Ten piłkarz pamięta czasy, w których przy Bukowej płacili na czas

05.10.2012
- Śmierdzi remisem. Na pewno nikt się nie położy. Chłopcy nie będą pamiętali, że im nie płacą tyle czasu. Będą walczyć - mówi przed derbami katowickiej GieKSy z GKS-em Tychy Hubert Jaromin.
Jaromin to osoba, która ma za sobą występy w obu klubach. W dodatku miała przyjemność wystąpić w katowicko-tyskiej potyczce. I zdobyć w niej gola! - To już tyle lat minęło... Nie ma co wracać, ale były to piękne chwile - przyznaje 33-latek. Autor jednej z bramek w ostatnim rozegranym starciu dwóch GKS-ów.

Było to w 2005 roku. Jaromin reprezentował wówczas barwy dzisiejszych gospodarzy. Jego drużyna wygrała aż 4-1. Spotkanie oglądało blisko 10 tysięcy kibiców. Liczba imponująca jak na... IV ligę, bo to właśnie tam grali katowiczanie. Ówczesna GieKSa powoli odradzała się po kryzysie. - Wtedy było całkiem inaczej, niż jest teraz. Powiem szczerze, myślałem, że pójdzie wszystko w dobrym kierunku. Nie mogliśmy narzekać na pieniądze. Były niewielkie, ale zazwyczaj w terminie. Szefostwo podobno chciało ekstraklasy, ale nie mieliśmy na nią drużyny. Wszystko się posypało. Presja wyników, brak awansu - wspomina wychowanek Sparty Zabrze, który przy Bukowej spędził ostatecznie trzy sezony.

Z Katowic Jaromin trafił do Polonii Bytom, by po jednym sezonie trafić - również na rok - do Zagłębia Sosnowiec. Następnie ze Stadionu Ludowego nasz rozmówca przeszedł do GKS-u Tychy. - Bardzo fajnie mi się tam grało, chociaż należał nam się wówczas awans - przypomina, mając na myśli pamiętny mecz z Chojniczanką Chojnice, który zakończył się bezbramkowym remisem. Strata punktów była bardzo bolesna - tyszanie zakończyli rozgrywki na trzecim miejscu, jedno "oczko" za Zawiszą Bydgoszcz, który cieszył się z promocji do I ligi.

- Sędzia popełnił błąd, który nie przystoi arbitrom. Pozbawił nas awansu. Robił wszystko, żebyśmy nie strzelili bramki. Byliśmy lepszą drużyną - mówi Jaromin, dla którego zresztą mecz w Chojnicach był ostatnim występem w barwach GKS-u. Powód? Czerwona kartka w ostatniej minucie. - Nie wytrzymałem. Myślałem, że już wszystko jest "posprzątane"... - komentuje.

A jak będzie przebiegało dzisiejsze spotkanie? Zdaniem Jaromina, będzie podział punktów. - Na pewno nikt się nie położy. Chłopcy nie będą pamiętali, że im nie płacą tyle czasu. Będą walczyć. "Śmierdzi" mocnym remisem - typuje zawodnik, który meczu z trybun nie będzie mógł obejrzeć, bo sam będzie biegał po murawie w spotkaniu Zagłębiak Dąbrowa Górnicza - Szombierki Bytom.

Jaromin występuje obecnie w ekipie z Bytomia, która spisuje się jak na razie bardzo dobrze. Zajmuje pierwsze miejsce w tabeli. - Przychodząc tutaj, innego scenariusza nie brałem pod uwagę. Gdyby nie udało nam się awansować, to nie wiem jakby to odebrali inni, ale dla mnie to będzie porażka. Mamy bardzo dobry skład, jak na IV ligę, dlatego u siebie nie tracimy punktów. Tak się robi awans - kończy zawodnik.

GKS Katowice - GKS Tychy
sobota, 17:00
sędzia Dawid Bukowczan (Żywiec)
autor: Adrian Waloszczyk

Przeczytaj również