Śląski sędzia tłumaczy, dlaczego chciał zakończyć mecz w 80. minucie
18.10.2010
Kibiców w Kielcach cała sytuacja rozweseliła, zaś gości z Bełchatowa rozwścieczyła. Ich trener - Maciej Bartoszek nakazał nawet, aby piłkarze zeszli do szatni. - Długo zastanawiałem się, co mam powiedzieć państwu po tym spotkaniu. Powiem tak: kibice i obie drużyny stworzyły dziś świetne widowisko. Szkoda, że inne osoby nie przyłączyły się do tego - skomentował potem szkoleniowiec Bełchatowa, który miał do Sebastiana Jarzębaka spore zastrzeżenia za to, że ten wyrzucił z boiska Mate Lacicia.
Wracając jednak do sytuacji z 80. minuty. Jak to tłumaczyć? - Miałem problemy z zegarkiem. Zobaczyłem na nim, iż mecz trwa już za długo, dlatego zdecydowałem się odgwizdać koniec spotkania. Pokazywałem nawet kapitanowi drużyny gości, że mam na zegarku 50, minutę. Po konsultacji z arbitrem bocznym oraz technicznym - uznaliśmy jednak, że zawody należy kontynuować - tłumaczył sędzia Jarzębak na antenie Orange Info.
Na szczęście przepisy przewidziały taką sytuację. - Zastosowaliśmy artykuł siódmy przepisów gry w piłkę nożną, który mówi o przypadkowym przedwczesnym zakończeniu gry. Dotąd było to dla mnie typowo teoretyczne zagadnienie, nie spodziewałem się, że komukolwiek może się przytrafić w praktyce, no i niestety pechowo przytrafiło się mnie - westchnął Jarzębak, który przyznał jednocześnie, że z felernego zegarka korzystać już nie zamierza.
- Dotąd nigdy nie szwankował. Może ta awaria wyniknęła przez to, że było chłodno, a może przez to, że przypadkowo na mnie wpadł zawodnik. Nie wiem - zakończył śląski arbiter.
Wracając jednak do sytuacji z 80. minuty. Jak to tłumaczyć? - Miałem problemy z zegarkiem. Zobaczyłem na nim, iż mecz trwa już za długo, dlatego zdecydowałem się odgwizdać koniec spotkania. Pokazywałem nawet kapitanowi drużyny gości, że mam na zegarku 50, minutę. Po konsultacji z arbitrem bocznym oraz technicznym - uznaliśmy jednak, że zawody należy kontynuować - tłumaczył sędzia Jarzębak na antenie Orange Info.
Na szczęście przepisy przewidziały taką sytuację. - Zastosowaliśmy artykuł siódmy przepisów gry w piłkę nożną, który mówi o przypadkowym przedwczesnym zakończeniu gry. Dotąd było to dla mnie typowo teoretyczne zagadnienie, nie spodziewałem się, że komukolwiek może się przytrafić w praktyce, no i niestety pechowo przytrafiło się mnie - westchnął Jarzębak, który przyznał jednocześnie, że z felernego zegarka korzystać już nie zamierza.
- Dotąd nigdy nie szwankował. Może ta awaria wyniknęła przez to, że było chłodno, a może przez to, że przypadkowo na mnie wpadł zawodnik. Nie wiem - zakończył śląski arbiter.
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
07.08.2022
07.08.2022
Główka Paluszka metodą na wicemistrzów
05.08.2022
05.08.2022
Bez gola, bez błysku, bez punktów