Strzelił gola, w nagrodę wzięli go "na barana"
10.08.2009
Zespół Zagłębia po łatwym zwycięstwie w zaległym meczu ze Ślęzą, w starciu z Unią Janikowo musiał się mocno napracować. Kto wie, jakim wynikiem zakończyłby się ten mecz, gdyby nie kapitalny strzał Bodzionego, który w 69 minucie przymierzył zza pola karnego i piłka wylądował w górnym rogu bramki Unii.
"Kieszonkowy” pomocnik Zagłębia, który trafił na Ludowy jeszcze gdy sosnowiczanie grali w ekstraklasie, zarówno w pierwszym sezonie, jak i podczas ubiegłorocznych rozgrywek nie zachwycał. Od początku bieżącego imponuje jednak formą i w każdym ze spotkań należał do wyróżniających się postaci. Widać, że piłkarz znacznie lepiej czuje się jako defensywny pomocnik, a nie ten, który ma kierować grą. - Wiem, że nie wszyscy doceniali grę Krzyśka. Ten chłopak jak nikt w tej drużynie zasłużył na bramkę. Cieszę się, że wreszcie udało mu się ją strzelić. To taki nasz "mały” Radosław Sobolewski. W destrukcji odwala kawał dobrej roboty. Ma wiele odbiorów, do tego świetnych podań. No i ta bramka, która dopełniła całość - chwalił po meczu swojego piłkarza trener Pierścionek.
Bodziony już przed spotkaniem czuł, że może się wpisać na listę strzelców. - W szatani powiedziałem do Marcina Lachowskiego, że strzelę bramkę, po której będzie mnie musiał wziąć na barana. Słowa dotrzymał - śmiał się gracz Zagłębia. - Lubię prowadzić piłkę i rozgrywać. Trener jednak widzi dla mnie trochę inną rolę. Na początku meczu biegałem w środku z Tomkiem Szatanem, potem z Marcinem Lachowskim. Najważniejsze, że wygrywamy. Pewnie, że gdy mam okazję, to uderzam z dystansu. Zaliczyłem piękną bramkę. Aż sam się zdziwiłem. Na treningach takie rzeczy się zdarzają, ale na meczach rzadko. W zespole panuje fajna atmosfera. Rywalizacja jest spora, ale nie ma z tego powodu "kwasów”. Zaczęliśmy dobrze, oby tak dalej - dodał Bodziony.
"Kieszonkowy” pomocnik Zagłębia, który trafił na Ludowy jeszcze gdy sosnowiczanie grali w ekstraklasie, zarówno w pierwszym sezonie, jak i podczas ubiegłorocznych rozgrywek nie zachwycał. Od początku bieżącego imponuje jednak formą i w każdym ze spotkań należał do wyróżniających się postaci. Widać, że piłkarz znacznie lepiej czuje się jako defensywny pomocnik, a nie ten, który ma kierować grą. - Wiem, że nie wszyscy doceniali grę Krzyśka. Ten chłopak jak nikt w tej drużynie zasłużył na bramkę. Cieszę się, że wreszcie udało mu się ją strzelić. To taki nasz "mały” Radosław Sobolewski. W destrukcji odwala kawał dobrej roboty. Ma wiele odbiorów, do tego świetnych podań. No i ta bramka, która dopełniła całość - chwalił po meczu swojego piłkarza trener Pierścionek.
Bodziony już przed spotkaniem czuł, że może się wpisać na listę strzelców. - W szatani powiedziałem do Marcina Lachowskiego, że strzelę bramkę, po której będzie mnie musiał wziąć na barana. Słowa dotrzymał - śmiał się gracz Zagłębia. - Lubię prowadzić piłkę i rozgrywać. Trener jednak widzi dla mnie trochę inną rolę. Na początku meczu biegałem w środku z Tomkiem Szatanem, potem z Marcinem Lachowskim. Najważniejsze, że wygrywamy. Pewnie, że gdy mam okazję, to uderzam z dystansu. Zaliczyłem piękną bramkę. Aż sam się zdziwiłem. Na treningach takie rzeczy się zdarzają, ale na meczach rzadko. W zespole panuje fajna atmosfera. Rywalizacja jest spora, ale nie ma z tego powodu "kwasów”. Zaczęliśmy dobrze, oby tak dalej - dodał Bodziony.
Polecane
II liga