Słowacki burd... bałagan znaczy

23.11.2015
Polski etap historii słowackiego pomocnika Martina Bukaty, choć młodzieżowy reprezentant swojego kraju nie zdążył nawet zadebiutować w naszej Ekstraklasie, już teraz robi się całkiem długi oraz nieźle pogmatwany.
Norbert Barczyk/pressfocus.pl
Gracz miał dołączyć do kadry Piasta przed paroma miesiącami, formalności związane z jego transferem jednak nieustannie się przeciągały, a kiedy wydawało się że zawodnik z Koszyc lada moment pojawi się na Okrzei, ten... ponownie zagrał w swoim dotychczasowym klubie.

Wówczas dotarła do nas informacja, że dopiero z końcem października Bukata będzie mógł ostatecznie opuścić VSS Koszyce. Gdy nastał ten oczekiwany moment, Słowak ponownie pojawił się w Gliwicach. Był już bliski podpisania kontraktu z „Piastunkami” i wtedy, niczym grom z jasnego nieba, gruchnęła wieść, iż na mocy decyzji Komisji Odwoławczej tamtejszego związku piłkarskiego, młody gracz wciąż zmuszony będzie występować w dotychczasowej drużynie.

U naszych południowych sąsiadów mówi się o tej sytuacji, że to „futbalowy cirkus”, my jednak sądzimy, iż określenie trenera Latala, dotyczące transferu Bukaty, jest dużo trafniejsze – mamy tutaj ewidentnie do czynienia ze zwyczajnym burdelem.


źródło: SportSlaski.pl
autor: Miłosz Karski

Przeczytaj również