Snajper Piasta: Nie dostawałem takich podań od kolegów...

18.10.2011
- Wszystko wraca do normy - odetchnął Wojciech Kędziora po zdobyciu bramki w spotkaniu z Bogdanką Łęczna. Po świetnym początku, napastnik Piasta nie potrafił strzelić gola w sześciu kolejnych meczach.
- Na początku sezonu dostawałem takie piłki, że nie pozostawało nic innego, jak dołożyć nogę i wbić futbolówkę do bramki bezradnego już bramkarza. Ostatnio z takimi zagraniami od kolegów nie było tak kolorowo, co wynika ze sposobu naszej gry - mówi Kędziora. - Teraz wszystko wraca do normy.

Piast do końca z podziału punktów z Bogdanką zadowolony być nie mógł. - Jak nie można wygrać, to trzeba zremisować. Może zdobycz jednopunktowa nie była tą, na jaką liczyliśmy, ale przegrywając 0-2, spodziewaliśmy się raczej najgorszego - przyznaje "Kędi".

Wielu fanów i dziennikarzy zaskoczył fakt posadzenia najlepszego strzelca "Piastunek" na ławce rezerwowych podczas tegoż meczu. Sam zainteresowany... nie godzi się z taką rolą.

- Każdy ma jakąś ambicję. Ja chcę grać i będę jeszcze bardziej starać się na treningach, żeby więcej nie musieć grać ławy. Oczywiście decyzję trenera Marcina Brosza przyjąłem z pokorą. Słyszałem też, że szkoleniowiec pochwalił mnie, mówiąc, że z Rudolfem Urbanem podnieśliśmy poziom. Z takich słów należy być zadowolonym, ale wolę grać od początku, niż wchodzić w końcówce - relacjonuje strzelec gola i asystent z meczu przeciwko Bogdance.
autor: Dawid Jenczmyk

Przeczytaj również