TAK TO WIDZĘ: Równanie z wieloma niewiadomymi

16.07.2014
To już ostatnie godziny okresu przygotowawczego. Niebawem polskie zespoły wystartują w europejskich pucharach oraz w naszej ekstraklasie. Przekonamy się, kto wykorzystał najlepiej letnią przerwę w rozgrywkach.
Nie ma jednak co ukrywać, że ten czas jest trudny nie tylko dla zawodników, ale przede wszystkim dla trenerów. To oni musieli dokonać odpowiednich wyborów – postawić na zawodnika X, Y lub Z oraz zaplanować w sposób właściwy czas przygotowań. Okres przygotowawczy przypomina mi trochę równanie z wieloma niewiadomymi.

W mojej dotychczasowej pracy brałem udział w kilku okresach przygotowawczych u boku takich trenerów, jak: Wojciech Stawowy, Orest Lenczyk, Rafał Ulatowski, Marek Wleciałowski, Tomasz Kafarski. Każdy z trenerów miał swoją wizję przeprowadzenia zespołu przez ten okres, każdy z nich tworzył sobie swoją kadrę współpracującą. Dotychczas udało mi się korzystać z doświadczeń dr Wielkoszyńskiego, prof. Chmury czy prof. Jastrzębskiego. Decydujący głos jednak zawsze należał do Pierwszego Trenera. To na nim spoczywał ciężar tego, by drużyna była optymalnie przygotowana do rozgrywek.

Często ocenia się drużynę już po pierwszych rozegranych zawodach. Bardzo szybko wyrabia się wówczas opinię, że zespół albo jest bardzo dobrze przygotowany do rozgrywek, albo bardzo źle.  Tymczasem z punktu widzenia pierwszego trenera i kadry trenerskiej czas przygotowań do sezonu to proces adaptacji do 90-minutowego wysiłku, z tą jednak uwagą, że przygotowanie szczytowej formy nie zawsze  jest równoznaczne z pierwszym meczem. Wszystko zależy od cyklu przygotowań, od planów treningu, od periodyzacji obciążeń. Dla wielu trenerów właściwa forma sportowa zawodnika ma przyjść na dalszą część sezonu. Dla innego trenera z kolei już pierwszy mecz ma być wykładnikiem przepracowanego okresu przygotowawczego. Bywa, że zespół rozpoczyna sezon słabo, ale z meczu na mecz będzie się rozkręcał i wspinał w górę tabeli. To, co jednak jest charakterystyczne dla zespołów w tym czasie, to nakładające się zmęczenie, a nawet przemęczenie zawodników. To niejako wchodzenie na szczyty swoich możliwości po to, aby później można było podczas sezonu wielokrotnie wchodzić na przetarte już szlaki. Oczywiście nie wolno zapominać, że na swoją dyspozycję zawodnik pracuje non-stop. Budowanie formy to proces nieustannego dbania o siebie. To czas treningu, odpoczynku i właściwego odżywiania się.

Nie napiszę żadnej nowości, stwierdzając, że jednym z fundamentów gry w piłce nożnej na wysokim poziomie jest odpowiednie przygotowanie fizyczne, czyli w skrócie posiadanie przez zawodnika rozwiniętych zdolności motorycznych, takich jak siła, szybkość czy wytrzymałość. Tu oprócz samego treningu istotną rolę odgrywa również sama selekcja. Do dziś pamiętam słowa dr Wielkoszyńskiego, który sprawdzając różnych zawodników przy pomocy testu PWC 170 mawiał czasem, że ktoś ma wydolność urzędnika i do sportu niestety, ale się nie nadaje.

Jest też dzisiaj czymś naturalnym, że w klubach piłkarskich asystentami trenera są osoby, których zadaniem jest pomaganie w przygotowaniu fizycznym zespołu, grupy piłkarzy lub każdego z osobna. Nie można jednak powiedzieć, że za przygotowanie fizyczne odpowiada trener przygotowania fizycznego (motorycznego). To Pierwszy Trener jest odpowiedzialny od początku do końca za kompleksowe przygotowanie drużyny (w tym m.in. za przygotowanie fizyczne), natomiast trener przygotowania fizycznego jako jeden z jego pomocników, pomaga mu realizować plan treningowy. Wynika to z prostego faktu, że cały trening ma wpływ na motoryczność zawodnika, a nie tylko wydzielony blok poświęcony np. kształtowaniu mocy tlenowej, wytrzymałości siłowej czy siły maksymalnej. Każda gra treningowa, każde ćwiczenie „strzeleckie” ma określony czas trwania, długość przerw wypoczynkowych i intensywność. Tym samym wywołuje określone skutki w organizmie zawodnika. Co więcej, nawet sama kolejność aktywizowania systemów energetycznych zawodnika podczas treningu już może mieć wpływ na jego dyspozycję.

Na poziomie jednej jednostki treningowej widać, jak wiele zależy od jej właściwego ułożenia. Tym bardziej ma to znaczenie, kiedy te jednostki nakładając się na siebie utworzą konkretny mikrocykl. I tu przed Pierwszym Trenerem pojawiają się kolejne tematy: w jaki sposób nakładać na siebie akcenty treningowe, kiedy nałożyć na zawodnika większe obciążenie, a kiedy pozwolić organizmowi na większy odpoczynek, czy w danych tygodniu położyć nacisk na wytrzymałość, czy na szybkość, pamiętając, że najistotniejszym elementem jest jednak trening z piłką, a nie bez niej. Seria mikrocykli tworzy z kolei większy makrocykl, który opisuje niejako wykonaną pracę zawodnika w danym okresie. W tym miejscu pojawia się kwestia kontroli treningowej, czyli testów i pomiarów, które pokażą trenerowi, czy drużyna – pisząc kolokwialnie – „idzie” pod względem fizycznym do góry, czy w dół.

W skrócie – Pierwszy Trener łatwo nie ma, ale… nikt nie mówił, że będzie łatwo. Trenowanie organizmu to wielka sztuka. Często o najlepszych piłkarzach mówi się, że są artystami, kiedy ci potrafią z piłką zrobić na boisku niemal wszystko. Rzadko te słowa kieruje się wobec trenerów, a w moim przekonaniu Ci najwięksi trenerzy są właśnie twórcami. Potrafią zaplanować trening w taki sposób, by ten pomagał zawodnikom podnosić swoje umiejętności.

Ciekawą rzecz przeczytałem o Mourinho, w książce, o której wybitny trener mówi, że to „jedyna prawdziwa książka o mnie”. Otóż, […] w koncepcji przygotowania fizycznego za którą odpowiada Portugalczyk nie ma miejsca na… trenera przygotowania fizycznego. Są natomiast trenerzy-asystenci, którzy pomagają JM w wykonywaniu jego planu. Nie ma teczek z ćwiczeniami siłowymi, szybkościowymi i wytrzymałościowymi. Nie ma danych wskazujących na czas trwania ćwiczeń, ich intensywność albo liczby powtórzeń. Co więcej, Mourinho uważa „biblię” studentów edukacji fizycznej i sportu autorstwa Lwa Matwiejewa za jedną z najgorszych. Ten rosyjski profesor mający obsesję na punkcie metodologii, wymyślił periodyzację treningu. Treningi Jose Mourinho wyglądają dokładnie odwrotnie, niż głosi ta teoria. Mourinho trenuje tylko te sytuacje meczowe, które najbardziej go interesują, mając na uwadze odzyskiwanie sił po ostatnim meczu, progres i rotacje […]

Być może na tym polega właśnie geniusz Mourinho. Pracuje inaczej. Dostrzega coś, na co inny nie zwraca uwagi, bądź wydaje mu się to nie do pomyślenia. Płynie pod prąd. Jest Artystą w swoim fachu, nadając swojej koncepcji treningu niepowtarzalny charakter.

Każdy trener ma swoją filozofię. Każdy szuka najlepszej drogi i złotego środka. Najważniejsze w tym zawodzie to chyba być wiernym swoim przekonaniom i jednocześnie otwierać swój umysł na nowe horyzonty. Truizmem jest pisać, że doświadczenie wzbogaca warsztat trenera, ale w pracy szkoleniowca jest coś z powiedzenia, że podróże kształcą, zwłaszcza wykształconych.


Filip Surma
Dziennikarz NC+
Trener II klasy (UEFA A)
filipsurma@hotmail.com
źródło: SportSlaski.pl

Przeczytaj również