"Taka dotkliwa porażka może wyjść nam tylko na dobre"

21.10.2014
Ruch Chorzów miał kiedyś Andrzeja Niedzielana, Górnik Zabrze ma Pavelsa Steinborsa - wkrótce człowieka w masce będzie miał Piast Gliwice. Kamil Wilczek leci do Niemiec, ale liczy, że będzie mógł zagrać z "Jagą".
Łukasz Laskowski/Pressfocus
Kamil Wilczek, który był bohaterem Piasta w meczu z Legią Warszawa, w pojedynku ze Śląskiem Wrocław doznał kontuzji. Po ciosie w twarz miał złamany nos. Mimo to, dotrwał do końca spotkania. Teraz, by móc grać w kolejnych ligowych potyczkach, będzie musiał mieć specjalną maskę.

- Sprawa wygląda tak, że lecę do Hanoweru po odlew i ochronną maskę. Nie wiem, jak szybko da się ją otrzymać. Bardzo chciałbym zagrać w sobotnim meczu z Jagiellonią. Bez maski jest to niemożliwe, gdyż będę musiał jej używać przez najbliższy czas - mówi Wilczek, niebojący się twardej gry.

Wracając do meczu ze Śląskiem, Piast nie zaprezentował się tak, jak w starciu z mistrzem Polski i zasłużenie przegrał. - We Wrocławiu nie pokazaliśmy tego, co prezentowaliśmy w ostatnich spotkaniach. Przegraliśmy na własne życzenie, bo mieliśmy się bronić umiejętnie, ale to się nie udało. Jestem surowy w ocenie, przede wszystkim wobec siebie. Uważam, że po wygranej z Legią, taka dotkliwa porażka może wyjść nam tylko na dobre i zimny prysznic może zadziałać na nas mobilizująco - uważa obrońca, Kornel Osyra.
źródło: SportSlaski.pl

Przeczytaj również