w Piaście obyło się bez większych problemów. Trener Marcin Brosz przeciwko Wiśle Płock nie będzie mógł skorzystać z Wojciecha Lisowskiego leczącego przewlekłą kontuzję barku oraz z  zawieszonego za kartki Łukasza Krzyckiego. Powoli do zdrowia wraca Szmatuła.

- Trzeba zacisnąć zęby i walczyć o ponownie wywalczenie miejsca numer jeden w bramce - mówi były golkiper Warty Poznań o swojej sytuacji w Piaście. Jego miejsce między słupkami zajął młody Dariusz Trela.

- Ja nie chcę oceniać kolegi z boiska. Udało mi się wyleczyć kontuzję, więc trenujemy razem. Teraz od sztabu szkoleniowego zależy kto będzie bronił bramki. Najważniejsze jest dobro Piasta, a o nim decydują oceniający nas trenerzy - dodaje "Kuba".

Piast Gliwice - Wisła Płock

sobota, 18:00
sędziuje Marcin Szrek (Kielce).
autor: Dawid Jenczmyk

Przeczytaj również