"Tak łatwo chyba nigdy nie przegrałem"
27.10.2009
Niecodzienny przebieg miało spotkanie II ligi wschodniej pomiędzy Ruchem Wysokie Mazowieckie i GKS-em Jastrzębie. Gospodarze wygrali w wyjątkowych okolicznościach 4-2. - Wynik mógłby wskazywać, że przegraliśmy wysoko i bez walki. Tak jednak absolutnie nie było - zaznacza golkiper jastrzębian, Mateusz Sławik.
Już na początku meczu podopieczni Jerzego Wyrobka strzelili… "samobója". - Rzut wolny z bocznego sektora boiska, dośrodkowanie, zamieszanie w polu karnym i niefortunny strzał głową naszego obrońcy - opisuje całą sytuację bramkarz jastrzębian. To jednak nie podłamało zawodników GKS-u. Zdołali oni nie tylko odrobić straty, ale także objąć prowadzenie, które mogli jeszcze podwyższyć. - Mieliśmy trzy stuprocentowe sytuacje. Jedna bramka i byłoby po meczu - twierdzi Sławik.
Gdy do końca spotkania pozostawało kilka minut, rozpoczął się dramat Jastrzębia. - Strzał z 17 metrów i rykoszet. Ja wylądowałem w jednym rogu bramki, a futbolówka w drugim. To chyba podcięło nam skrzydła, bo bardzo chcieliśmy zwyciężyć. Remis nie byłby jednak złym wynikiem - uważa bramkarz mający za sobą występy w ekstraklasie.
Ruch poszedł za ciosem i zdobył jeszcze dwa gole, a GKS wrócił na Śląsk bez choćby "oczka". - To była chyba kwestia psychiki. Wkradło się jakieś załamanie. Zabrakło nam wiary i koncentracji do końca. Oddaliśmy za darmo punkty. Możemy mieć pretensje tylko do siebie, bo powinniśmy przynajmniej zremisować. Tak łatwo chyba nigdy nie przegrałem "wygranego" meczu - przyznaje Sławik. - Sprawdziła się stara zasada, że jak się nie dobije przeciwnika leżącego na łopatkach, to później się to mści. Nie możemy jednak się tym truć, tylko musimy wyciągnąć wnioski na przyszłość - podkreśla.
Już na początku meczu podopieczni Jerzego Wyrobka strzelili… "samobója". - Rzut wolny z bocznego sektora boiska, dośrodkowanie, zamieszanie w polu karnym i niefortunny strzał głową naszego obrońcy - opisuje całą sytuację bramkarz jastrzębian. To jednak nie podłamało zawodników GKS-u. Zdołali oni nie tylko odrobić straty, ale także objąć prowadzenie, które mogli jeszcze podwyższyć. - Mieliśmy trzy stuprocentowe sytuacje. Jedna bramka i byłoby po meczu - twierdzi Sławik.
Gdy do końca spotkania pozostawało kilka minut, rozpoczął się dramat Jastrzębia. - Strzał z 17 metrów i rykoszet. Ja wylądowałem w jednym rogu bramki, a futbolówka w drugim. To chyba podcięło nam skrzydła, bo bardzo chcieliśmy zwyciężyć. Remis nie byłby jednak złym wynikiem - uważa bramkarz mający za sobą występy w ekstraklasie.
Ruch poszedł za ciosem i zdobył jeszcze dwa gole, a GKS wrócił na Śląsk bez choćby "oczka". - To była chyba kwestia psychiki. Wkradło się jakieś załamanie. Zabrakło nam wiary i koncentracji do końca. Oddaliśmy za darmo punkty. Możemy mieć pretensje tylko do siebie, bo powinniśmy przynajmniej zremisować. Tak łatwo chyba nigdy nie przegrałem "wygranego" meczu - przyznaje Sławik. - Sprawdziła się stara zasada, że jak się nie dobije przeciwnika leżącego na łopatkach, to później się to mści. Nie możemy jednak się tym truć, tylko musimy wyciągnąć wnioski na przyszłość - podkreśla.
Polecane
II liga