Święta niczego nie zmieniły. Zawodnicy Ruchu grzeszą skutecznością

08.04.2010
Napastnicy z Cichej w dwóch meczach zmarnowali tyle sytuacji, że to może odbić się na ich psychice. Arkadiusz Piech był niepocieszony po meczu z Pogonią. - Jestem zły na siebie - mówił.
Piłkarz pozyskany zimą wchodzi z ławki i wnosi sporo ożywienia w poczynania Ruchu. Z Pogonią pojawił się jeszcze w pierwszej połowie, bo kontuzji doznał Marcin Zając. Mógł zostać bohaterem, miał dwie wyborne okazje, aby strzelić bramki. Nie udało się. Pudłowali również jego koledzy (m.in. Łukasz Janoszka, Wojciech Grzyb, Rafał Grodzicki). - Niebywałe, żeby mieć tyle stuprocentowych sytuacji na własnym terenie i nie wygrać - dziwił się Artur Sobiech.

- Gorzej byłoby, gdybyśmy nie mieli tych okazji. Teraz mamy powód do przemyśleń, dlaczego nie udało się wykorzystać tych, które sobie stworzyliśmy. Bo jak policzymy sytuacje ze Śląskiem i z Pogonią, to było ich naprawdę sporo - wskazał trener Waldemar Fornalik.

Pytanie, czy chorzowskie "działa" nie zatną się na dobre, bo napastnikom z każdym takim meczem będzie się zapewne grało trudniej? - Nie zaszkodzi nam to. Musimy solidnie potrenować i wykazać się w następnym meczu większą skutecznością - odpowiada Sobiech, a kciuki za napastników trzymają koledzy. - Liczymy, że się szybko przełamią - dodaje Grodzicki.

Na pocieszenie jeszcze w tym miesiącu do gry powinien wrócić Andrzej Niedzielan. Inna sprawa, że badania mają wskazać, czy na Odrę wykuruje się kontuzjowany Marcin Zając.
autor: Krzysztof Kubicki

Przeczytaj również