TAK TO WIDZĘ: Legia wykorzystała problemy Piasta z asekuracją prawej strony

26.03.2014
Piast Gliwice nie wytrzymał naporu mistrza kraju i stracił decydującą bramkę w ostatniej minucie meczu. Ambitnie grający gliwiczanie byli bliscy sprawienia niespodzianki, ale przez większość meczu mieli problemy z asekuracją prawej strony.
Po zwycięstwie nad Ruchem w Chorzowie, które przerwało serię sześciu meczów bez wygranej Piasta, trener Marcin Brosz nic nie zmienił w wyjściowej jedenastce. Podobnie uczynił szkoleniowiec Legii Henning Berg posyłając przy Okrzei ten sam skład, który rozpoczął rywalizację przeciwko Wiśle w zremisowanym meczu 2-2.

Plan Piasta.
Od pierwszej minuty tempo meczu było żywe. Piast starał się bronić w średnim pressingu i zamykać Legię w bocznych sektorach boiska. Po odbiorze piłki gospodarze nie rozgrywali piłki krótkimi podaniami. Wizytówką Piasta miały być szybkie kontrataki i długie podania do Wojciecha Kędziory. Najbardziej wysunięty napastnik szukał sobie miejsca w wolnych strefach lub toczył w powietrzu pojedynki z Rzeźniczakiem i Dossą Juniorem w celu wywalczenia stałego fragmentu gry. Plan Piasta powiódł się w 10. minucie. Po rzucie wolnym i zamieszaniu w polu karnym Wilczek doszedł do zagrania Hanzela i skierował piłkę do bramki Legii. Sensacja wisiała w powietrzu…

Problem z asekuracją.
W pierwszej połowie uwydatnił się poważny problem w grze Piasta: asekuracja prawej strony boiska. Każda akcja lewoskrzydłowego Legii, Henrika Ojammy napędzała drużynę ze stolicy i wprowadzała nerwowość w szeregi gospodarzy.  Grający w Piaście na prawej obronie Mateusz Matras nie miał tego wieczoru lekkiego życia, przegrywając z o wiele szybszym Estończykiem. Ojamaa przedostawał się z piłką zarówno dryblując do linii, jak również do środka boiska. To, co jednak zwracało uwagę to w głównej mierze brak asekuracji prawego obrońcy i w ogóle prawej strony w zespole Piasta.  Co prawda Podgórski starał się pomagać Matrasowi tyle ile mógł, ale sam był zaangażowany w pojedynki z Tomaszem Brzyskim i też miał swoją „robotę” do wykonania. Asekuracja w pierwszej linii powinna - moim zdaniem - pochodzić od Nikiemy, ale Burkińczyk w większej mierze koncentrował się na wydłużaniu linii obrony niż wspieraniu Matrasa. Wilczek w defensywie wracał na pozycję półprawego środkowego pomocnika, ale miał za daleko, żeby móc wspierać bocznego obrońcę. Stąd też najczęściej asekuracji albo nie było albo schodził do boku Horvath. Tyle że słowacki stoper też musiał pilnować swojego miejsca w centrum bramki… W efekcie każdy wygrany pojedynek Ojammy z Matrasem często otwierał przed tym pierwszym duże pole manewru.



1-1.
Wyrównującą bramkę Legia zdobyła trochę przypadkowo. Najpierw piłkę stracił Nikiema, a później Duda uderzył tak niefortunnie dla Szumskiego, że piłka odbiła się jeszcze od nogi Polaka i przelobowała zdezorientowanego bramkarza Piasta. Biorąc jednak pod uwagę napór Legii i akcje Ojammy, gol zdobyty w 42. minucie udokumentował wysiłki gości.

Obrona strefowa Piasta.
W drugiej połowie Piast bronił się dzielnie do… ostatniej minuty. Dobrą zmianą okazało się wejście na boisko Rubena Jurado, a z kolei po zejściu Nikiemy, trójkąt pomocników w środku pola tworzyli Murawski - Hanzel - Badia. Gdy wydawało się, że mecz zakończy się remisem, Legia znalazła lukę w prawej stronie Piasta. I znów o powodzeniu akcji zadecydowało w dużej mierze złe ustawienie Piasta w obronie strefowej. Wprowadzony na pozycję prawego pomocnika Szeliga zamiast odbudować ustawienie względem piłki i swoich partnerów, skoncentrował się na Brzyskim. To otworzyło Jodłowcowi korytarz do bramki Piasta. Środkowy pomocnik Legii znalazł podaniem Koseckiego, ten ograł Matrasa, a Dwaliszwili dopełnił formalności.



W grze defensywnej całego zespołu wyróżnia się dwa sposoby obrony dostępu do własnej bramki: obronę strefową i pressing. Umiejętne przechodzenie z jednej fazy do drugiej to sztuka trudna do opanowania. Mecz z Legią pokazał, że zespół trenera Brosza cały czas nad tym pracuje. Bo na tym m.in. polega ten zawód - na nieustannym doskonaleniu zachowań i reakcji drużyny oraz poszczególnych zawodników podczas posiadania lub (tak, jak w tym przypadku) braku piłki. 

Przegrać z Legią to nie wstyd. Jednak przegrana w ostatniej minucie musi mocno boleć. W piłce nie ma czasu na załamywanie. Trzeba wyciągnąć wnioski i przystąpić do następnego meczu z wiarą we własne możliwości. A tych Piastowi nie brakuje.


Filip Surma

Dziennikarz NC+

źródło: SportSlaski.pl

Przeczytaj również