"Śmierć Bałuszyńskiego to splot nieszczęśliwych okoliczności..."

03.03.2012
- Można mówić o pechu. Gdyby w środę, kiedy gorzej się poczuł, pojechał do szpitala w Zabrzu, dziś pewnie odwiedzalibyśmy go w sali - mówi Zygfryd Wawrzynek, były prezes Górnika Zabrze.
Chodzi oczywiście o nagłą śmierć Henryka Bałuszyńskiego, byłego piłkarza Górnika Zabrze. Wawrzynek dowodził klubem z Roosevelta właśnie gdy ten zawodnik zaczynał grać w dorosłą piłkę. - Było wtedy wielu młodych, bardzo fajnych chłopaków, którzy mieli papiery na wielkie granie. On się w tym gronie wyróżniał, miał ogromny talent. Tak samo jak jego umiejętności, imponował mi jego charakter. Kapitalny, poukładany chłopak... Nigdy nie narzekał, budził tylko pozytywne skojarzenia - wspomina ówczesny prezes.

Dalej Wawrzynek mówi o okolicznościach śmierci "Balu". - Na Śląsku trzy szpitale mają specjalistyczny sprzęt, który pozwala ratować tak ciężkie przypadki. W Zabrzu on jest, a w Rudzie Śląskiej nie. Poza tym, Heniek miał, mówiąc w sposób najbardziej przystępny, zawał zawału. To się nie zdarza często, szczególnie tak młodym ludziom i bez specjalistycznego sprzętu oraz zabiegu najczęściej kończy się tragedią. Kiedy Jacek Wiśniewski zadzwonił do mnie z tą informacją, musiałem usiąść. Ciężko mi było się z tym pogodzić. Widzieliśmy się nie tak dawno. Miał skoki ciśnienia, ale podobne problemy mają tysiące ludzi. Nikt nie mógł przypuszczać, że skończy się to tak szybko i tak tragicznie... - wzdycha Zygfryd Wawrzynek.
źródło: Sport

Przeczytaj również