Stracił pół roku, chce się odbudować w Ruchu Chorzów

05.09.2011
- Jestem jeszcze na tyle młodym, a zarazem doświadczonym zawodnikiem, że mogę pograć w piłkę na dobrym poziomie przez kilka lat - przekonuje 29-letni Rafał Grzelak. 10 lat temu uchodził za wielki talent.
Kto wie, jak potoczyłaby się kariera Grzelaka, gdyby nie Antoni Ptak? Lewonożny zawodnik był jednym z najbardziej utalentowanych graczy z reprezentacji Polski U-18, która zdobyła mistrzostwo Europy w 2001 roku. W tym samym roku trafił po raz pierwszy do Ruchu Chorzów. Grzelak przy Cichej radził sobie całkiem dobrze. Był podstawowym zawodnikiem "Niebieskich". Strzelił trzy bramki.

- Spędziłem wtedy w Chorzowie niecały rok, krótko, bo byłem wypożyczony przez Antoniego Ptaka, a on rzucał mnie między różnymi klubami. Niemal wszystko się w Chorzowie w międzyczasie zmieniło. Jedynym zawodnikiem, który był wtedy w kadrze i znajduje się w niej obecnie, jest Marek Szyndrowski. Cóż, trudno, aby Krzysiek Bizacki czy Mariusz Śrutwa nadal grali w ekstraklasie - opowiada dzisiaj.

Z Ruchu trafił do niemieckiego Duisburga. Prezentował się dobrze, wzbudził zainteresowanie innych niemieckich klubów, lecz Ptak żądał za niego milionów. Dlatego wrócił do Polski. Wreszcie wyjechał do Portugali. Grał w Boaviście Porto i to wtedy uwolnił się od Ptaka. - To był bardzo dobry moment w mojej karierze - przyznaje i żałuje, że musiał się z tym klubem rozstać. - O moim odejściu zadecydowały kwestie poza sportowe. Boavista wpadła w problemy finansowe. Kiedy do niej przychodziłem, to grała w Pucharze UEFA. Ktoś zrobił dziwne kroki i teraz jest w III lidze. Nim spadła tak nisko, zgodziła się na mój transfer do greckiej Skody, dzięki czemu jeszcze zarobiła na mnie - tłumaczy.



- I pierwsze pół roku było naprawdę udane. Potem zostałem wypożyczony do Rumuni. Były tam fajne chwile, kiedy uważałem, że Steaua Bukareszt to na tyle dobry klub, że może się liczyć na arenie europejskiej. Napotkałem jednak na problemy i różne dziwne sytuacje. Zaszkodził mi przede wszystkim derbowy mecz z Dinamo, który przegraliśmy 1-4 - wspomina. Prezes Steauy, Gigi Becali, stwierdził, że Grzelak wziął się chyba z cyrku. Polak nie pozostał dłużny w jednym z prasowych wywiadów, co skończyło jego przygodę w Bukareszcie.

Przed rokiem wrócił do Polski. Do rodzinnej Łodzi, a dokładnie do Widzewa. Problem w tym, że wiosną zagrał w ledwie dwóch meczach. - Nie chcę się nad tym rozwodzić, bo moja odpowiedzieć może zostać odebrana jako skarga, i zabrzmieć negatywnie. Fakty są takie, że na 30 meczów w żadnym nie rozegrałem pełnych 90 minut. Raz tylko w sparingu grałem od pierwszej do ostatniej minuty. Nie chcę już wracać do tych chwil - zaznacza. Dzisiaj chce przekonać Waldemara Fornalika, że warto było mu pomóc.

- Słyszałem o tym, że Chorzów to dobre miejsce, by się odbudować. Dobrym przykładem był Andrzej Niedzielan - wskazuje.
autor: Krzysztof Kubicki

Przeczytaj również