TAK TO WIDZĘ: Wysoki pressing – łatwo powiedzieć, trudniej wykonać

24.09.2014
Do napisania dzisiejszego tekstu skłonił mnie mecz ostatniej kolejki w Bielsku Białej, w którym Podbeskidzie grało przeciwko Górnikowi Zabrze. Przed meczem, z mojej krótkiej rozmowy z trenerami obu zespołów: Leszkiem Ojrzyńskim i Robertem Warzychą wynikało, że oba zespoły będą chciały na początku meczu zastosować wysoki pressing.
W samym meczu wyglądało to raz lepiej, raz gorzej, ale niezależnie od tego myślę, że obu szkoleniowców w tym sezonie trzeba chwalić za to, w jaki sposób prowadzą swoje zespoły. Zarówno Górnik, jak i Podbeskidzie (pomimo sobotniej porażki) to jedne z pozytywnych niespodzianek tego sezonu.

Chciałbym wrócić jednak do samej istoty wysokiego pressingu, który polega na tym, że:

1) rywal nie jest w stanie skonstruować akcji, wskutek czego szybko traci posiadanie piłki na własnej połowie i tym samym nie stanowi zagrożenia dla naszej drużyny.

2) odbiór piłki na połowie rywala sprawia, że o wiele bliżej nam do bramki przeciwnika, dzięki czemu powinno być więcej okazji na zdobycie bramki.|

3) stosując wysoki pressing dajemy sygnał rywalowi, że nie tylko się go nie boimy – wręcz przeciwnie – chcemy sprawić, by to w głowach przeciwników wkradł się strach, niepewność i brak zdecydowania w grze. Dlatego napastnicy mają dobierać się do obrońców przeciwnika już pod ich polem karnym; za napastnikami mają podążać pomocnicy, którzy doskakują do najbliższego rywala, a obrońcy nie stoją na szesnastym czy trzydziestym metrze od własnej bramki, tylko jednocześnie skracają za pomocnikami pole gry do linii środkowej i pilnują najbliższych przeciwników. Z kolei bramkarz pełni funkcję libero, asekurując przedpole. Wszystko po to, aby nie dać odetchnąć ani na chwilę przeciwnikowi.

Zdaję sobie sprawę, że o wiele łatwiej jest o tym pisać i mówić, a o wiele trudniej wprowadzać w życie na boisku. Oczywiście po to jest trening. Trudność w stosowaniu wysokiego pressingu polega jednak nie tylko w umiejętnym przekonaniu i nauczeniu zawodników, gdzie mają poruszać się po boisku, ale również w przygotowaniu ich organizmów do spełniania postawionych zadań, bowiem takie działania kosztują zawodników bardzo dużo energii.

Agresywny doskok, sprint do rywala, skracanie pola gry czy ściganie się z napastnikiem przez 40 metrów po długim podaniu – wymagają potężnej dawki energii, której zapasy bardzo szybko się wyczerpują! Wysoki pressing najlepiej, gdy trwa nie dłużej niż pierwsze 5-7 sekund, ponieważ wówczas organizm zawodnika korzysta z najmocniejszego źródła energii. Po tym czasie w organizmach zawodników związek chemiczny nazywany w skrócie ATP (jedyne, bezpośrednie źródło energii) oraz fosfokreatyna, która  pozwala na odbudowę tegoż ATP, po prostu się wyczerpują. Dopiero chwilowy odpoczynek umożliwia regenerację czyli nic innego, jak odbudowę ATP.  Gdy zawodnicy nie są w stanie odebrać piłki, czas stosowania wysokiego pressingu może się wydłużyć. Dla zawodnika to najgorsza informacja, ponieważ im dłużej biegamy z maksymalną intensywnością, tym gromadzący się kwas mlekowy sprawia, że organizm zaczyna gwałtownie się męczyć.

Po 30-40 sekundach pracy na maksymalnych obrotach potrzeba kilku minut odpoczynku, aby dojść do siebie i przywrócić pełną dyspozycję. W skrócie, im dłużej trwa wysoki pressing, tym maleje intensywność biegu, a co za tym idzie maleje jego skuteczność. Często wypowiadane zatem, tu i ówdzie, piłkarskie powiedzenie: nie da się grać całego meczu wysokim pressingiem właśnie w tym ma swoje uzasadnienie.

W powyższym akapicie ukryte jest jednak całe sedno wysokiego pressingu. Odpoczynek i długość jego stosowania. Można oczywiście na początku meczu starać się zaskoczyć rywala wysokim pressingiem. Strzelić gola, wycofać się na własną połowę i czekać. Tak często bywa. Pytanie, co się dzieje, gdy nie uda nam się zdobyć bramki albo po chwili ją stracimy? A co w sytuacji, gdy przeciwnik również stosuje wysoki pressing? Wróćmy zatem do podstawowej kwestii, czyli odpoczynku i czasu stosowania wysokiego pressingu. Co zrobić, aby zespół mógł odpoczywać relatywnie więcej niż przeciwnik? Kluczem jest posiadanie piłki. Im jest jego więcej, tym większe szanse na skuteczny pressing. Zwłaszcza na wysoki pressing. Mając na względzie utrzymywanie się przy piłce chodzi tu o umiejętność wymiany podań i zmiany strony gry w sytuacji, gdy chce ją nam za wszelką cenę odebrać przeciwnik. Taki obraz gry ma miejsce najczęściej właśnie na połowie rywala. I wtedy też po stracie piłki wysoki pressing ma największy sens, ponieważ zawodnicy po prostu są „wysoko” ustawieni; po prostu już „tam” są. Nie potrzebują przemierzać dużych odległości wychodząc za każdym razem z własnej połowy. Takim modelowym przykładem skutecznego stosowania wysokiego pressingu i utrzymywania się przy piłce był zespół Barcelony prowadzony przez Pepa Guardiolę.

Kwestia umiejętnego utrzymywania się przy piłce jest zatem sprawą kluczową. Z nią bowiem wiąże się również kolejne ryzyko stosowania wysokiego pressingu z punktu widzenia taktyki. Polega ono na tym, że zespół angażując wszystkie swoje formacje na połowę rywala odkrywa niemal pół boiska wolnej przestrzeni. Wtedy czasami nawet przypadkowa – jak to się mówi w żargonie piłkarskim – „dzida” do przodu może sprawić, że przeciwnik wyjdzie sam na sam z naszym bramkarzem… Ale cóż, taki jest urok tej gry. Nie ma złotego przepisu na wygrywanie. I bardzo dobrze.    


Filip Surma
trener II klasy (UEFA A)
dziennikarz NC+
filipsurma@hotmail.com

 
źródło: SportSlaski.pl

Przeczytaj również