Świątek: Nerwówka w końcówce? To normalne w Gliwicach

10.05.2012
Piast znów wygrał, znów dominował, znów stworzył sobie sporą przewagę, którą powolutku roztrwaniał, ale, znów, ostatecznie zadowolił swoich fanów. Czy nerwowe końcówki meczów są wkalkulowane w grę?
- Tych nerwówek nie da się uniknąć, bo to Gliwice. Ale czy komuś się nie podobało? Mi na przykład bardzo. Znów pada pięć goli, Piasto dopisuje trzy punkty. Tylko się cieszyć! - mówi z uśmiechem Adrian Świątek.

Po wczorajszym zwycięstwie nad Dolcanem Ząbki, napastnik uważa, że takie widowisko jest zdecydowanie lepsze dla fanów zgromadzonych przy Okrzei.

- Jestem zdania, że lepsze takie mecze, niż te, w których kibice oglądają dwie sytuacje i jednego gola. Wtedy to można się zanudzić, a kiedy gramy, jak gramy, kibic nie powinien narzekać na dawkę adrenaliny - dodaje asystent przy pierwszym golu we wczorajszym spotkaniu.

Mimo pojawienia się od pierwszej minuty, Świątek na drugą połowę już nie wybiegł. Co spowodowało, że został zmieniony? - Szczerze mówiąc, nie wiem skąd wynikła ta zmiana. Była to decyzja trenera, niespowodowana żadnym urazem. Mogłem zagrać lepiej, ale ogólnie było dobrze - zaznacza.

Więc o zdanie został poproszony wspomniany trener Marcin Brosz. - Adrian rozegrał dobre zawody, ale dokonałem zmiany taktycznej. Wprowadziłem Tomka Podgórskiego, więc nie wydaje mi się, żeby była w tym większa sensacja. Obaj zawodnicy wywiązali się z poleceń bardzo dobrze, a jesteśmy drużyną - skomentował zmianę szkoleniowiec.

Piast w końcówkach meczów wygląda, jakby opadł z sił. Czy podobne zdanie, co obserwatorzy, mają piłkarze? - Czy opadamy z sił? Nie patrzyłbym na to w ten sposób. Raczej wydaje mi się, że zespoły, które do nas przyjeżdżają, pod koniec już nie kalkulują i rzucają się na nas wszystkimi siłami. My jednak jesteśmy w stanie to przetrwać i zgarnąć komplet punktów, a to się liczy - tłumaczy "Święty".

Świątek po tym meczu ma na koncie 4 asysty i 4 gole. W klasyfikacji kanadyjskiej zgromadził w tym sezonie 8 punktów, co daje mu 5. miejsce, dzieląc je z Rudolfem Urbanem.
autor: Dawid Jenczmyk

Przeczytaj również