Stracili w śnieżycy Andrzeja Niedzielana. I to do końca sezonu!
08.03.2010
Niedzielan cieszył się przed wznowieniem rozgrywek, że całą zimę przepracował bez kontuzji. Piłkarz był w wysokiej formie. Niewiele brakowało, aby w sobotę strzelił Zagłębiu gola. Swojego pierwszego tej wiosny. Dogrywał mu piłkę Artur Sobiech. Za mocno jednak i stuprocentowa szansa została zmarnowana. Dwie minuty później doszło do dramatycznego starcia Niedzielana z Łukaszem Hanzelem. Pomocnik Zagłębia najpierw trafił gracza "Niebieskich" łokciem, a po chwili obaj zawodnicy zderzyli się głowami. I to drugie starcie sprawiło, że "Wtorek" złamał kość jarzmową z przemieszczeniem.
Zobacz feralne zdarzenie z meczu Ruchu z Zagłębiem >
- Fatalna kontuzja - westchnął Wojciech Grzyb, będący blisko całej sytuacji. - Hanzel nie zachował należytej ostrożności. Nie miał szans, aby wygrać tę piłkę. Niestety, nie dość, że przegraliśmy, to jeszcze straciliśmy Andrzeja - dodał, nie wiedząc, że drużyna z Chorzowa bez Niedzielana najpewniej będzie musiała sobie radzić aż do końca sezonu.
- Chcieliśmy wygrać i dedykować mu ten komplet punktów - przyznał Rafał Grodzicki. Nie wyszło, bo najpierw cały blok defensywny popełnił prosty błąd, a potem nasiliły się opady śniegu. - Nasza gra siadała wraz z pogorszeniem aury. Koledzy z ataku mieli pretensje, że im szybciej nie dogrywamy, ale proszę wierzyć, ze trudno ich było dojrzeć - tłumaczył "Grodek". Podobne problemy miał Grzyb. - Nie widziałem kto ma piłkę po drugiej stronie boiska. Niemniej warunki dla obu zespołów były takie same - przytomnie zauważył i dodał: - Musimy przełknąć tę gorzką pigułkę i szybko się podnieść.
Dodajmy, że działacze Ruchu zapewniali, że podgrzewana murawa była włączona już od dłuższego czasu, lecz z taką śnieżną nawałnicą po prostu sobie w sobotę nie poradziła.
Zobacz feralne zdarzenie z meczu Ruchu z Zagłębiem >
- Fatalna kontuzja - westchnął Wojciech Grzyb, będący blisko całej sytuacji. - Hanzel nie zachował należytej ostrożności. Nie miał szans, aby wygrać tę piłkę. Niestety, nie dość, że przegraliśmy, to jeszcze straciliśmy Andrzeja - dodał, nie wiedząc, że drużyna z Chorzowa bez Niedzielana najpewniej będzie musiała sobie radzić aż do końca sezonu.
- Chcieliśmy wygrać i dedykować mu ten komplet punktów - przyznał Rafał Grodzicki. Nie wyszło, bo najpierw cały blok defensywny popełnił prosty błąd, a potem nasiliły się opady śniegu. - Nasza gra siadała wraz z pogorszeniem aury. Koledzy z ataku mieli pretensje, że im szybciej nie dogrywamy, ale proszę wierzyć, ze trudno ich było dojrzeć - tłumaczył "Grodek". Podobne problemy miał Grzyb. - Nie widziałem kto ma piłkę po drugiej stronie boiska. Niemniej warunki dla obu zespołów były takie same - przytomnie zauważył i dodał: - Musimy przełknąć tę gorzką pigułkę i szybko się podnieść.
Dodajmy, że działacze Ruchu zapewniali, że podgrzewana murawa była włączona już od dłuższego czasu, lecz z taką śnieżną nawałnicą po prostu sobie w sobotę nie poradziła.
Polecane
Ekstraklasa