Szkoleniowiec wicelidera ekstraklasy pamięta, gdzie się uczył
04.10.2011
Pracę w województwie śląskim Ojrzyński rozpoczął od Rakowa Częstochowa, którego objął w sierpniu 2008 roku. 15 czerwca 2010 roku został pierwszym szkoleniowcem Odry Wodzisław, w której pracował do września. 13 października podpisał kontrakt z Zagłębiem Sosnowiec. Tego lata zgłosiła się po niego Korona Kielce.
Śledzi pan losy zespołów, które w przeszłości prowadził?
- Oczywiście, bo to dzięki pracy w tych klubach dostałem szansę prowadzenia zespołu w ekstraklasie. Obserwuję, co się dzieje w Sosnowcu i Częstochowie. W Odrze nie obserwuję, bo z tego co wiem, to Odry chyba nie ma.
Zaczęli grę od C klasy.
- To wiem, ale to już nie jest ta Odra, która coś chciała profesjonalnego zrobić w piłce.
Najlepiej się dzieje w Częstochowie. W Rakowie trener Jerzy Brzęczek oraz prezes Krzysztof Kołaczyk działają z pasją i to przynosi efekty.
- Na pewno przynosi, bo tam są chłopcy, którzy już grali za mojej kadencji. Ja tam byłem ponad dwa lata. Gajos, Kowalczyk, Pluta, Mastalerz, Witczyk, Orzechowski wrócił... Zaraz wymienię 11. Plus jeszcze młodsi chłopcy, którzy doskakują. Tu nie ma innej możliwości. Muszą dawać radę w tej lidze.
Jednego gracza z Rakowa pan ma u siebie. To Artur Lenartowski.
- Mam i się cieszę z tego, bo już swoje mecze rozegrał. Pomagał drużynie zdobywać punkty. Na tym to ma polegać.
Trochę gorzej to wygląda w Sosnowcu. Tam też mieli ambicję, by budować mocny klub. Jak na razie są ogony tabeli...
- Szkoda. Tak bywa, jak się z pokorą nie podchodzi do życia, nie szanuje pewnych rzeczy. Bo jak ja byłem trenerem, jeśli chodzi o ten rok, kiedy zbudowałem drużynę po swojemu, to przegraliśmy tylko dwa mecze. U siebie nie zaznaliśmy porażki. A teraz widać, co się dzieje. Wtedy to było niedoceniane. Były nawet wyzwiska z trybun. Ubliżano mi i moim zawodnikom. No to teraz mogą sobie budować klub po swojemu. Na pewno złośliwie do tego nie podchodzę, bo bym chciał, żeby się utrzymali. Taki zespół nie zasługuje na grę w II lidze, tylko w I.
Rozmawiał Adrian Waloszczyk
Śledzi pan losy zespołów, które w przeszłości prowadził?
- Oczywiście, bo to dzięki pracy w tych klubach dostałem szansę prowadzenia zespołu w ekstraklasie. Obserwuję, co się dzieje w Sosnowcu i Częstochowie. W Odrze nie obserwuję, bo z tego co wiem, to Odry chyba nie ma.
Zaczęli grę od C klasy.
- To wiem, ale to już nie jest ta Odra, która coś chciała profesjonalnego zrobić w piłce.
Najlepiej się dzieje w Częstochowie. W Rakowie trener Jerzy Brzęczek oraz prezes Krzysztof Kołaczyk działają z pasją i to przynosi efekty.
- Na pewno przynosi, bo tam są chłopcy, którzy już grali za mojej kadencji. Ja tam byłem ponad dwa lata. Gajos, Kowalczyk, Pluta, Mastalerz, Witczyk, Orzechowski wrócił... Zaraz wymienię 11. Plus jeszcze młodsi chłopcy, którzy doskakują. Tu nie ma innej możliwości. Muszą dawać radę w tej lidze.
Jednego gracza z Rakowa pan ma u siebie. To Artur Lenartowski.
- Mam i się cieszę z tego, bo już swoje mecze rozegrał. Pomagał drużynie zdobywać punkty. Na tym to ma polegać.
Trochę gorzej to wygląda w Sosnowcu. Tam też mieli ambicję, by budować mocny klub. Jak na razie są ogony tabeli...
- Szkoda. Tak bywa, jak się z pokorą nie podchodzi do życia, nie szanuje pewnych rzeczy. Bo jak ja byłem trenerem, jeśli chodzi o ten rok, kiedy zbudowałem drużynę po swojemu, to przegraliśmy tylko dwa mecze. U siebie nie zaznaliśmy porażki. A teraz widać, co się dzieje. Wtedy to było niedoceniane. Były nawet wyzwiska z trybun. Ubliżano mi i moim zawodnikom. No to teraz mogą sobie budować klub po swojemu. Na pewno złośliwie do tego nie podchodzę, bo bym chciał, żeby się utrzymali. Taki zespół nie zasługuje na grę w II lidze, tylko w I.
Rozmawiał Adrian Waloszczyk
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
07.08.2022
07.08.2022
Główka Paluszka metodą na wicemistrzów
05.08.2022
05.08.2022
Bez gola, bez błysku, bez punktów