Szatałow dopiero w Polsce odkrył uroki Bożego Narodzenia

25.12.2009
Urodził się w dalekowschodnim Dalenogorsku w ZSRR. Z domu wyjechał do Doniecka jako nastolatek, aby odciążyć rodzinę i uczyć się gry w piłkę. Od 1992 roku jest już związany z naszych krajem.
Pierwszą Wigilię przeżył w 1993 roku, kiedy został zaproszony na wieczerzę przez kibica Amiki Wronki, w której wtedy występował. - Wchodzę do pokoju, a tu karp na stole, kapusta, pierogi. Absoluta nowość dla mnie. Dziś już sobie nie wyobrażam życia bez tego szczególnego dnia - przyznaje Jurij Szatałow, obecnie trener bytomskiej Polonii, spędzający święta w Poznaniu wraz z żoną Ludmiłą i synami.

- Na Dalekim Wschodzie obchodziliśmy tylko Nowy Rok. To właśnie w tym okresie dostaje się prezenty. Religijnych obchodów nie było. Dopiero jak się ożeniłem, dzięki rodzinie małżonki zetknąłem się z wiarą - tłumaczy i przyznaje, że bardzo przypadły mu polskie cechy, jak choćby szacunek do starszych czy też do zmarłych. Poza tym Szatałow dostrzegł różnice kulturowe jeśli chodzi o najmłodszych...

- W Rosju dzieciaki też się kocha, ale nie tak jak w Polsce. Bo u was w ogóle człowiek jest "miększy". Nie ma takiej walki w życiu, takiej agresji. W Rosji mężczyzna jest k... twardy, jak kamień! Ja też się taki czułem. Niczego się nie bałem. Często od razu do bójki się brałem. W wojsku - od pierwszego dnia! A u was facet nawet łzę czasem uroni. Ja się dopiero u was miękki zrobiłem - dodaje.
źródło: SportSlaski.pl / SPORT

Przeczytaj również