TAK TO WIDZĘ: Zawodnik (nie) może być zmęczony od początku sezonu
13.08.2014
Jak to jest możliwe, aby nie mieli oni sił na samym początku rozgrywek?! Jakby to wyglądało, jeśli zawodnik powiedziałby na starcie rozgrywek, że jest zmęczony?! Zawodnik jest przecież „profesjonalistą”, a profesjonalista nie może być zmęczony. Profesjonalista jest cały czas w stanie gotowości. Profesjonalista nie usprawiedliwia się przed kibicami, że jest zmęczony… tym bardziej na początku rozgrywek! Spirala dywagacji się zakręca, a koło wątpliwości się zamyka…
W moim przekonaniu jest jednak zupełnie inaczej. Zawodnik ma pełne prawo do bycia zmęczonym właśnie na starcie rozgrywek, pomimo w miarę prawidłowego odżywiania się i dbania o odpoczynek. Przepracowany okres przygotowawczy, a zatem nic innego, jak „gospodarowanie” zmęczeniem zawodnika przez trenera leży u podstaw takiego stwierdzenia. Opracowywanie planów treningowych w okresie przygotowawczym ma na celu przeciążenie źródeł energii, z których później piłkarz korzysta podczas sezonu. Trzeba pamiętać, że w okresie przygotowawczym zawodnicy często trenują dwa razy dziennie i nakładające się zmęczenie powoduje kumulowanie się efektu treningowego. Jeśli w tym czasie dojdzie jednak do przetrenowania organizmu zawodnika, wówczas cała praca może pójść na marne, bo zawodnik straci zdolność do osiągania optymalnych możliwości. Granica między przeciążeniem a przetrenowaniem jest niezwykle delikatna i wielką sztuką trenera jest umiejętność „zarządzania” zmęczeniem zawodnika w taki sposób, by ten we właściwym czasie „odpalił” ze zdwojoną mocą, czyli wykorzystał zjawisko superkompensacji. Wiele zależy też oczywiście od samych możliwości zawodnika, od jego adaptacji do określonego rodzaju wysiłku, a zatem też od historii metod i środków treningowych nakładanych na jego organizm.
Z opisywaną sytuacją spotykamy się właściwie za każdym razem na początku rundy rozgrywek. Kiedy zespoły źle wystartują od razu pojawiają się głosy, że to nie jest możliwe, aby zawodnik był zmęczony na początku rozgrywek. Najczęściej te słowa dotykają drużyn, które grają w europejskich pucharach, czyli w tym roku ze swoją siłą uderzyły w Legię, Lech, Ruch i Zawiszę. Na przykładzie tej czwórki widać, jak na dłoni, że w przypadku braku szerokiej i silnej kadry problemy zmęczeniowe uwidaczniają się na boisku. Po stosunkowo krótkim, a jednocześnie intensywnym okresie przygotowawczym może się okazać, że najzwyczajniej brakuje zespołom czasu na odpowiedni odpoczynek i „złapanie” odpowiedniej formy sportowej na sam początek sezonu. Jest rzeczą naturalną, że im mocniej trenujesz, tym efektów trzeba spodziewać się nieco później, choć prawdopodobnie będą one trwalsze, aniżeli w analogicznej sytuacji, kiedy jest mniejsza intensywność. Wtedy z kolei łatwiej o „złapanie” dynamiki już na samym początku rozgrywek, ale przypuszczalnie organizm zawodnika może wpaść w dołek formy fizycznej wcześniej niż w pierwszym przypadku.
Kiedy trener Berg zaczął rotować składem na mecz Superpucharu Polski z Zawiszą i wystawiał inny skład w lidze oraz w pucharach, to wielu ganiło Norwega, że stosuje zbyt dużą rotację. Kiedy jednak przypomnimy sobie, jak diametralnie zmieniła się dyspozycja Legii w meczach z Celtikiem w porównaniu chociażby do meczu z St. Patrick, to możemy dojść do wniosku, że nie były to przypadkowe ruchy ze strony szkoleniowca Legii. Ta rotacja pozwalała zawodnikom dochodzić do lepszej dyspozycji. Czas odpoczynku od zakończenia okresu przygotowawczego pracował na korzyść Legii. Zupełnie inaczej wygląda przykładowo sytuacja z Ruchem Chorzów, który praktycznie jednym składem występuje w lidze i w pucharach. Gra co trzy dni daje się mocno chorzowianom we znaki, chociaż z meczu na mecz wydaje się, że drużyna krok po kroku zaczyna prezentować się nieco lepiej. Z pewnością jednak brak rotacji sprawia, że czas regeneracji jest odpowiednio krótszy.
W związku z powyższym jestem bardzo ostrożny od stwierdzania, że zawodnik nie może być zmęczony na starcie rozgrywek, a rotacja nie służy zawodnikom. Oczywiście sam wynik w przeważającej mierze determinuje wiele opinii dotyczących zawodnika i drużyny. Trzeba jednak pamiętać, że w nowoczesnym podejściu do treningu nie ma miejsca na koncepcje typu „musi boleć” czy „cały czas masz z siebie dawać wszystko”. Dziś najważniejsze jest odpowiednie zaplanowanie procesu treningowego opartego na podstawach naukowych. Celem treningu jest fizjologiczne pobudzenie organizmu w taki sposób, by ten oczekiwane wyniki mógł osiągnąć we właściwym czasie. Nie da się jednak zaplanować szczytu możliwości tego samego zawodnika od początku do końca sezonu, bo zawsze musi mu się zdarzyć słabszy okres. Sztuka w tym, by było to najmniej odczuwalne dla całego zespołu.
Filip Surma
Dziennikarz NC+
Trener II klasy (UEFA A)
filipsurma@hotmail.com
W moim przekonaniu jest jednak zupełnie inaczej. Zawodnik ma pełne prawo do bycia zmęczonym właśnie na starcie rozgrywek, pomimo w miarę prawidłowego odżywiania się i dbania o odpoczynek. Przepracowany okres przygotowawczy, a zatem nic innego, jak „gospodarowanie” zmęczeniem zawodnika przez trenera leży u podstaw takiego stwierdzenia. Opracowywanie planów treningowych w okresie przygotowawczym ma na celu przeciążenie źródeł energii, z których później piłkarz korzysta podczas sezonu. Trzeba pamiętać, że w okresie przygotowawczym zawodnicy często trenują dwa razy dziennie i nakładające się zmęczenie powoduje kumulowanie się efektu treningowego. Jeśli w tym czasie dojdzie jednak do przetrenowania organizmu zawodnika, wówczas cała praca może pójść na marne, bo zawodnik straci zdolność do osiągania optymalnych możliwości. Granica między przeciążeniem a przetrenowaniem jest niezwykle delikatna i wielką sztuką trenera jest umiejętność „zarządzania” zmęczeniem zawodnika w taki sposób, by ten we właściwym czasie „odpalił” ze zdwojoną mocą, czyli wykorzystał zjawisko superkompensacji. Wiele zależy też oczywiście od samych możliwości zawodnika, od jego adaptacji do określonego rodzaju wysiłku, a zatem też od historii metod i środków treningowych nakładanych na jego organizm.
Z opisywaną sytuacją spotykamy się właściwie za każdym razem na początku rundy rozgrywek. Kiedy zespoły źle wystartują od razu pojawiają się głosy, że to nie jest możliwe, aby zawodnik był zmęczony na początku rozgrywek. Najczęściej te słowa dotykają drużyn, które grają w europejskich pucharach, czyli w tym roku ze swoją siłą uderzyły w Legię, Lech, Ruch i Zawiszę. Na przykładzie tej czwórki widać, jak na dłoni, że w przypadku braku szerokiej i silnej kadry problemy zmęczeniowe uwidaczniają się na boisku. Po stosunkowo krótkim, a jednocześnie intensywnym okresie przygotowawczym może się okazać, że najzwyczajniej brakuje zespołom czasu na odpowiedni odpoczynek i „złapanie” odpowiedniej formy sportowej na sam początek sezonu. Jest rzeczą naturalną, że im mocniej trenujesz, tym efektów trzeba spodziewać się nieco później, choć prawdopodobnie będą one trwalsze, aniżeli w analogicznej sytuacji, kiedy jest mniejsza intensywność. Wtedy z kolei łatwiej o „złapanie” dynamiki już na samym początku rozgrywek, ale przypuszczalnie organizm zawodnika może wpaść w dołek formy fizycznej wcześniej niż w pierwszym przypadku.
Kiedy trener Berg zaczął rotować składem na mecz Superpucharu Polski z Zawiszą i wystawiał inny skład w lidze oraz w pucharach, to wielu ganiło Norwega, że stosuje zbyt dużą rotację. Kiedy jednak przypomnimy sobie, jak diametralnie zmieniła się dyspozycja Legii w meczach z Celtikiem w porównaniu chociażby do meczu z St. Patrick, to możemy dojść do wniosku, że nie były to przypadkowe ruchy ze strony szkoleniowca Legii. Ta rotacja pozwalała zawodnikom dochodzić do lepszej dyspozycji. Czas odpoczynku od zakończenia okresu przygotowawczego pracował na korzyść Legii. Zupełnie inaczej wygląda przykładowo sytuacja z Ruchem Chorzów, który praktycznie jednym składem występuje w lidze i w pucharach. Gra co trzy dni daje się mocno chorzowianom we znaki, chociaż z meczu na mecz wydaje się, że drużyna krok po kroku zaczyna prezentować się nieco lepiej. Z pewnością jednak brak rotacji sprawia, że czas regeneracji jest odpowiednio krótszy.
W związku z powyższym jestem bardzo ostrożny od stwierdzania, że zawodnik nie może być zmęczony na starcie rozgrywek, a rotacja nie służy zawodnikom. Oczywiście sam wynik w przeważającej mierze determinuje wiele opinii dotyczących zawodnika i drużyny. Trzeba jednak pamiętać, że w nowoczesnym podejściu do treningu nie ma miejsca na koncepcje typu „musi boleć” czy „cały czas masz z siebie dawać wszystko”. Dziś najważniejsze jest odpowiednie zaplanowanie procesu treningowego opartego na podstawach naukowych. Celem treningu jest fizjologiczne pobudzenie organizmu w taki sposób, by ten oczekiwane wyniki mógł osiągnąć we właściwym czasie. Nie da się jednak zaplanować szczytu możliwości tego samego zawodnika od początku do końca sezonu, bo zawsze musi mu się zdarzyć słabszy okres. Sztuka w tym, by było to najmniej odczuwalne dla całego zespołu.
Filip Surma
Dziennikarz NC+
Trener II klasy (UEFA A)
filipsurma@hotmail.com
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
07.08.2022
07.08.2022
Główka Paluszka metodą na wicemistrzów
05.08.2022
05.08.2022
Bez gola, bez błysku, bez punktów