Spadnie przynajmniej jeden klub, który prowadził...
15.05.2010
Poza Wieczorkiem trudne chwile związane z walką o utrzymanie przeżywają Marcin Brosz z Odry i Dariusz Pasieka z Arki. Między tymi klubami rozstrzygnie się, kto opuści szeregi elity. - Nie zazdroszczę, bo wiem co przeżywają. Nocy z piątku na sobotę pewnie każdy z nich nie przespał. Ja cały czas analizowałem grę rywala, kiedy byłem trenerem Górnika Zabrze. Potem za dnia towarzyszył mi niezły ból głowy - wspomina Marek Motyka, który zadanie wykonał i klub z Roosevelta utrzymał się w elicie. Sztuka ta Górnikowi nie udała się przed rokiem. Szkoleniowcem tego zespołu przez pierwszą część sezonu był... Wieczorek. Spadku do swojego CV wpisać jednak nie chciał, broniąc się, że to Henryk Kasperczak prowadził drużynę w decydujących meczach.
Dzisiaj będzie mógł sięgnąć po ten argument, jeśli utrzyma Piasta, a spadnie Odra. - Dlatego zawsze byłem zwolennikiem tego, aby trenera rozliczać na koniec sezonu. Wtedy można rzetelnie ocenić, czy wykonał zadanie, czy też nie. Budowa drużyny, tak jak domu, wymaga określonego czasu. Oczywiście wyjątkiem są sytuacje skrajne, kiedy na przykład piłkarze tracą zaufanie do szkoleniowca - mówi Motyka, który najczęściej miał za zadanie zapewnić prowadzonym przez siebie klubom byt. Ta sztuka udała mu się w Polonii Warszawa i dwa razy w Górniku Zabrze. Nie powiodło się z Tłokami Gorzyce.
- Każdy trener marzy o tym, aby pracować w klubach walczących o wysokie cele. Konsekwencje nie wypełnienia zadania też są mniejsze. Szybciej wybacza się, jeśli drużyna nie zdobędzie miejsca dającego udział w europejskich pucharach, niż spadek. Przykładem jest Henryk Kasperczak. Jeden z najlepszych polskich trenerów, który osiągnął duże sukcesy, a któremu teraz wytyka się spadek z Górnikiem. Bo ta porażka jest jeszcze długo wytykana, obniża prestiż danego trenera - wskazuje Motyka.
Ryszard Wieczorek pewnie doskonale zdaje sobie sprawę. Aby ratować twarz i swoje nazwisko, musi dzisiaj uratować przed spadkiem Piasta. Wówczas bilans jego pracy w dwóch ostatnich sezonach choć trochę zostanie naprostowany. - Upadki trzeba godnie przyjąć - dodaje jego starszy kolega po fachu.
Dzisiaj będzie mógł sięgnąć po ten argument, jeśli utrzyma Piasta, a spadnie Odra. - Dlatego zawsze byłem zwolennikiem tego, aby trenera rozliczać na koniec sezonu. Wtedy można rzetelnie ocenić, czy wykonał zadanie, czy też nie. Budowa drużyny, tak jak domu, wymaga określonego czasu. Oczywiście wyjątkiem są sytuacje skrajne, kiedy na przykład piłkarze tracą zaufanie do szkoleniowca - mówi Motyka, który najczęściej miał za zadanie zapewnić prowadzonym przez siebie klubom byt. Ta sztuka udała mu się w Polonii Warszawa i dwa razy w Górniku Zabrze. Nie powiodło się z Tłokami Gorzyce.
- Każdy trener marzy o tym, aby pracować w klubach walczących o wysokie cele. Konsekwencje nie wypełnienia zadania też są mniejsze. Szybciej wybacza się, jeśli drużyna nie zdobędzie miejsca dającego udział w europejskich pucharach, niż spadek. Przykładem jest Henryk Kasperczak. Jeden z najlepszych polskich trenerów, który osiągnął duże sukcesy, a któremu teraz wytyka się spadek z Górnikiem. Bo ta porażka jest jeszcze długo wytykana, obniża prestiż danego trenera - wskazuje Motyka.
Ryszard Wieczorek pewnie doskonale zdaje sobie sprawę. Aby ratować twarz i swoje nazwisko, musi dzisiaj uratować przed spadkiem Piasta. Wówczas bilans jego pracy w dwóch ostatnich sezonach choć trochę zostanie naprostowany. - Upadki trzeba godnie przyjąć - dodaje jego starszy kolega po fachu.
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
05.08.2022
05.08.2022
Bez gola, bez błysku, bez punktów