Sokolenko oklaskiwał swojego następcę w Bytomiu

29.09.2009
Czy Tomasz Nowak może już myśleć o transferze do nowego klubu? Człowiek, który z konieczności gra na lewej obronie Polonii, może iść śladami Marcina Komorowskiego, czy Walerija Sokolenki.
Ostatni z wymienionych oglądał z wysokości trybun niedzielne zwycięstwo bytomian z Arką Gdynia. W niemieckim Energie Cottbus idzie mu coraz lepiej (strzelił w piątek pierwszego gola), potrzebował czasu na prawidłową aklimatyzację. Jego następcą w Polonii został Czech David Kotrys, ale ten doznał kontuzji. Powoli wraca do treningów z pełnym obciążeniem. Będzie miał jednak nie lada zadanie przed sobą, bo musi wygryźć Tomasza Nowaka, który zajął jego miejsce z braku laku. A wszystko zaczęło się od urazu Kotrysa w meczu z Piastem. - Siedziałem na ławce. Trener podszedł i zapytał, czy dam radę. Skinąłem, że tak - wspomina były gracz Korony.

Nowak wybiegł na boisko i spisał się solidnie. Polonia nie straciła gola. Błędów nie ustrzegł się z Wisłą Kraków. Skończyło się remisem. - Nie jestem marudny. Gram tam, gdzie chce trener - wzrusza ramionami 24-latek, którym klub z Olimpijskiej interesował się już zimą. Do transferu doszło w momencie, kiedy Koronę przejął Marek Motyka. Były szkoleniowiec Polonii uznał, że niewysoki piłkarz nie będzie mu potrzebny w środku pomocy, bo tam był dotąd ustawiany.

- Żadna pozycja nie jest mi właściwie obca. Występowałem niemal na każdej. Obrona? Owszem, ale ta prawa. Na lewej zacząłem grać dopiero w Bytomiu - przyznaje Nowak. Z Arką strzelił swojego pierwszego gola w ekstraklasie, a drużyna wygrała. Piłkarz doskonale zdaje sobie jednak sprawę, że nie ustrzegł się i błędów. - Miałem za dużo strat. Muszę nad tym pracować. Z meczu na mecz będzie lepiej - zapowiada.
autor: Krzysztof Kubicki

Przeczytaj również