Sowiński: "Poddam go w pierwszej lub w drugiej rundzie"
24.11.2016
Michał Piwoński: Za nieco ponad tydzień staniesz do Twojej drugiej obrony pasa mistrzowskiego KSW. Jak wyglądały Twoje przygotowania do tej walki?
Artur „Kornik” Sowiński: Jak zawsze przygotowywałem się pod okiem Tomasza Brondera w Silesian Cage Club. To jest mój klub, tutaj jest wielu chłopaków, z którymi spruję od lat i praktycznie od zawsze razem pracujemy na wspólny sukces, ale w tym okresie przygotowawczym dużo podróżowałem. Zacząłem od wyjazdu do Petra Soboty do Niemiec, później były wyjazdy do Opola do Forca Brava, z tego miejsca bardzo dziękuję Leszkowi, byłem tez na campie sparingowym w Bielsku organizowanym przez Damiana Herczyka, później byłem u Mety w Cieszynie, a ostatnio w Gdyni na sparingach u chłopaków z Mighty Bulls u trenera Jakubka, któremu bardzo dziękuję za gościnę i możliwość posmarowania z chłopakami.
Od dłuższego czasu za pośrednictwem mediów trwa „wymiana uprzejmości” między Tobą a Marcinem Wrzoskiem. Skąd się właściwie wziął ten konflikt?
Po prostu jesteśmy osobami, które do siebie nie pasują, które się raczej odpychają niż kiedyś spotkają się na wspólnym piwie. Dodatkowo Marcin „wykrzyczał” sobie tę walkę. Stoczył w KSW dopiero jedną walkę, ale dzięki temu, że jest „głośny” w mediach, co prawda zazwyczaj gada głupoty, ale gada donośnie i włodarze zdecydowali dać mu walkę o pas. Z mojej strony nie było zaczepek, to były po prostu odpowiedzi na jego zaczepki
Po walce uznasz sprawę za zamkniętą? Podacie sobie ręce i sprawa będzie wyjaśniona?
Z mojej strony jest duży szacunek do Marcina jako zawodnika. Tak jak mówię prywatnie mi on jako osoba nie odpowiada, ale też nikt ode mnie tego nie wymaga. To dobry zawodnik i tego mu nie odbieram, szacunek za to, że wiele czasu poświęca, pracuje na to by coś tam w sporcie osiągnąć, ale nawet po walce kumplami nie będziemy.
Masz swój scenariusz na tę walkę? W jaki sposób masz zamiar wygrać ten pojedynek?
Myślę, że go poddam w pierwszej lub drugiej rundzie.
Pamiętam jak kilka lat temu mówiono o Tobie „spokojny, skromny chłopak z Radzionkowa”, dziś jesteś gwiazdą, showmanem, skąd taka metamorfoza?
To żadna metamorfoza, nadal jestem skromnym chłopakiem, tyle, że siedzę w MMA na tyle długo, że pozwalam sobie więcej luzu niż na początku kariery. Stąd też takie nietypowe media treningi, podejście „z jajem”, podchodzę do tego wszystkiego z większym dystansem, co na pewno umożliwia mi lepszy kontakt z publicznością i dawanie jeszcze lepszych walk.
Poza tym, że walczysz, to grasz jeszcze w zespole Loa Karma. Czy muzyka pozwala Ci zapomnieć o tym zamieszaniu związanym z MMA?
Muzyka na pewno jest jakimś rodzajem odskoczni, jest to jedna z moich wielu pasji. Muzyka była moją pierwszą miłością, najpierw miałem kapelę, a później z czasem pojawiło się MMA. Lubię grać, lubię dawać koncerty, lubię te emocje, które są przy tworzeniu nowego materiału, które pojawiają się podczas relacji z publicznością na koncercie. Muzyka odgrywa ogromną rolę z moim życiu i będę to kontynuował póki czas i fundusze na to pozwolą.
Za kilkanaście lat chciałbyś, by ludzie kojarzyli Cię jako fightera czy raczej muzyka? A może masz na siebie jeszcze inny pomysł?
Pomysłów mam wiele, bo chcę w życiu robić to co lubię. MMA jest moją miłością, pasją i lubię to robić, muzykę też kocham, jest wiele innych rzeczy, które lubię robić. Może przyjdzie czas żeby rozwinąć jeszcze inne pasje.
Kariera filmowa?
Mam za sobą występy w wielu teledyskach, ale to jednak nie jest to samo, co występ przed kamerą filmową. Tak zdecydowanie chciałbym kiedyś spróbować aktorstwa. Pamiętam jak w jednym z teledysków miałem przyjemność pracować z Olafem Lubaszenką, który zrobił na mnie ogromne wrażenie tym jak podchodził do obowiązków, jak wczuwał się w rolę, jak grał. Było to dla mnie mega przeżycie i na pewno chciałbym spróbować się w większej produkcji niż tylko teledyski.
To podpatrywanie takiego aktora jak Lubaszenko pomaga w kreowaniu Twojego wizerunku?
Raczej nie, bo w tym nie ma aktorstwa, to raczej „spontan” i bawienie się chwilą. Jestem szczęśliwym człowiekiem, robię to co kocham i się tym bawię.
Artur „Kornik” Sowiński: Jak zawsze przygotowywałem się pod okiem Tomasza Brondera w Silesian Cage Club. To jest mój klub, tutaj jest wielu chłopaków, z którymi spruję od lat i praktycznie od zawsze razem pracujemy na wspólny sukces, ale w tym okresie przygotowawczym dużo podróżowałem. Zacząłem od wyjazdu do Petra Soboty do Niemiec, później były wyjazdy do Opola do Forca Brava, z tego miejsca bardzo dziękuję Leszkowi, byłem tez na campie sparingowym w Bielsku organizowanym przez Damiana Herczyka, później byłem u Mety w Cieszynie, a ostatnio w Gdyni na sparingach u chłopaków z Mighty Bulls u trenera Jakubka, któremu bardzo dziękuję za gościnę i możliwość posmarowania z chłopakami.
Od dłuższego czasu za pośrednictwem mediów trwa „wymiana uprzejmości” między Tobą a Marcinem Wrzoskiem. Skąd się właściwie wziął ten konflikt?
Po prostu jesteśmy osobami, które do siebie nie pasują, które się raczej odpychają niż kiedyś spotkają się na wspólnym piwie. Dodatkowo Marcin „wykrzyczał” sobie tę walkę. Stoczył w KSW dopiero jedną walkę, ale dzięki temu, że jest „głośny” w mediach, co prawda zazwyczaj gada głupoty, ale gada donośnie i włodarze zdecydowali dać mu walkę o pas. Z mojej strony nie było zaczepek, to były po prostu odpowiedzi na jego zaczepki
Po walce uznasz sprawę za zamkniętą? Podacie sobie ręce i sprawa będzie wyjaśniona?
Z mojej strony jest duży szacunek do Marcina jako zawodnika. Tak jak mówię prywatnie mi on jako osoba nie odpowiada, ale też nikt ode mnie tego nie wymaga. To dobry zawodnik i tego mu nie odbieram, szacunek za to, że wiele czasu poświęca, pracuje na to by coś tam w sporcie osiągnąć, ale nawet po walce kumplami nie będziemy.
Masz swój scenariusz na tę walkę? W jaki sposób masz zamiar wygrać ten pojedynek?
Myślę, że go poddam w pierwszej lub drugiej rundzie.
Pamiętam jak kilka lat temu mówiono o Tobie „spokojny, skromny chłopak z Radzionkowa”, dziś jesteś gwiazdą, showmanem, skąd taka metamorfoza?
To żadna metamorfoza, nadal jestem skromnym chłopakiem, tyle, że siedzę w MMA na tyle długo, że pozwalam sobie więcej luzu niż na początku kariery. Stąd też takie nietypowe media treningi, podejście „z jajem”, podchodzę do tego wszystkiego z większym dystansem, co na pewno umożliwia mi lepszy kontakt z publicznością i dawanie jeszcze lepszych walk.
Poza tym, że walczysz, to grasz jeszcze w zespole Loa Karma. Czy muzyka pozwala Ci zapomnieć o tym zamieszaniu związanym z MMA?
Muzyka na pewno jest jakimś rodzajem odskoczni, jest to jedna z moich wielu pasji. Muzyka była moją pierwszą miłością, najpierw miałem kapelę, a później z czasem pojawiło się MMA. Lubię grać, lubię dawać koncerty, lubię te emocje, które są przy tworzeniu nowego materiału, które pojawiają się podczas relacji z publicznością na koncercie. Muzyka odgrywa ogromną rolę z moim życiu i będę to kontynuował póki czas i fundusze na to pozwolą.
Za kilkanaście lat chciałbyś, by ludzie kojarzyli Cię jako fightera czy raczej muzyka? A może masz na siebie jeszcze inny pomysł?
Pomysłów mam wiele, bo chcę w życiu robić to co lubię. MMA jest moją miłością, pasją i lubię to robić, muzykę też kocham, jest wiele innych rzeczy, które lubię robić. Może przyjdzie czas żeby rozwinąć jeszcze inne pasje.
Kariera filmowa?
Mam za sobą występy w wielu teledyskach, ale to jednak nie jest to samo, co występ przed kamerą filmową. Tak zdecydowanie chciałbym kiedyś spróbować aktorstwa. Pamiętam jak w jednym z teledysków miałem przyjemność pracować z Olafem Lubaszenką, który zrobił na mnie ogromne wrażenie tym jak podchodził do obowiązków, jak wczuwał się w rolę, jak grał. Było to dla mnie mega przeżycie i na pewno chciałbym spróbować się w większej produkcji niż tylko teledyski.
To podpatrywanie takiego aktora jak Lubaszenko pomaga w kreowaniu Twojego wizerunku?
Raczej nie, bo w tym nie ma aktorstwa, to raczej „spontan” i bawienie się chwilą. Jestem szczęśliwym człowiekiem, robię to co kocham i się tym bawię.
Polecane
Sporty inne