TAK TO WIDZĘ: Ruch będzie jutro wizytówką polskiej piłki nożnej

27.08.2014
Już jutro Ruch stanie przed historyczną szansą awansu do fazy grupowej Ligi Europy. Czy komuś się to podoba, czy nie – Ruch (obok Legii) jest w tym sezonie wizytówką polskiej piłki nożnej. Tym bardziej, że jest to zespół złożony praktycznie z polskich zawodników. Takie zdarzenia trzeba umieć docenić i z nich się cieszyć.
Do dziś słychać przy ulicy Cichej echa słów Marcina Mięciela, który ironicznie kpił z ewentualnych występów Ruchu w europejskich pucharach. Po pokonaniu duńskiego Esbjerga wszyscy w Chorzowie kpią... tyle, że z Marcina Mięciela. Po raz kolejny piłka nożna udowodniła, że potrafi zaskoczyć niejednego znawcę. Awans do IV rundy Ligi Europy jest tego najlepszy dowodem. W XXI wieku tak daleko chorzowianom nie udało się jeszcze dojść.

Dwumecz z Metalistem Charków ma niecodzienne okoliczności. Ruch nie mógł rozgrywać meczów u siebie z powodu problemów z murawą, Metalist nie może grać w Charkowie z powodu niemożliwości zapewnienia bezpieczeństwa. To, że jutrzejszy mecz odbędzie się w Kijowie jest dla Ruchu czynnikiem sprzyjającym. Na wielkim tysięczniku najprawdopodobniej pojawi się mała liczba widzów, co – miejmy nadzieję – sprawi, że na stadionie nie będzie atmosfery właściwej dla meczu piłki nożnej. Oczywiście w Charkowie nikt sobie nie wyobraża, aby wicemistrz Ukrainy nie wszedł do fazy grupowej. Tyle, że w Esbjergu było podobnie…

Ruch w tym sezonie zrobił już naprawdę sporo. Tym bardziej, że cały czas gra praktycznie jednym składem. I to jest jednocześnie największą zaletą, jak również największą wadą Niebieskich. Futbol często jest grą paradoksów. Z jednej strony zgranie zespołu, z drugiej brak świeżości i pierwiastka zaskoczenia przeciwnika.

Ruchowi do awansu do fazy grupowej Ligi Europy wystarczy bramkowy remis, niemniej – zdania nie zmienię – będzie to graniczyło z cudem. Gdyby Ruch zagrał tak, jak pierwszy kwadrans z Lechem Poznań, to o wynik meczu byłbym spokojniejszy. Fakty są jednak takie, że ciągłe granie tym samym składem w krótkim okresie powoduje, że organizm zawodnika potrzebuje więcej czasu na regenerację i tym samym szybciej się męczy. Widać to dobrze, w drugich połowach meczów Ruchu, kiedy drużyna skupia się już na głębokiej defensywie i nie jest w stanie przejąć piłki w swoje posiadanie czy też wyprowadzać szybkich akcji. Dlatego też trzymam kciuki za Ruch i za cud – niech się zdarzy w Kijowie.

W piłce nożnej apetyt zawsze rośnie w miarę jedzenia. Często brakuje refleksji nad tym, co się osiągnęło. Ruch osiągnął już bardzo wiele. Takie podejście w moim przekonaniu jest lepsze, aniżeli hasła – „teraz możemy przejść do historii”. Biorąc to pod uwagę, Ruch nie musi już niczego udowadniać, tylko może pokazać się z jak najlepszej strony. Chciałbym, aby ta mała różnica między „musi” a „może” była widoczna na boisku w postaci większego luzu i spokoju w utrzymaniu się przy piłce. To będzie klucz w meczu rewanżowym. Od pierwszego gwizdka sędziego na stadionie w Kijowie, czas będzie pracował na korzyść drużyny Jana Kociana.


Filip Surma
Dziennikarz NC+
Trener II klasy (UEFA A)
filipsurma@hotmail.com
źródło: SportSlaski.pl

Przeczytaj również