Sobiech: Z więzadłami i łąkotką na szczęście wszystko jest dobrze

22.04.2010
20-letniego napastnika Ruchu miało zabraknąć w kadrze meczowej na spotkanie z Odrą. Przynajmniej tak informowała oficjalna strona klubu z Chorzowa. Artur Sobiech "cudownie" jednak ozdrowiał.
I dlatego przy niekorzystnym wyniku wszedł na boisko z ławki rezerwowych, choć jeszcze kilka dni temu istniały podejrzenia poważnej kontuzji. - Rezonans wykazał, że mam jedynie krwiaka, który jest pewnie konsekwencją urazu odniesionego w meczu z Legią Warszawa. Na szczęście z więzadłami i łąkotką jest wszystko dobrze - odetchnął Artur, który z Odrą zagrał i tak ze specjalnym usztywniaczem kontuzjowanego stawu.

Co prawda Sobiech gola nie strzelił, ale i tak wniósł sporo świeżości w szyki ofensywne "Niebieskich". Po jednym z jego podań bliski szczęścia był Patryk Stefański. Ostatecznie kolegów wyręczył Łukasz Janoszka. - Zwycięstwo w takich okolicznościach smakuje wyjątkowo. Przegrywaliśmy 1-2, ale po tym poznaje się charakter drużyny, jeśli potrafi się ona podnieść w trudnym momencie - wskazał "Abdul", z czym zgodzili się jego partnerzy. - Dotąd mieliśmy spore problemy z odrabianiem strat - przyznał Maciej Sadlok.

Rzut oka na dotychczasowe wyniki i okazuje się, że Ruch we wtorek po raz pierwszy zdołał przechylić szalę na swoją korzyść w tym sezonie w lidze. - Dlatego jestem dumny, że tego dokonaliśmy. To powinno jeszcze bardziej podnieść nasze morale - stwierdził Grzegorz Baran.

Przed chorzowianami teraz wyjazd do Gdańska. - Kolano trochę doskwiera, ale jeśli trener na mnie postawi, to mogę zagrać od początku - melduje Artur Sobiech.
autor: Krzysztof Kubicki

Przeczytaj również